17. Kradziez w Peru. Oto strona web hotelu opisanego ponizej: http://www.hostalbellavista.com/hotel_mirador/index.html


Do miasta Nasca (Nazca) przybyliśmy wieczorem i nie mając żadnego hotelu zarezerwowanego wcześniej, pojechaliśmy z naszym kolegą z wycieczki do Paracas do jego hotelu, który zarezerwował kilka dni wcześniej. Hotel a właściwie hostel nazywa się „El Mirador de Nasca” i znajduje się w samym centrum miasteczka, przy ulicy Tacna, na placu głównym (Plaza de Armas) i na pierwszy rzut oka to najlepszy hotel w okolicy. Zameldowaliśmy się w recepcji, straszna pani recepcjonistka nosząca chyba 50 różnych kolczyków, pierścionków i branzoletek skserowała nasze paszporty i poszliśmy do swojego pokoju, obok zameldował się kolega Cristoph. Postanowiliśmy wyjść na miasto i coś zjeść i zostawiliśmy nasze bagaże zamnięte i zabezpieczone w pokoju, a rzeczy wartościowe jak 2 aparaty fotograficzne w tym jeden profesjonalny Nikon, pieniądze w gotówce, karty kredytowe zostawiliśmy w zamkniętym na zamek i kluczyk moim plecaku. Zamknęliśmy pokój na klucz, ten zostawiliśmy w recepcji i spokojnie wyszliśmy do centrum. Wróciliśmy po ok. 2 godzinach i stwierdziliśmy, że w naszym pokoju BRAKUJE  mojego plecaka z rzeczami wartościowymi zamkniętymi w nim na kluczyk. Zaczeliśmy jak szeleni szukać po całym pokoju, krzycząc zbiegliśmy na dół do recepcji mówiąc, że nas okradziono i że brakuje naszego bagażu z rzeczami wartościowymi… W recepcji konsternacja, z początku nie chcieli nam wierzyć, wreszcie po kilku moich krzykach jeden chłopak zaczął szukać w hotelu, czy przypadkiem gdzieś ktoś nie porzucił plecaka. Kobieta w recepcji powiedziała, że nie widziała nikogo, kto po naszym wyjściu na kolację wchodził lub wychodził z hotelu, z wyjątkiem 2 zameldowanych w pokoju obok młodych chłopaków Peruwiańczyków. Okazało się, że wyszli oni niedługo po naszym wyjściu i w recepcji powiedzieli, że wrócą po kolacji, wynosząc ze sobą mały plecak. Peruwiańczycy nie wrócili, my bardzo zdenerwowani nie wiedzieliśmy co robić i ja kazałam babie w recepcji dzwonić na policję, żeby ta przyjechała i spisała nasze zeznanie o kradzieży. Pani recepcjonistka NIE CHCIAŁA zadzwonić na policję, bo jak nam powiedziała, nie chciała problemów i że jakoś się ten problem rozwiąże, bo przecież zaginiony bagaż musi gdzieś być w pobliżu. Ja wyszłam sama z siebie, zaczęłam wrzeszczeć na nich wszystkich, Jose złapał taksówkę i sam w nocy musiał jechać na posterunek policji w nieznanym mieście i po chwili wrócił z funkcjonariuszami do hotelu. W międzyczasie ja biegałam po hotelu w poszukiwaniu plecaka i młody chłopak z recepcji, który pomagał mi w szukaniu, stwierdził, że chyba wie, gdzie możemy znaleźć zgubę… i pobiegł bezpośrednio do pokoju, w którym byli zameldowani dwaj wspomniani wcześniej Peruwiańczycy. Okazało się, że w ich pokoju (który znajdował się obok naszego) znaleźliśmy porzucony, pocięty i splądrowany plecak, resztki odzieży porozrzucane po całym pokoju, po naszych rzeczach wartościowych ani śladu, zabrali wszytko, co miało jakaś wartość, nie tylko aparaty, pieniądze i moją kartę kredytową, ale także moje śliczne nowe zielone butki skórzane, części odzieży, bieliznę, strój kąpielowy, latarkę i inne rzeczy, które mogli gdzieś sprzedać…Byliśmy zrozpaczeni, całkowicie zrezygnowani, zostaliśmy bez pieniędzy, z jedną tylko kartą kredytową, która na dodatek sprawiała nam kłopoty zagranicą i nie mogliśmy pobierać pieniędzy z bankomatu przy jej pomocy, ja bez części moich rzeczy, bez aparatów ze zdjęciami z wcześniejszych dni podróży, jednym słowem tragedia… 😦 Nasze paszporty na szczęście zabralismy ze sobą.

