3. Luksor (Luxor).


Tego samego dnia popędziliśmy do Luksoru, małej mieściny ale za to jakiej! Przepiękna światynia, a raczej jej szczątki, ale w miarę dobrze zachowane znajdują się tuż przy głównej drodze. Trochę to dziwne, wokół wszędzie samochody, rowery, dorożki i osły, a ty stoisz przed obiektem sprzed kilku tysięcy lat. Zobaczymy tu oczywiście obeliski, oczywiście posągi Ramzesa II i jego żony, mnóstwo symboliki, wszechobecny ankh, a jak dobrze poszukać to i golutkiego Min`a się znajdzie, a raczej ogromnego penisa w erekcji z doklejonym wlaścicielem:)) W świątyni w Luksorze można zobaczyć jeden z nielicznych (bodajże tylko 2 ) wizerunek Aleksandra Wielkiego. W środkowej części, kiedyś zamkniętej dla plebsu, znajdują się resztki świętego ołtarza, pozostałości po chrześcijańskich malowidłach z czasów najazdów chrześcijan. Przy wejściu znajdują się przepiękne rzeźby Tutankamona i jego młodziutkiej żony oraz ogromny posąg Ramzesa. Mnie osobiście najbardziej zaciekawiła płaskorzeźba przy wejściu do środkowego patio świątyni przedstawiająca symbolicznie zjednoczenie górnego i dolnego Egiptu w postaci splatających się kwiatów papirusu i lotosu. Śliczne. Na ruinach świątyni zbudowano kilka tysięcy lat później malutki meczet, który do tej pory pełni funkcje religijną, ale dla wielu historyków i wielbicieli architektury egipskiej to jak barbarzyństwo.

Będąc w Egipcie miałam bardzo dziwne uczucie, ze coś tu nie gra, tzn. nie mogłam się przyzwyczaić do faktu, że odwiedzając Egipt tak naprawdę odwiedza się 2 różne światy, starożytny świat faraonów i piramid i obecny, muzułmański, z meczetami i śpiewem z minaretów , który nijak się ma do tej części starożytnej. Dwa światy zupełnie różne, niczym nie związane ze sobą, a między nimi albo w nich ludzie, którzy nazywają siebie Egipcjanami i jak spróbujesz nazywać ich arabami, to sie obrażą-i mają rację, bo niby dlaczego odbierać im ich tożsamość??

Zwiedzaliśmy Luksor przez kilka dni i muszę przyznać, że chociaż jest trochę zaniedbane i śmierdzi łajnem, to jednak ma w sobie mnóstwo uroku. Przede wszystkim ludzie-są bardzo uprzejmi, gościnni, trochę nachalni w stosunku do turystów, ale to zupełnie zrozumiałe, jeśli zobaczy się biedę, w jakiej żyje większość mieszkanców tego miasteczka. W turyscie widzą dolara albo euro i robią wszystko, by tego pieniążka wyciągnąć. Oferuje się tu przyjezdnym wszelkie usługi, począwszy od przejazdu dorożką na szukaniu nawet najbardziej wyszukanej rzeczy skończywszy. My na przykład chcieliśmy kupić arabską wersję „Małego Księcia” A. Saint Exupery´ego i zapytaliśmy pewnego przechodnia, gdzie możemy znaleźć jakąś księgarnię czy jakiś antykwariat z książkami. Gość oczywiście niewiele rozumiał po angielsku, ale zapewnił nas, że wie o co chodzi. Chodziliśmy z nim od jednej księgarni do drugiej pytając o „Małego Księcia” i w każdej z nich pokazywano nam inną książkę, raz o Jezusie (bo to przecież też jakby książę i na dodatek pytają o tę książkę biali chrześcijanie, więc musi to być ta właśnie), wyciągali nam skrypty i jakieś zeszyty do nauki Koranu, Biblię i nie pamiętam co jeszcze, ale nie miało to nic wspólnego z książką, której szukaliśmy. Po prawie 2 godzinach szukania i pytania z oglądaniem zasobów luksorskich księgarni, daliśmy za wygraną, my tak, ale nie nasz przewodnik , który zapewniał, że tym razem to już na pewno w tej następnej księgarni znajdziemy naszą książkę. Kolejna biblia, książki z obrazkami o dzieciach …Nie da się. Zdenerwowani mówimy chłopakowi, że już nie mamy siły i że idziemy spać. On na to, że powinniśmy mu zapłacić za fatygę i wyciąga rękę szepcząc: bakszysz… my na to: Za co?? chodzimy z tobą od 2 godzin, bo nam nawijasz że na pewno w tej następnej księgarni znajdziemy „Małego Księcia„, po czym okazuje się nie tylko że nie znajdujemy, ale  że tak naprawdę nie masz zielonego pojęcia, o jakiej książce mówimy…

