30. Amazonia, miejsce w którym spotkasz Boga. Część I.


Do peruwiańskiej części selwy amazońskiej można dotrzeć np. przez dostanie się najpierw do jednego z 3 głównych miast, znajdujących się na terenie lasu deszczowego. Na południu kraju to Puerto Maldonado, do którego można dotrzeć drogą lądową i słynie z tego, że oferuje turystom najbardziej dziewicze miejsca peruwiańskiej selwy  oraz znakomite warunki hotelowe. W okolicy można zwiedzić fantastyczny park narodowy-rezerwat Manu (niedaleko także od Cusco) i rezerwat Tambopata. Drugim miastem, położonym w centralnej części selwy peruwiańskiej jest Pucallpa, stolica departamentu Ucayali, do której można dojechać normalną drogą asfaltowaną. Jest to jedyne miasto w regionie Amazonii połączone z Limą drogą asfaltową. Trzecim miastem jest oczywiście Iquitos, w północnym regionie Amazonii.

Następnego dnia rano wyruszyliśmy w drogę, odpływając motorówką z małego portu w mieście. W skład naszej grupki wchodziło 6 osób, w tym 3 zabawne Rosjanki mieszkające w Dubaju…O dziwo jakoś się dogadywałyśmy, rozmawiając każda w swoim własnym języku. Po około godzinie czasu dopłynęliśmy do miejsca, w którym zmienia się kolor rzeki, z jasno brązowego na zielonkawo-niebieski, tzn. z Amazonki wpłynęliśmy w jej odgałęzienie, które na początku było rzeką, coraz węższą i spokojniejszą i szybko zamieniło się w stojącą rzeczkę pokrytą całkowicie roślinnością w postaci kwiatów, nenufarów, maleńkich krzaczków mimozy. Po powierzchni tego zielonego dywanu chodziły swobodnie ptaki, wydziobując owady. Co jakiś czas można było zobaczyć także małe żabki, węże prześlizgujące się między kwiatami, kolorowe owady jak barwne motyle, duże czarne żuki, zielone pasikoniki z czerwono-żółtą główką oraz maleńkie kajmany, które wcale nie bały się podpływać w pobliże czółen a inne spały lub po prostu tkwiły nieruchomo między trzcinami. Duże kajmany nie podpływają tam, gdzie znajdują się ludzie, polują zazwyczaj wieczorem, w nocy, a w dzień chowają się w gąszczu roślinności. Nasi przewodnicy kilka razy łapali małe kajmany, wyciągali je z wody własnymi rękami. Na szczęście żadna z krokodylich mam nie zdenerwowała się, bo wtedy mielibyśmy do czynienia z rozwścieczoną bestią o długości kilku metrów… Miejscowi mają swoje sposoby ujarzmiania i współżycia z dziką przyrodą dżungli, np. te malutkie kajmany potrafią wyciągnąć szybko i sprawnie, najłatwiej w nocy, kiedy wyszukują ich za pomocą latarek, którymi oślepiają zwierzę, przec co przez moment traci ono orientację i jest łatwym łupem. Podczas jednej z wypraw czółnem wgłąb lasu, miałam w ręce takiego zwierzaczka, i chociaż mały, robi wrażenie:-)

Zmiana koloru wody.

Rzeka prowadząca do obozu.

Kajman w zaroślach.

Nasze obozowisko znajdowało się na brzegu tej zarośniętej rzeki, obok zacumowane indiańskie czółna a wokoło najprawdziwsza dzika dżungla. Pierwsze co zauważyłam to ciągły hałas z każdej strony, odgłosy ptaków, owadów, śpiewanie, brzęczenie, bzyczenie, pluskanie, wszędzie wokół, nad nami, za nami… Ulokowano nas w chatach, które zbudowano na drewnianych platformach, by nie podmakały. Były one połączone drewnianym mostem, także chodząc od jednej do drugiej nie dotykaliśmy ziemi.  Taki prosty system połączeń miał za zadanie ochrony przed wężami i żmijami oraz niektórymi jadowitymi owadami, które kąsały zdrowo, jak się je niechcący nadepnęło. Zamiast okien moskitiery, rozwieszone także pod sufitem, który był tylko kupą suchej trzciny i pod nią, nad naszymi głowami, latały ptaki, owady a po powierzchni moskitiery biegały pająki, ćmy, gigantyczne mrówki i przeciskały się, na szczęście bez skutku, wszelkiej maści komary i gryzące bąki. Komary przenoszące zarodźce malarii to widliszki i miejscowi rozpoznają je po jasnożółtych odwłokach i nóżkach. W chacie mieliśmy zasłonięty kąt, który służył za łazienkę i ubikację. Można było się „wykąpać”, korzystając ze skromnego zapasu wody zgromadzonej w zawieszonym na znacznej wysokości (by wytworzyć spadek wody) blaszanym zbiorniku z wodą pobieraną z rzeki, która miała kolor jasnobrązowy. Kuchnia obozowa bardzo smaczna, gotowali sami przewodnicy, był tam jakiś „szef kuchni”, który pewnie tylko sprawdzał, czy pozostali umyli ręce. Jedzenie serwowane to przede wszystkich dania z ryżu, świeże warzywa, sałatki, smażona yuka i smażone banany, czasem jakieś udka z kurczaka i domowej roboty lemoniady. Na deser soczyste owoce, najczęściej arbuzy i melony. W obozie mieszkały udomowione zwierzęta jak kolorowe papugi, ocelot Pedro Bello czyli Piotr Piękny i jakiś trudno uchwytny jaszczur.