Od razu wiedzieliśmy, że w momencie, kiedy wychodzili z hotelu „na kolację” ci dwaj prawdopodobnie złodzieje, to był to moment tuż po kradzieży, kiedy to uciekali z hotelu z naszymi rzeczami. Przyjachał Jose z policjantami, ci obejrzeli pokoje, stwierdzili kradzież, zaczęli spisywać nasze zeznania od niechcenia, stwierdzili włamanie do naszego pokoju, bo było widać ślady odciśniętego narzędzia tuż przy zamku i później znaleźliśmy pod łóżkiem śrubokręt i zapytali w recepcji o dane tych dwóch mężczyzn zameldowanych w tym pokoju. W recepcji pracownicy stwierdzili… UWAGA…!!!!!!! że nie wiedzą dokładnie, kim byli ci dwaj, bo nie spisano ich danych, nikt nie poprosił ich o okazanie żadnego dowodu tożsamości, oni sami wypełnili kartę hotelową i cali szczęśliwi w ten sposób zameldowali się w pokoju obok nas. Pracownicy hotelu „El Mirador” w Nasca pozwolili wejść i zająć pokój dwóm osobnikom nieznanym i niezidentyfikowanym!!!! Okazali się być złodziejami, ale mogli być mordercami, gwałcicielami albo terrorystami… Policja była zaskoczona takim postępowaniem, nie wiedzieli co mają w takim przypadku robić i kogo szukać, byli bezsilni. Kazali nam przyjść rano na komisariat spisać nowe zeznanie, mieli także zgłosić się pracownicy hotelu, którym dane spisano, wypytano o wszystko i policjanci pojechali. Byliśmy zdruzgotani, całą noc nie spaliśmy, usiłując dzwonić do Hiszpanii by zablokować skradzione karty kredytowe, próbując znaleźć jakieś rozwiązanie tej trudnej sytuacji.

