31. Amazonia, miejsce w którym spotkasz Boga. Część II.


Innym razem wybraliśmy się na wycieczkę po rzece, po bagnach, po obszernych rozlewiskach, po których w porze letniej można przejść suchą stopą, a teraz były zalane wodą, kiedy to podnosi się znacznie poziom Amazonki i jej licznych odnóg. Nasze małe czółna kolebotały się na lewo i prawo, ja trzymałam się kurczowo, by nie wypaść do wody, zwłaszcza kiedy przypominałam sobie raz po raz o bestiach większych i mniejszych pływających pod nami, koło nas, jak  kajmany i węże, których tu było sporo. W jednym z zalewów w zakrętach rzeki widzieliśmy różowe delfiny, charakterystyczne dla tego regionu, które skakały w górę, jakby w przedstawieniu na życzenie. Fantastyczne.

Innym razem pływaliśmy czółnami w poszukiwaniu ogromnych lilli wodnych, Victoria Regia, po zobaczeniu których otwarliśmy gęby z wrażenia, bo rośliny te są ogromne, ich talerze osiągają średnice nawet 2m i miałam wrażenie, że można by po nich spacerować. Co jakiś czas napotykaliśmy nad naszymi głowami leniwce przyczepione do gałęzi, schowane między liśćmi, ale nie na tyle dobrze ukryte, by umknąć wprawnemu oku indiańskiego przewodnika. Kilka razy udało się znaleźć krzyczące małpy capuchinos, które odważnie zwisały z gałęzi nie przejmując się nami, intruzami. Posuwaliśmy się naprzód powoli, wiosłując rytmicznie, uważnie, by nie zahaczyć o gałęzie czy pnie pod wodą, a ja przy okazji zbierałam przeróżne nasiona unoszone na powierzchni rozlewiska. I przez cały czas słuchaliśmy odgłosów selwy, nieznanych, ciekawych, zabawnych, jak np. ptaków budujących gniazda zwisające z gałęzi jak worki, które wydawały z siebie przedziwne dźwięki jakby futurystyczne, jakby dźwięki jakichś maszyn… Kiedy nadchodził wieczór a potem noc, zmieniały się dźwięki, ale nie ustawały, jedne istoty szły spać, inne się budziły, ruszały na poszukiwanie pokarmu, przeczesując bezszelestnie otaczający nas całkowity i bezlitosny mrok. Marzeniem każdego gringo odwiedzającego te tereny jest zobaczyć jaguara, ale nawet niektórym przewodnikom mieszkającym tu od lat nigdy nie udało się zobaczyć jaguara na wolności. Jako płochliwe zwierzę nie zapuszcza się w rejony naznaczone ludzką stopą i zapachem, a w głębszych warstwach lasu jest po prostu niewidoczny wśród zielonego gąszczu, w dzień zazwyczaj odpoczywa gdzieś w konarach drzew, poluje w nocy, porusza się nie wydając żadnego dźwięku i tak naprawdę jeśli ktoś mówi, że po kilku dniach pobytu w dżungli widział jaguara na wolności, to po prostu kłamie, albo mu się tylko zdawało, bo jest to niezwykle trudne.

W czasie pobytu mieliśmy okazję poznać jedno z „dzikich”plemion, które miało swoje obozowisko niedaleko naszego, nad brzegiem rzeki. Nie do końca ufam, że żyją tak, jak chcieli, żeby to wyglądało, bo mieszkają zbyt blisko Iquitos, dokąd na pewno co jakiś czas się wybierają (tak sądzę). Nie mniej jednak widzieliśmy ich chaty w lesie, ich samych, półnagich, biegających z przepaskami na biodrach, z równo przyciętymi włosami i opaskami na głowie, z ozdobami w nosach, uszach, z pomalowanymi twarzami i długie rurki do wypluwania z zawrotną prędkością strzałek z kurarą. Przewodnik rozmawiał z nimi w ich języku, oni chcieli od nas jakieś zachodnie „gadżety”, więc oddaliśmy im kilka naszych drobiazgów w zamian za ich wyroby typu branzoletki, naszyjniki. Jedna z golusieńkich kobiet chciała moją bluzkę, ale nie dałam się skusić, co ją bardzo zdziwiło, bo przecież ona nie wstydziła się pokazać cycków…Oddałam za to moją kurtkę nieprzemakalną, za co ona podarowała mi torebkę z jakiegoś olbrzymiego nasiona, chyba kokosu. Piękna, ozdobna, z koralikami i wyrzeźbionymi rysunkami. Dobry interes!

