19. Arequipa, la ciudad blanca. Białe miasto. Kanion Colca.


Po występie w lokalnej telewizji pojechalismy nocnym autobusem z Nazca do Arequipy na południu kraju. Jest to małe śliczne miasteczko nazywane „białym miastem” od sporej liczby budowli z białego kamienia. Muszę w tym miejscu wspomnieć o malutkim hoteliku, w którym się zatrzymaliśmy na noc, bo naprawdę warto i takiego miejsca nie zobaczycie nigdzie indziej, hihi. Hotelik nazywa sie ” U Telmy” (Telma en espańol) i prowadzi go starsza pani, chyba miejscowa, ale zakochana bez pamięci w kulturze francuskiej, literaturze, malarstwie. Wnętrze hoteliku przypomina pałacyk zaściankowy z 17 wieku, oklejony tanimi reprodukcjami obrazów francuskich mistrzów, ozdobiony kokardkami, zasłonkami, koronkami… Oniemiałam z wrażenia, gdy w malutkiej łazience zobaczyłam tkane firanki ozdobione różowymi kokardkami, zasłonkę od prysznica różową oczywiście z ogromnymi różowymi kokardami i klapę sedesu ubraną we włochaty, różowy pokrowiec z mnóstwem różowych świecących kokardek i kwiatuszków…Horror!!!!!!!!Czyżby była tu wcześniej nasza czołowa „artystka” ?  Ta właśnie pani Telma, po wysłuchaniu naszej historii z kradzieżą 2 dni wcześniej przyznała, że sama od wielu już lat nie daje noclegu  Peruwiańczykom, bo już ją okradli wiele razy, raz wynosząc z domu całą biżuterię za kilka tysięcy dolarów. Smutne, ale tak właśnie opisała swoich ziomków:( My musieliśmy kupić na szybko jakiś aparat fotograficzny, bo po kradzieży zostaliśmy bez ani jednego (ukradli 2) i znaleźliśmy mały cyfrowy taniutki, żeby mieć aparat na dalszą część podróży.

Głównym celem naszej wycieczki do Peru był szlak Inków i wizyta w Machu Picchu i wiedzieliśmy, że nie można tak po prostu przyjechać sobie z poziomu zero na poziom kilku tysięcy metrów  nad poziomem morza , bo Andy to przecież wysokie góry i dlatego postanowiliśmy stopniowo zbliżać się do Cusco, zatrzymując się w kolejnych miastach po drodze, coraz to wyżej położonych w górach. Pierwszym takim miastem była właśnie Arequipa, znajdująca się juz w łańcuchu górskim Andów. Taka ostrożność jest uzasadniona częstym wśród turystów wystepowaniem tzw. choroby wysokościowej, zwanej przez miejscowych „soroche” , która w wiekszości przypadków jest niegroźna i ogranicza się do złego samopoczucia, bólu głowy i zmęczeniem, ale zdarzają się nawet często przypadki, kiedy to osoby bez wcześniejszej aklimatyzacji w górach dostają silnego ataku soroche i wtedy muszą natychmiast zejść kilkaset metrów w dół, odpoczywać i nie mogą już kontynuować wędrówki. Należy tutaj wspomnieć, że wbrew przekonaniom, nie ma większego znaczenia uprzednia forma fizyczna, jeśli chodzi o pojawienie się lub nie choroby wysokogórskiej. Doskonała forma fizyczna ułatwia oczywiście wędrówkę, ale przed chorobą wysokościową nie chroni. Znam osobiście przypadek mojej znajomej, która pojechała do Arequipy i w ten sam dzień wybrała się samochodem na szczyt jednej z gór otaczajacych miasto i dostała ataku soroche do takiego stopnia, że natychmiast musiano ją wieźć do pobliskiego szpitalika. Jest ona doskonałą tenisistką i jedyny błąd jaki popelniła był taki, że bez aklimatyzacji nawet jednodniowej postanowiła wjechać samochodem na poziom ponad 5000m npm… Tak więc my przygotowywaliśmy się stopniowo do poźniejszej 4-dniowej wędrówki po Andach szlakiem Inków do Machu Picchu i zaczęliśmy od Arequipy. Po 2 dniach pobytu w mieście postanowiliśmy rozejrzeć się za wycieczką do najgłębszego na świecie kanionu. Kanion Colca stanowi największą w regionie Arequipy atrakcję turystyczną, nie mniej jednak już od jakiegoś czasu mówi się, że zmierzono inny kanion w pobliżu Colca i ten właśnie okazał się być nowym rekordzistą świata. Wykupiliśmy usługi przewodnika i rankiem, słonecznego dnia udaliśmy się w 2-dniową wędrówkę.  Wędrówkę rozpoczęliśmy w miejscu zwanym El mirador Cruz del Condor, czyli na wzgórzu widokowym, gdzie można podziwiać niesamowite widoki gór i głębi kanionu. Rano w tym miejscu zazwyczaj występuje gęsta mgła, która rozchodzi się ok. południa. Przy odrobinie szczęścia można też spotkać tu latające kondory, przepiękne, święte ptaki Inków. Na tym wzgórzu widokowym oferują swoje produkty miejscowe wieśniaczki. Sprzedają czapki, rękawiczki, opaski, branzoletki i mnóstwo innych, typowych dla regionu pamiątek.