Rano, po nieprzespanej nocy, pojechaliśmy na komisariat, gdzie spędziliśmy kilka godzin spisując zeznanie, potem to samo musieli zrobić pracownicy hotelu i policjant prowadzący sprawę usiłował namówić właścicieli tego hostelu (hotelu), by wzieli na siebie odpowiedzialność za to co się stało w ich hotelu i by nam zapłacili za poniesione straty, bo ich wina była ewidentna, gdyż nie sprawdzili dokumentów tożsamości dwóch zameldowanych osób w swoim hotelu, więc w takim przypadku nie było wiadomo kogo szukac i kogo obciążyć winą za kradzież. Właściciele hotelu od samego początku całego wydarzenia nie chcieli wziąć na siebie żadnej odpowiedzialności za kradzież, sprzeciwili się także na komisariacie jakiejkolwiek spłacie, gdyż stwierdzili, że win ajest nasza, bo wartościowe rzeczy powinniśmy byli zostawić w sejfie w recepcji. Ja odpowiedziałam na to, że w takim przypadku każdy turysta musiałby zostawiać w sejfie cały swój bagaż, żeby mu przypadkiem ni eukradziono butów, majtek, stroju kąpielowego, odzieży itp, czyli tych wszystkich rzeczy, które straciłam ja. Co do sejfu w recepcji, to okazało się że tak zwany sejf to po prostu była szafka zamykana na kluczyk w prywatnym pokoju w tymże hotelu, w którym mieszkała recepcjonistka i parę innych osób…Trzeci świat…zero komentarzy. Widząc postawę hotelu zażądaliśmy zapłatę chociaż małej części w gotówce, by móc podróżować dalej zanim prześlą nam jakieś pieniadze w zamian za umorzenie sprawy i ugodę, ale właściciele hotelu byli tak żałośni, że twierdzili tylko, że ich prawnik powiedział, że nie ma w całym zdarzeniu ich winy i że nie muszą nam nic płacić. Skończyło się na spisaniu oficjalnego zeznania, do żadnej ugody nie doszło, my zostalismy okradzeni i zostaliśmy z resztką naszych rzeczy, bez pieniędzy, załamani i usłyszeliśmy na do widzenia, że mamy się wynosić, bo nic nam nie zapłacą. Tego samego dnia wieczorem mieliśmy wykupione wcześniej bilety na autobus do Arequipy, 8h stad. Przed nami był wciąż cały dzień w Nasca, ale nie było juz możliwości wykupienia żadnej wycieczki z powodu braku czasu i teraz także pieniędzy, nie zobaczyliśmy w tym mieście ani słynnych linii z lotu ptaka, ani indiańskich mumii, tylko komisariat policji i szare podburzone domy tej mieściny. Postanowiliśmy zgłosić się do miejscowego biura obsługi turysty z ramienia samorządu miasta Nasca i opowiedzieć przedstawicielowi do spraw turystyki o tym, co nas spotkało. Był wstrząśnięty, nie mógł uwierzyć nie tyle w kradzież, bo ta w tym kraju jest na porządku dziennym, ale w to, jak nas potraktowano w hotelu i jaki negatywny wpływ będzie to miało na wizerunek miasta w oczach turystów. Poszedł z nami do hotelu rozmawiać i by przekonać o tym, że powinni nam zapłacić choćby jakąś część, że spowoduje to spadek turystyki w mieście po tym, jak opowiemy to innym itp, itd. Nic nie pomogło, oni swoje my swoje, czas leciał, za parę godzin mieliśmy autobus do Arequipy już nic nie mogliśmy zrobić. Przed wyjazdem udało nam się dostać dzięki pomocy tego pana z turystyki do lokalnej telewizji w Nasca, gdzie opowiedzieliśmy na żywo o kradzieży i o tym, jak nas potraktowano w hotelu, że nie mamy jak kontynuować zaplanowanej podróży, że zostaliśmy bez pieniędzy… ludzie dzwonili do programu oburzeni, zażenowani i zawstydzeni, łącznie z przedstawicielami miejscowych władz, którzy obiecywali, że się tym zajmą. Policjanci od samego początku mówili nam, że uważają, iż kradzieży dokonali sami pracownicy hotelu, a cała sprawa była sfingowana i nie było żadnych Peruwiańczyków, i że dobrze wiedzieli kiedy wyszliśmy z pokoju, kiedy mogli się włamać a potem zwalić na nieistniejących innych zameldowanych i najbardziej podejrzane było to, że od początku wiedzieli od pierwszego momentu, gdzie szukać naszego bagażu. Na tym się póki co skończyło, my pojechalismy w nocy do Arequipy a ja przed wyjazdem powiedziałam do właścicieli hotelu, że im tego nie daruję i że zrobię co w mojej mocy, by nam za to zapłacili, że czujemy się poniżeni i potraktowani jak bezpańskie psy, które można przegnać kijem, gdy zaczynają szczekać. Pojechaliśmy z resztką bagażu, z moim pociętym plecakiem, na którym przyczepiłam duży napis: „OKRADZIONO NAS W NASZYM POKOJU W HOTELU „EL MIRADOR DE NASCA” I HOTEL NIE CHCE WZIĄĆ NA SIEBIE ŻADNEJ ODPOWIEDZIALNOŚCI” i tak podróżowałam jeszcze przez długi czas naszego pobytu w Peru. Cała ta historia wcale nie kończy się w tym miejscu, jej ciekawsza część dopiero przed nami, o czym opowiem w nastepnej części.

Część II.

Dalszy ciąg całej tej historii wydarzył się po prawie miesiącu czasu, ale ja opiszę go tutaj, by historia ta miała ręcę i nogi a potem wrócę do opowieści z podróży po Peru i Boliwii.