Upierdliwi sprzedawcy i dorożkarze to normalka w każdym egipskim mieście, im mniejsze, tym bardziej upierdliwi. Muszę jednak przyznać, że mnie to specjalnie nie przeszkadzało, tym bardziej że byli natrętni w miły sposób, jeśli można to tak nazwać, tzn. uprzejmie pytali skąd jesteś, czy chcesz coś zwiedzić, czy masz ochotę na przejażdżkę dorożką, czy może chcesz kupić kapelusz w promocyjnej cenie?? Słysząc ¨España¨ wołali: hola pepsi-cola, a na Polskę mówili ¨Bolanda¨ (nie umieją wymawiać litery P; nie wiem z czego to wynika, być może po prostu nie mają jej w alfabecie). Niektórzy faktycznie śledzili nas, wołali za nami , że chcą nas przewieźć, że mają tanie pamiątki itp. Bardzo mile wspominam jednego dorożkarza, Mustafę, który woził nas po Luksorze swoją dorożką pokazując nam ciekawe zakamarki miasteczka. Wjechaliśmy nawet na teren targowiska wypełnionego po brzegi ludźmi, zwierzętami, towarami, materiałami…i ciężko było wyjechać z niego dorożką, która w pewnym momencie utknęła gdzieś przy straganie z paprykami i trzeba było ją pchać.

Kiedy poszliśmy do banku wymienić walutę, egipskie kobiety nie mogły się nadziwić,  jak kobieta może chodzić ubrana tak jak ja, tzn. w sandałach z odkrytymi palcami, w hip-hopowych spodniach, w koszulce na ramiączkach i z odkrytymi włosami…Czułam się nieswojo, bo naprawdę patrzyły na mnie z niesmakiem i zgorszeniem, ale starałam się nie myśleć o tym. Dla mnie ich pidżamy i zakryte twarze to coś dużo gorszego niż moje spodnie i ramiączka.

W mieście odwiedziliśmy także interesujące muzeum sztuki egipskiej i muzeum mumufikacji. Szukaliśmy też czegoś dobrego do jedzenia, tutejszego, tradycyjnego i chcieliśmy naprawdę bardzo spróbować czegoś ze stoiska ulicznego, co jedzą przechodnie, ale było to niemożliwe, widząc brak higieny, brudne naczynia i ręce. Uważaliśmy na każdym kroku, żeby nie pić wody nieprzegotowanej, żeby nie jeść sałatek ze świeżych warzyw, żeby obierać owoce ze skórki, żeby myć zęby wodą mineralną albo przegotowaną, nie jedliśmy lodów, sosów, majonezów, nie piliśmy coli z lodem itp…i tak ciężko było nie zastanawiać się, czy złapiemy jakiegoś bakcyla widząc szklanki z odbitymi ustami i łyżeczki z brązowym osadem, kiedy podano nam herbatę… ale nic się nie stało, przeżyliśmy i muszę przyznać, że arabska kuchnia jest wyśmienita. Byłoby niesprawiedliwe pominąć fakt, że najlepsze desery i podwieczorki jakie jedliśmy w życiu podawano nam na statku, właśnie w Egipcie. Ciasta daktylowe, sezamowe, budynie, czekoladki domowe z nadzieniami były fantastyczne! W hotelach także serwowano świetne posiłki, ale nie mogły się równać z tymi na statku. W Luksorze mieszkaliśmy w hotelu Sofitel Karnak, kilka km z dala od centrum, dojeżdżaliśmy do niego miejscowym busem wypełnionym po brzegi. Bilet kosztował chyba 1,5funta egipskiego, co na nasze to chyba jakieś 20 groszy…

Kiedyś spacerowaliśmy po mieście i jeden ze sprzedawców ulicznych zachwalał swoje kapelusze p/słoneczne. Chciał za nie naprawdę dużo porównując ceny takich kapeluszy w Egipcie i w Europie. Stwierdziłam, że za taką cenę to sobie kapelusz w Walencji kupię i facet się obraził…my poszliśmy dalej i za chwilę słyszymy, jak ktoś wrzeszczy za nami, jadąc na przeraźliwie głośnym starym motocyklu: Ok, za połowę ceny, niech stracę! Obrażony sprzedawca widząc, że jednak nie damy się nabrać, pędził za nami zgadzając się łaskawie na zaproponowaną przeze mnie cenę. Targowanie się to stara tradycja w muzułmańskim świecie, wręcz należy się targować, bo to w dobrym tonie i należy pamiętać, że sprzedawca dotąd się targuje, dokąd mu się to opłaca.  My się o tym przekonaliśmy niestety późno, tak więc na pewno przepłaciliśmy sporo większość zakupionych pamiatek, ale specjalnie nie raziło nas to, bo obie strony po zakończonym procesie negocjacji były szczęśliwe:)

cdn.

DSC_1096

DSC_1087

Luksor.Ramzes II.

 

 

 

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s