Mały ocelotek

Nasz rozkład zajęć obfitował w dzienne i nocne wycieczki z przewodnikiem wgłąb lasu, wycieczki piesze i rzeką, wycieczki botaniczne i w poszukiwaniu dzikich zwierząt. W pierwszą noc wybraliśmy się na poszukiwanie tarantuli, które żyją na pniach palmy, chowają się między uschnięte podstawy liści i ciężko je znaleźć, ale widzieliśmy 2 okazy po kilku godzinach łażenia. Są płochliwe, ogromne i włochate. Podeszłam z latarką na jakieś 1.5m i zastygłam w bezruchu, żeby nie uciekły. W nocy jest tak ciemno, że nie widać dosłownie nic, nawet własnej ręki nie można zobaczyć, panuje wokół absolutna ciemność. Często zderzały się z nami jakieś olbrzymie owady latające, jednego takiego robala–cykadę wielkości pokrowca na okulary zobaczyliśmy na pniu obok kuchni w obozie. Był po prostu ogromny, brązowy, jego pancerz połyskiwał w świetle latarki i wydobywał z siebie niskie dźwięki jak szelest, chyba pocierając odnóżami jak to robią pasikoniki. Odrażające dla mnie, bo nie znoszę robactwa. W obozie oczywiście nie ma światła elektrycznego, tylko lampy naftowe i nasze latarki oświetlały nam drogę do jadalni, między chatami i w chatce. W głębi lasu w ciągu dnia także jest ciemno ze względu na bardzo gęstą roślinność. Przez cały czas pobytu w lesie musieliśmy oganiać się od chmary komarów, która atakowała nas zawsze jak tylko wyszliśmy z chatki z moskitierą. Zużyliśmy prawie cały zapas silnego repelentu Relec extra do warunków ekstremalnych 😉 ale niewiele to skutkowało, bo na te komarzyska repelent specjalnie nie działał. Jeśli dodam, że przez cały czas byliśmy spoceni, pokryci warstwą repelentu, kremu i otoczeni mgłą 95% wilgotności, zakryci szczelnie od stóp do głów, to łatwo wyobrazić sobie jak wyglądaliśmy. Wysokie gumowce od organizatora wycieczki dodawały nam uroku i odparzeń, ale bez nich spacer po mokrym, błotnistym podłożu byłby męką.

Całkowicie zakryta, uciekam przed chmarą komarów…Nie udało się, miałam ok. 30 bąbli.

W ciągu kolejnych dni wybraliśmy się z przewodnikiem na poszukiwanie roślin leczniczych, których wynalazł on całą masę, ale większości nazw nawet nie umiem powtórzyć. Wymienię tylko znaną roślinę halucynogenną ayahuasca, wykorzystywaną przez szamanów w czasie magicznych obrzędów oraz bardzo długie i giętkie tykwy, liany, które przecięte maczetą zawierały czystą pitną wodę, którą spróbowałam z przyjemnością. Ciekawa roślina rosła tuż obok obozu, miała owoce już dojrzałe, mięsiste i włochate, wielkości orzecha włoskiego. Po otworzeniu łupiny ukazały się nasionka, miękkie, które po potarciu palcem wydzielały niesamowicie intensywny czerwony kolor o konsystencji farby. Super! Nasz przewodnik w pewnym momencie zerwał coś, otworzył jednym uderzeniem pięści i wyciągnął dużego białego robala, po czym zapytał, czy mamy ochotę na tutejszą zakąskę o smaku kokosowym…Odmówiłam bez wahania, ale moja połówka pomarańczy chyba zgłodniał, bo zaproponował przewodnikowi, że jeśli przewodnik zje, to on też, no i zjadł chłopak jednego, po czym stwierdził, że naprawdę ma smak kokosowego ciastka…

Pyszny robak.

Na wycieczce botanicznej.

cdn.

2 uwagi do wpisu “30. Amazonia, miejsce w którym spotkasz Boga. Część I.

  1. Jestem pod wrażeniem tego zjadanego robaka …., ale to mogą zrobić chyba tylko pasjonaci podróżnicy :)))
    Wielu ludzi znajduje swoją drogę do Boga właśnie poprzez zachwyt Jego dziełem, Jego stworzeniami. Myślę, że opisywane przez Ciebie okolice świetnie się do tego nadają.
    Miłego dalszego wędrowania 🙂

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s