Podróżowaliśmy w tym czasie po Peru i Boliwii z ciągłymi towarzyszącymi nam kłopotami  z nieukradzioną jedyna kartą kredytową jaka nam została, nie moglismy za jej pomocą wybierać swobodnie pieniędzy z bankomatów, byliśmy zdani tylko na niektore banki, które obsługiwały transferencje zagraniczne i mogły nam pomóc. Ogólnie chaos i ciągłe utrudnienia dzięki złodziejom i nieodpowiedzialnemu hotelowi. W czasie podrózy po kraju ja kilkakrotnie usiłowałam kontaktować się telefonicznie i mailowo z właścicielami hotelu prosząc o to, by na drodze ugodowej wzięli na siebie część odpowiedzialności za kradzież i zapłacili nam za część straty. Nie mialam od nich żadnej odpowiedzi, zbywali mnie jak mogli i nie wiedzielismy już co robić i gdzie się udać po pomoc. Nawiązałam kontakt z ambasadą polska w Limie, opisałam w mailu całą sytuację i poprosiłam o wsparcie w negocjacjach z hotelem, bo jak pisałam, nie można tak po prostu kogoś okraść i kazać mu się wynosić, bez pieniedzy i połowy bagażu… Odpisał mi sam Konsul RP, urzędujący w tym czasie pan Michał Cygan i napisał, że jak bedziemy w Limie, to żebym się skontaktowała z jego sekretarką i postara się znaleźć dla mnie czas by omówić sprawę.  My znaleźliśmy się w Limie z powrotem po miesiącu jeżdzenia po Peru i Boliwii, bo stamtąd mieliśmy samolot do Iquitos, w sercu dżungli amazońskiej, które było naszym ostatnim przystankiem całej wyprawy. Zatrzymaliśmy się więc w stolicy na kilka dni do dnia wylotu do Iquitos i w ciągu tych dni postanowiliśmy jeszcze raz, juz ostatni raz poruszyć sprawę kradzieży. Ja byłam zdesperowana, nie samą stratą finansową, bo ta nie była ogromna, ale stresem, niedogodnościami, które utrudniały nam podróżowanie i przede wszystkim upokarzającym potraktowaniem nas w hotelu, gdzie nas okradziono. Tak więc dla mnie to była sprawa honoru bardziej niż finansowe wyrównanie rachunków.

Udaliśmy się do ambasady i tam przyjął mnie osobiście pan Konsul RP, poświęcił mi swój czas, wysłuchał i obiecał pomóc w sensie możliwości przekazywania mi nowości w śledztwie w czasie, gdy my już wyjedziemy z Peru. Ja nie prosiłam oczywiście o pomoc prawniczą czy finansową, bo takiej Konsul prywatnym osobom udzielać nie może, jeśli nie ma poważnego wykroczenia typu napaść z uszkodzeniem ciała , wypadek itp. Pan Konsul okazał się być ujmującym, młodym i sympatycznym człowiekiem i przekazał mi list napisany w jego imieniu, który mógłby pomóc w negocjacjach z hotelem.

