14. Podróż moich marzeń.


Już od jakiegoś czasu zbieram mysli i wspomnienia z podróży do Ameryki Poludniowej, gdyż nie chcę zapomnieć żadnego szczegółu, chcę zachować każdą chwilę w pamięci. Określenie „podróż moich marzeń” odzwierciedla dokładnie znaczenie tych słów dla mnie, gdyż o tej wycieczce marzyłam już od dziecka, od jakichs 15 lat myślałam o wyjeździe do Peru, by zobaczyć moje Machu Picchu, moje, chociaż znane tylko z książek i zdjęć, ale miejsce, które stało się dla mnie czymś w rodzaju Mekki dla muzułmanów, gdzie przynajmniej raz w życiu trzeba być. Dlaczego własnie Machu Picchu? Nie wiem, być może dlatego, że jest to święte miejsce dla obecnych spadkobierców i potomków Inków, być może dlatego, że jest to miejsce niesamowite przez wzgląd na swoje bajeczne położenie… a byc może dlatego, że w poprzednim życiu byłam inkaską księżniczką i to miejsce było moim domem, za którym tęsknie? 🙂

Podróż do Limy trwała ok. 13 godzin, lecieliśmy wygodnym i ogromnym samolotem transatlantyckim i chociaz ja miałam stracha cały czas, w sumie dolecieliśmy spokojnie i bez żadnych sławnych w tamtych stronach turbulencji. Trzeba jednak przyznać, że taka podróż jest bardzo wyczerpująca i chociaż teoretycznie można sie zdrzemnąć, to w praktyce raczej jest to trudne a dla mnie tym bardziej, bo z nerwów i radości z zobaczenia wszystkich tych peruwiańskich cudowności nie mogłam zasnąć. Na nasze nieszczęście musielismy wytrzymywać towarzystwo jednego z pasażerów, niejakiego Manolo z Hiszpanii, który odstraszał mnie swoimi manierami i głupimi odzywkami. Na dodatek w ciągu kilku pierwszych dni w Limie nie było możliwości, by zostawił nas w spokoju.

