11. Podróż do przeszłości. Fes.


Fes.

Kto ma ochotę zobaczyć i poczuć na własnej skórze jak to jest żyć w średniowieczu, niech wybierze się do marokańskiego miasta Fez i odwiedzi jego medinę, czyli starą, zabytkową dzielnicę miasta. Odgrodzona od nowszej części miasta medina jest otoczona wysokim murem i ma kilka pięknych, ozdobnych bram wejściowych. My weszliśmy jedną z nich, która od strony zewnętrznej jest pomalowana na niebiesko (kolor niebieski to kolor miasta Fez) a od wewnątrz na zielono (kolor Islamu). W obrębie mediny żyje kilkaset tysięcy osób, co wydaje się dziś być czymś niewiarygodnym, zważywszy na sposób życia i warunki w medinie. I można tam zobaczyć dosłownie WSZYSTKO. Począwszy od malutkich domków-lepianek  na wytwornych pałacykach bogaczy skończywszy. Zobaczyć tam można tysiące sklepików, straganów, meczetów, minaretów, ulicznych barów, szkół koranicznych, placów zgromadzeń, warsztatów, małych fabryk …i kilometry wąziutkich niskich uliczek, po których oprócz rozpychającego się tłumu mogą przemieszczać się tylko osły, będące tam jedynym środkiem transportu. Nie mieści się w medinie żaden samochód, wóz drabiniasty, nawet motorów tam nie ma. Raz tylko widzieliśmy spieszącego się kupca ciągnącego za sobą mały dwukołowy wózek z żywym baranem. Zbliżało się święto baranka, w którym każda muzułmańska rodzina ma obowiązek złożenia w ofierze barana. Kto bogatszy, ten zabija kilka baranów. Król Maroka, Mohammed VI zabija co roku kilkanaście baranów, za siebie, za królestwo, za poddanych, za rodzinę i za inne swoje sprawy. Jest to ważne i wyczekiwane święto, ludzie są podekscytowani, każdy szuka najładniejszego i najdorodniejszego barana, jeszcze go tuczy przez kilka dni przed ubiciem.

My wędrowaliśmy w labiryncie uliczek w medinie z naszym przewodnikiem Idrisem, doskonale wykształconym w Hiszpanii filologiem i historykiem. Zna on każdy zakątek mediny i rodzinnego miasta Fez. Co 20 minut przypominał nam, byśmy sie nie oddalali bez jego wiedzy nawet na krok, bo sami się zgubimy. Opiwiedział nam o pewnej grupie turystów, która zeszłego roku postanowiła po obiedzie iść na spacer do mediny, nie mówiąc o tym swojemu przewodnikowi…Jak weszli pierwszego dnia, tak wyszli następnego, przerażeni i zagubieni wśród labiryntu uliczek, sklepików, straganików…Nie potrafili się dogadać z mieszkańcami, którzy nie zawsze potrafią czytać mapę lub w ogóle czytać, nie działały im telefony komórkowe i po prostu utknęli w medinie na kilka godzin. Po długim błądzeniu, wieczorem, dotarli wreszcie do bramy wyjściowej i okazało się, że nie mogą wyjść na zewnątrz, bo jest zamknięta na cztery spusty i otworzą ją dopiero rano. Całe miasteczko poszło spać a ci biedacy koczowali pod bramą… Już nie ruszyli się nigdzie sami bez Idrisa w mieście Fez.

DSC_1846

Madrasa, czyli szkoła koraniczna w medinie w Fes.