Następnego dnia spacerowaliśmy po mieście i trafiliśmy na jedną z agencji podróży, gdzie zapytaliśmy, czy mogliby nam pomóc zapłacić za bilety lotnicze do Iquitos, które mieliśmy już zarezerwowane telefonicznie, brakowało tylko zapłacić, ale naszą kartą nie mogliśmy…dlatego myśleliśmy, że może zapłacimy za nie przez agencję. Opowiedzieliśmy całą historię kradzieży i pracownicy agencji byli wstrząśnięci tym, jak nas potraktowano. My zaś mieliśmy przy sobie 20 soli peruwiańskich, co nie starczało nawet na opłacenie jednej nocy w byle jakim hotelu…nie wspomne już o kupieniu jedzienia. W banku, w którym było możliwe zrealizowanie pobrania gotówki nie działala w tym dniu sieć operacji międzynarodowych i w ten sposób zostaliśmy kolejny raz bez pieniędzy. Na pocieszenie kupiliśmy sobie po lodzie na patyku na kolacje… Ludzie z agencji tej poradzili nam, zebyśmy jeszcze tej samej nocy udali się do siedziby telewizji peruwiańskiej, Canal America (Canal4) i tam zapytali o panią redaktor Rose Palacios i jej opowiedzieli o wszystkim a ona już rozwiąże ten problem. Rosa Palacios prowadzi w czwartym kanale program „Prensa Libre” czyli jakby po polsku „wolna prasa, wolne słowo” i opisuje niesprawiedliwości społeczne, kradzieże, malwersacje , czyli wszystko to, z czym ludzie nie mogą sobie poradzić, kiedy zawodzą oficjalne drogi rozwiązywania problemów. Pomysł wydał mi się fantastyczny, bo w przypływie desperacji wydał mi się jedyną drogą rozwiazania tego koszmaru i chociaż Jose był nastawiony do niego bardzo sceptycznie, po chwili pojechaliśmy do siedziby telewizji. Rosa przybyła po kilkunastu minutach, bo właśnie zbliżała się godzina emisji jej programu, ale znalazła chwilę, żeby z nami porozmawiać. Była zszokowana i zawstydzona i obiecała, że zrobi wszystko, by nam pomóc. Zostawiła nam nawet troche pieniędzy, które zwróciliśmy następnego dnia, kiedy już działała w banku sieć zepsuta dnia poprzedniego i mogliśmy wyciagnąć pieniądze. Rozmawialiśmy jeszcze z kierownikiem wydania i już byliśmy umówieni na kolejny dzień  na zrobienie reportażu o całym zdarzeniu. Rano okazało się, że przyjechała najpierw ekipa innego kanalu, do którego zadzwonii po naszym wyjściu z agencji jej pracownicy a potem nasza umowiona stacja Canal America. Spędzilismy cały dzień jeżdżąc po mieście z ekipą i robiąc reportaż o kradzieży, po plaży, pojechaliśmy do centralnego posterunku policji w Limie, gdzie policjanci stawali na baczność przed kamerą telewizyjną i robili wszystko, by czegoś się dowiedzieć na temat śledztwa i oficjalnie przed kamerą zapewnić nas, że wszystko zostanie rozwiązane…Normalnie cyrk na kółkach. Potem rozmawialiśmy z przedstawicielami rządowej organizacji do spraw turystyki i promowania kraju zagranicą, Promperu i tam też na baczność nas zapewnili, że zrobią wszystko, by nam pomóc. Zrobiła sie taka afera, jakby okradziono jakąś głowę państwa, a nie jakichś tam turystów, jednych z tysięcy okradanych co roku. Sami byliśmy zdumieni skalą zainteresowania sprawą i zdaliśmy sobie sprawę, że tu nie chodziło o zwykłą kradzież, bo takich jest wiele, na porządku dziennym, ale to to, jak potraktowano turystów w kraju, który rozwija się dzieki turystyce i turystom, którzy są tu jak najmilej widziani i pożądani. Po prostu wybuchł skandal, reporterzy skontaktowali się z owym hotelem, nasłali tam swojego miejscowego, ten zrobił wywiad z właścicielką, która dalej utrzymywała, że nie ma w tym wszystkim żadnej winy hotelu, i zrobił się niezły młyn zwłaszcza po tym, jak pokazałam w telewizji list od Konsula…

Program zostal wyemitowany nocą i tuż po jego zakończeniu i  jak już spaliśmy wycieńczeni całodniowym jeżdzeniem po mieście, zadzwonił telefon i okazało się, że to dzwoni właścicielka hotelu, z płaczem, roztrzęsiona i zaczęła przepraszać, tłumaczyć się, wygadywała cuda niewidy  i w końcu powiedziałam jej, że chcemy spać i jeśli chce wreszcie z nami  rozmawiać, to niech zadzwoni jutro. Zadzwoniła i była skłonna zapłacić za wszystko, pokryć wszystkie poniesione przez nas w zwiazku z kradzieżą koszty i błagała nas, byśmy już zaniechali tej negatywnej kampanii wobec jej hotelu. Popełniła błąd i liczyła na to, że jak wszyscy turyści wyjedziemy, zapomnimy i tak się skończy… Ale trafiła na zawzięta Polkę, która zrobiła co w jej mocy, by dopiąć swego i udało się jej. Pech. Zapłaciła nam połowę straty, tyle podyktowałam ja sama, wydało mi się to sprawiedliwe i nie chciałam jej juz pogrążać, bo okazało się, że już miała otwarte procesy sądowe z naszego powodu i kolejne wnioski o cofniecie licencji z ramienia Promperu…Nie mogliśmy uwierzyć w nasz prywatny, ale wielki sukces, udało się, sprawiedliwości stało się zadośc i już spokojnie mogliśmy cieszyć się ostatnimi dniami naszego pobytu w Peru. Przez nastepnych kilka dni ludzie na ulicach Limy i Iquitos rozpoznawali nas i pozdrawiali, zaprosili nawet do kawiarni, na piwo, to było niesamowite jak odpowiedzialni i poruszeni byli zwykli ludzie, których mijaliśmy na ulicach. W jednej piekarni w centrum Limy nie chciano od nas pieniędzy za bułki…Szczytem zdumienia było spotkanie w sercu dżungli, w szalasie, po tygodniu czasu jaki upłynał od emisji programu, wiernych fanów programu Rosy Palacios, którzy widzieli nas w reportażu i rozpoznali nawet tutaj.