Lima to miasto gigantyczne, ma ponad 9 milionów mieszkańców, w większości to biedota zamieszkująca slumsy i kartonowo-lepiankowe osiedla w dzielnicach, do których lepiej nie wchodzić, bo mozna już stamtąd nie wyjść o własnych nogach. Miasto przeraźliwie chaotyczne, głośne, zadymione i pełne samochodów, busów i wszechobecnych taksówek. Taksówek w Limie jest więcej niż innych samochodów razem wziętych. Tutaj licencje taksówkarza może zdobyć każdy, kto potrafi prowadzić, niestety nie są niezbędne inne uprawnienia, więc tak naprawdę to nigdy nie wiadomo, do czyjego samochodu wsiadasz i czy rzeczywiście dojedziesz tam, gdzie chcesz. Lima jest bardzo niebezpieczna dla naiwnych przyjezdnych, którzy nie zdają sobie sprawy, jakie reguły rządzą w tym mieście. A reguła jest taka: żadnych reguł. Każdy robi co chce i chociaż brzmi to nieprawdopodobnie, tak własnie jest w wielu miejscach tej stolicy. Najlepiej będąc turystą jest omijać Limę z daleka, bo to właśnie tutaj dochodzi do największej liczby kradzieży, napadów na turystów i samych Peruwiańczyków, którzy zapuszczają się w zapuszczone dzielnice po ciemnej stronie księżyca. Będąc w Limie przypomniał mi się równie chaotyczny Kair, chociaż tam w Kairze czułam się dużo bezpieczniej, swobodniej, tam bez problemu ani strachu wsiadało się do taksówki, do dorożki i nie czuło się tego napięcia, że może ten taksówkarz to jakis naciągacz albo bandyta , ktory nas wywiezie gdzieś na ubocze i obrabuje a może jeszcze zamorduje… W Kairze turysta to prawie jak święty, który przywozi pieniadze czyli chleb dla mieszkańców, tam ludzie o tym wiedzą i na każdym kroku starają się ułatwić przyjezdnym żywot w swoim zagmatwanym kraju, na każdym rogu policja turystyczna skłonna do pomocy i dzieki temu turysta czuje się w miarę swobodnie w tym muzułmanskim kraju. W Limie natomiast nie tylko panuje wszędzie chaos, ale nie ma policji w razie potrzeby, pełno na ulicach podejrzanych taksówek, nie wiadomo do której wsiaść, na lotnisku wiszą ogłoszenia by uważać na fałszywych taksówkarzy, którzy wywożą turystów na obrzeża i rabują… Na ulicach sami Peruwiańczycy ostrzegali nas, żebyśmy wsiadali tylko do takich i takich taksówek, żebyśmy sprawdzali dokumenty kierowcy czy są legalne (niby jak mielibyśmy to sprawdzic?), żeby broń Boze nie wsiadać do taksówek białych bo te tylko dla biedoty ze slumsów… jak słyszeliśmy to wszystko to odechciewało się w ogóle wychodzic z hotelu, zwłaszcza w nocy. Po mieście można poruszać się także busami, jest ich mnóstwo i to właśnie z nich korzystalismy głównie, jako że były oficjalne i przez to bezpieczne. W hotelach przed wyjściem zostawialiśmy cenne rzeczy jak dokumenty i wiekszość gotówki, recepcjonista zapisywał też dane taksówkarza i jego samochodu, do którego wsiadaliśmy. Na dłuzszą metę to bardzo męczące i stresujące i dlatego chcieliśmy jak najszybciej opuścić to miasto. Spora większość turystów zatrzymuje się w Limie w nowoczesnej i zadbanej, bezpiecznej dzielnicy Miraflores, gdzie prawie nie ma napaści ani kradzieży i tam tez skupia się życie towarzyskie wyższych sfer i przyjezdnych. Najbardziej niebezpieczne dzielnice Limy to samo centrum, zwłaszcza nocą, gdzie buszują kieszonkowcy i mali nożownicy w poszukiwaniu wypasionych aparatów fotograficznych i pełnych portfeli podpitych turystów, a także dzielnica Vittoria, gdzie nie zapuszcza się żaden rozsądny taksówkarz z turystami oraz Callado, gdzie można zobaczyć całe hektary osiedli domków z gliny, lepianek biedoty i całe bandy bezpańskich głodnych psów…

Pewnego razu złapalismy poleconą nam taksówkę, która miała nas zawieźć na jeden z dworców autobusowych, gdzie chcielismy sprawdzić odjazdy autobusów na kolejne dni. Po kilkunastu minutach krążenia poźnym popoludniem po nieznanym mieście nagle zdaliśmy sobie sprawę, ze nie mamy pojęcia , gdzie się znajdujemy i że chyba wyjeżdzamy z miasta… zapytaliśmy kierowcy co jest, a on beztrosko odpowiedział, że żeby się dostać tam, gdzie chcemy, musi objechać miasto od drugiej strony, kierując się słynną autostradą Panamericana na poludnie, czyli w stronę dzielnicy Vittoria. My oczywiście przestraszeni, dlaczego wyjeżdzamy z centrum w kierunku dzielnic slumsow, zatrzymalismy się na jakichś światłach i zawołaliśmy stojącego niedaleko policjanta, by nam wytłumaczyl o co chodzi. Policjant sprawdził papiery kierowcy, kazal mu pobrać od nas opłatę za przejazd sprawiedliwą i uczciwą, powiedział, że taksówkarz legalny i w porządku i my spokojnie pojechaliśmy dalej… W takiej atmosferze nie da się spokojnie poznawać miasta, trzeba być ciągle czujnym i mieć oczy na około głowy, bo naprawdę na każdym kroku może się w tym mieście przydarzyć coś niemiłego.

SDC10603

cdn.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s