Idris pokazał nam różne warsztaty i rzemiosła do tej pory praktykowane w muzułmańskieh medinie, jak warsztaty tkackie, ceramiczne, dzieła sztuki z brązu, srebra i mosiądzu, czarodziejskie lampy Alladina, ale najciekawszym punktem wycieczki była wizyta w garbarni skór… Nie do opisania, jakie wrażenie robi to miejsce na odwiedzających. Wyobraź sobie okrągłe doły w ziemi, wypełnione cuchnącymi cieczami o różnych kolorach, obok doły z sodą kaustyczną, gołębim nawozem, wapnem, a pomiędzy nimi biegają chłopcy, do pasa zanurzeni w owych kolorowych dołach, gołymi rękoma zanurzając skóry w barwnikach…Smród nie do opisania. Każdemu odwiedzającemu wręcza się gałązkę świeżej mięty, by złagodzić fetor garbowanych skór. Od niepamiętnych czasów ten zawód należał do najcięższych i najbardziej niewdzięcznych. W książce „Pachnidło” Patricka Suskinda autor opisał ze szczegółami pracę grabarzy, ohydną, niebezpieczną i przeznaczoną dla mętów, przestępców i wyrzutków społeczeństwa, gdyż nikt inny nie chciał jej wykonywać. Tu w Fezie nie jest ona taka straszna jak sądzę, ale niebezpieczna na pewno, ze względu na chemiczne opary wdychane całymi dniami przez robotników. Wyroby skórzane są potem sprzedawane za ciężkie pieniądze i  można po takiej wizycie zrozumieć dlaczego. Ja kupiłam oryginalną karminową torbę ze skóry wielbłąda barwioną naturalnie zagęszczonym wyciągiem z maków polnych i innych tutejszych roślin. Piękne, soczyste kolory pozyskiwane są także sposobami tradycyjnymi, z roślin, minerałów. Do niedawna jeszcze moja torba trochę śmierdziała od zabiegów, jakim poddawano te biedne skóry, musiałam więc wkładać do środka pachnące mydełka, by niwelować ten smrodzik.

DSC_1912

Doły z sodą kaustyczną (białe) i z barwnikami naturalnymi (kolorowe).

W warsztacie wytwarzającym słynne dywany chciano nam je sprzedać wszystkie po kolei, za niebotyczne sumy oczywiście, a w warsztacie tkackim o mały włos nie kupiłam kilku szali w bajkowych kolorach. Postanowiliśmy zamiast kupować wszystko, co zachwalali nam sprzedawcy (a są w tym wręcz genialni) pochodzić spokojnie po medinie. Próbowaliśmy słodkich przepysznych daktyli, ciasteczek sezamowych, cukierków, batoników domowej roboty. Arabskie słodycze są niepokonane. Najlepsze jakie istnieją! Czy ktoś próbował daktylowego ciasta z musem waniliowym??? Nie?? to nic nie wiecie o słodkościach tego świata 🙂

DSC_1989

Mijając kolejnego osła obładowanego kontenerami z Coca-Colą, napawaliśmy się zapachami pieczonych kebabów i falafeli. Gdzieniegdzie ktoś zaczepiał nas i pytał skąd przyjeżdżamy. My po hiszpańsku lub francusku, pytający po arabsku. My o gruszce, on o pietruszce. Rozmowa kończyła się uściskiem rąk i wymianą usmiechów, grzecznościom i ukłonom nie było końca. Tylko jeden staruszek-sprzedawca pietruszki zezłościł się na nas, jak chciałam zrobić mu zdjęcie. Siedział otoczony z każdej strony natką pietruszki, było mu widać tylko ręce i głowę…zdjęcie byłoby fantastyczne, jak ten dziadek i cała medina.

Opowiadając o medinie w Fezie nie sposób nie wspomnieć o najbardziej charakterystycznej cesze arabskich zabytków, ich misternie wykonanych zdobieniach, rzeźbach, malowidłach, ceramice, mozaice. Zadziwia ich piękno, szczegóły, dobór kolorów, światłocienie, delikatne kolumny pałacyków. Jak z baśni Szeherezady, jak z opowiadań o rodzynkach z Orientu i Sindbadzie. Wszystkie te cuda w większości przypadków można zobaczyć dopiero wewnątrz budynku, z zewnątrz ich właściciele stawiali normaluchne szare ściany, mury, odrapane okna, by nie mącić spokoju biedniejszej części mieszkańców miasta. Po wyjściu z mediny zwiedziliśmy jeszcze miasto Fez, posłuchaliśmy opowieści Idrisa, podziwialiśmy bramę jednego z licznych w kraju pałaców króla,  i wieczorem postanowiliśmy zobaczyć Fez w innym świetle, w świetle restauracji i nowoczesnych barów.

DSC_1797

Brama pałacu królewskiego w Fezie

cdn.