SDC10007

El mirador Cruz del Condor, przed zejściem do kanionu Colca.

SDC10011

Pierwszy dzień to schodzenie i schodzenie, cały dzień z krótkimi przerwami. Po drodze mijaliśmy malutkie wioski, gliniane kościółki, dzieci jeżdżące na osiołkach i umorusane w ziemi indiańskie kobiety uprawiające grządki na tarasach górskich. Tutaj czas jakby się zatrzymał w miejscu, do niektórych osad nie dotarła jeszcze cywilizacja i aż trudno uwierzyć, ale ich mieszkańcy nie mają nawet bierzącej wody. Sporo wysiłku kosztowało nas to schodzenie w dół, by dotrzeć do dna kanionu, chociaż wydaje się, że przecież schodzenie nie wymaga specjalnego wysiłku, jednak odczuwają duże zmęczenie zwłaszcza kolana. Dla nas był to pierwszy prawdziwy trekking, na dodatek w górach (kanion najgłębszy na świecie, ale położony w wysokich Andach) i jak prawdziwe dwa żółtodzioby wybraliśmy właśnie Colca na nasz chrzest bojowy…

SDC10017

Do bazy na dnie kanionu dotarliśmy późnym wieczorem, przydzielono nam szałas bambusowy jako miejsce noclegu. W środku nie było żadnych instalacji oczywiście, żadnej elektryczności, bierzącej wody. Nawet ściany były ścianami w cudzysłowiu, gdyż większość patyków bambusowych rozeszło się na boki i w naszym domku panował istny wicher w nocy. Powiesiliśmy od środka wełniane koce, by trochę zasłonić nasze miejsca do spania. Łóżka były ogromne i wygodne, zasłane kilkoma wełnianymi ciepłymi kocami. Na kolację dostaliśmykilka naleśników z dżemem i coś słodkiego do picia. Zjedliśmy je z wielkim apetytem, nie zastanawiając się specjalnie jak i z czego zostały zrobione, hehe. Jak się zupełnie ściemniło, to było wokół tak ciemno, że nie widzieliśmy nawet własnych stóp czy rąk, wszystko wokół było po prostu czarne. Zapomnieliśmy zabrać ze sobą latarki, więc musiało nam wystarczyć światełko z telefonów komórkowych, które mieliśmy przy sobie dla picu, bo przecież nie było zasięgu. Trudno było nam uwierzyć własnym oczom, jak zobaczyliśmy w naszej bazie…basen z czyściusieńką wodą:)

SDC10028

Nasza rezydencja na dnie kanionu.

SDC10027

Wyspaliśmy się wyśmienicie, zjedliśmy znów słodkie naleśniki i ruszyliśmy w drogę, tym razem pod górę, by wyjść z kanionu na powierzchnię, tym razem inną ścieżką. I tu zaczęły się prawdziwe problemy dla nas, bo byliśmy bardzo zmęczeni poprzednim dniem i tym razem musieliśmy wchodzić pod górę, w upale i pokonać ogromną różnicę poziomów. Nasz kolega Cristoph wynajął sobie muła, chociaż dzień wcześniej to właśnie on śmiał się ze mnie, jak narzekałam, że chyba umrę wcześniej, niż dotrę do bazy…

Zmęczeni, z bolącymi kolanami i odciskami na stopach przeszliśmy nasz chrzest bojowy i po południu dotarliśmy do Cabanaconde, małej górskiej mieściny, gdzie dostaliśmy gorącą jajecznicę i odpoczęliśmy. Odwiedziliśmy miasteczko, rozmawialiśmy z sympatycznymi mieszkańcami, spośród których sporo nie rozumiało nawet hiszpańskiego, gdyż mówią w swoim tradycyjnym języku keczua. Byliśmy tacy dumni, że daliśmy radę, że nie potrzebowaliśmy muła, hihi. Kanion Colca zdobyty!!!

SDC10035

w Cabanaconde

Do Arequipy wróciliśmy busem, zwiedzając po drodze Chivay i podziwiając z daleka majestatyczny wulkan Misti. W tym miejscu zatrzymaliśmy się na chwilę, by móc zrobić zdjęcia wulkanowi i przeżyć na własnej skórze drastyczna zmianę temperatury w ciągu doby: na dnie kanionu rosną palmy i jest ciepło, nawet w nocy a tutaj, na górze, po wyjściu z kanionu i przejeżdżając koło Misti, przeżyliśmy spadek temperatury do 0 stopni Celcjusza i silnego wiatru na wysokości 4900m npm.

SDC10042

Ostatnie spojrzenie na Colca

Po dotarciu do Arequipy spakowaliśmy plecaki i wieczorem, ledwo trzymając się na nogach, wsiedliśmy do nocnego autobusu pędząc w stronę najcudowniejszego miasteczka na świecie- Cusco.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s