Apeluję w tym miejscu do wszystkich podróżujących , których spotkać może takie przykre a nieraz i dużo gorsze zdarzenie: nie poddawajcie się, bo są sposoby by dopiąć swego, zwłaszcza jeśli macie absolutną rację. Choćby dzięki telewizji, która jak widać ma rzeczywistą władzę w każdym kraju.

W kolejnym kawałku ciąg dalszy naszej podróży. Arequipa. La ciudad blanca:)

cdn.

 

8 uwag do wpisu “17. Kradziez w Peru. Oto strona web hotelu opisanego ponizej: http://www.hostalbellavista.com/hotel_mirador/index.html

  1. Cieszę sie, że udalo Wam się odzyskać pieniądze za utracone rzeczy. Mi dzisiaj w Cusco na dworcu kolejowym skradziono plecak z elektroniką. W sumie około 3000-3500Eur. Załamany jestem strasznie, bo nagrane miałem prawie całe wakacje w Peru i Boliwii…. Zostało tylko to co zrobiłem telefonem i to co znajomi swoimi aparatami. Sprawa oczywiście zgłoszona na policji, ale już tam mi powiedziano, abym na cuda nie liczyl, że sie plecak odnajdzie. Szczęście w nieszczęściu, że mam ubezpieczenie podròżne i (według strony ubezpieczyciela) powinienem odzyskać do 2500Eur. W głowie niestety mam straszny metlik, że udało im sie mi ukraść plecak w ciągu 10 sekund :(. Pozdrawiam…

    Polubienie

    1. Witam Cie Seba, strasznie mi przykro z powodu tej kradzieży, wiem, co czujesz…Niestety Peru to kraj, w którym bardzo wielu turystów z tego co widzę i czytam zostało okradzionych…To smutne, bo kraj jest piękny a ludzie w sumie są dobrzy i gościnni, ale jak widać spora ich większość nie. Może spróbuj skontaktować się z tą samą TV America, w której reportażu my wystąpiliśmy. Pozdrawiam, daj znać czy coś udało Ci się wskórac.

      Polubienie

  2. Przeważnie w tanich hotelach ( i nie tylko jest informacja że personel nie odpowiada za rzeczy pozostawione w pokoju ). Wg mnie obsługa ma tu dużo racji ze nie brała winy na siebie – równie dobrze mógł sie zdarzyć turysta który zaimprowizowałby włamanie a potem twierdził że miał w plecaku 1kg złota :). Troszkę za duże zaufanie okazaliście jak na Nazca ( byłem tam 5 lat temu 😉 )
    Pozdrawiam

    Polubienie

  3. Do dzikich krajów się nie podróżuje. Albo owszem i potem rozpacz. 3mam się od dziczyzny z daleka, omijam szerokim łukiem.

    Polubienie

  4. Oczekując na dalsze opowieści, chcę Cię zapytać, czy te podawane tu wszystkie nazwy ulic, dzielnic, gór, rzek itd zapisywałaś sobie gdzieś w notesiku, czy to tak wszystko z pamięci….

    Polubienie

    1. Z pamieci glownie, ale niektore szczegoly mam zapisane:) Zaraz zabieram sie za pisanie kolejnej czesci dotyczacej kradziezy.pozdrawiam!

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s