W tej wiosce mieli kilka oswojonych małpek capuchinos które dawały się karmić, dotknąć, potrafiły nawet kilka prostych sztuczek. Jedna z tych małpek, Luigi, podczas mojej zabawy z nią wspięła mi się na głowę, owinęła swój ogon wokół mojej szyi, zaczęła palcować moją twarz i kiedy właściciele zorientowali się, zaczęli wołać na Luigiego, by mnie zostawił w spokoju, ale ten nie reagował. Przykleił te swoje małe ciepłe łapki do mojej twarzy i nawet szarpanie nie pomogło, nie dało się go ściągnąć. Ja nie wiedziałam co robić z małpą na głowie, bo przecież trudno przewidzieć co takie zwierzę zrobi, więc stałam nieruchomo, ale bardzo chciało mi się śmiać i w końcu nie wytrzymałam, wybuchnęłam śmiechem, na co zdezorientowany Luigi zareagował gwałtownymi ruchami. Po wielu próbach udało się go wreszcie zwabić na ziemię za pomocą świeżutkiego banana. Ja zaś wycierałam twarz po jego ciepłych i ubłoconych łapkach. Ach, ci mężczyźni…

Wracając do Iquitos wstąpiliśmy po drodze do małego prywatnego zoo, gdzie mogliśmy zobaczyć, dotknąć zwierzęta, których nie da się tak łatwo zobaczyć na wolności. Były tam kapibary, węże, leniwce, małpy, żółwie i był tam też mały jaguar. Mnie osobiście najbardziej spodobały się 2 leniwce, zakochana parka Juan i Maria, tak powolne, że ciężko było zauważyć u nich jakieś oznaki życia. Były oswojone i dlatego nie bałam się wziąć Marii na ręce. Jej sierść była dziwna, gęsta, trochę jakby igły, trochę jakby włosy, długa i koloru szarego. Miała śliczne brązowe oczka.

Samiczka leniwca, Maria

Maria i Juan

Pobyt w lesie amazońskim jest drugim obok wizyty w Machu Pichu i królewskim Cusco najważniejszym elementem mojej wyprawy do Peru i Boliwii. Jest to moment niezapomniany, niezwykły, zupełnie nowy i ciekawy. Tutaj piękne i nowe jest wszystko co widać, co nas otacza, ciekawe wszystko, co wydaje dźwięki i zapachy. Całe jestestwo tętni życiem, życie jest wszędzie, w powietrzu, w wodzie, w ziemi i na jej powierzchni, w roślinach i na roślinach, pod naszymi stopami i na naszej skórze. Wszędzie życie, tysiące znanych i nieznanych gatunków w zasięgu ręki, wzroku, lornetki, aparatu fotograficznego. W Amazonii nie trzeba szukać obiektu, nie trzeba iść szlakiem, wspinać się, czy przeczesywać teren w poszukiwaniu czegoś ciekawego. Wystarczy usiąść na chwilę, znieruchomieć, obserwować i oddać kontrolę naszym zmysłom, by rozkoszować się różnorodnością tej boskiej przyrody. Nie ma nigdzie indziej takiej zieleni, takiego brązu i intensywnej czerwieni kwiatów, takiego gęstego powietrza jak w lesie deszczowym, takiego miejsca, gdzie budzi cię i kołysze do snu szelest liści, śpiew futurystycznych ptaków, skrzeczenie małp w nocy i w tym samym czasie ogarnia doskonała czerń nocy. Nigdy wcześniej nie doświadczyłam takich intensywnych uczuć; pobyt w Machu Picchu to przede wszystkim ogromna radość, spełnienie wieloletnich marzeń, to inne intensywne i cudowne uczucia, a tutaj, w sercu selwy te uczucia zmieniły się na wewnętrze wyciszenie, uspokojenie, respekt przed wszystkim co wokół, bo gdzie jak nie tutaj właśnie jest raj?? Amazonia to dla mnie miejsce, skąd najbliżej do Boga. Minęło już trochę czasu od powrotu z Peru a ja niezmiennie mam wrażenie, jakbym jeszcze wczoraj przeczesywała dżunglę w poszukiwaniu nasion z farbą czy tarantuli. Nagrane dźwięki futurystycznych ptaków przypominają mi, że gdzieś tam, daleko, na drugiej półkuli znajduje się ten mój raj, ta dżungla, która mnie wzywa i nie pozwala o sobie zapomnieć. Nasionko zasiało się, już rośnie i będzie rosło i rosło…

Z dżungli wróciliśmy łódką do Iquitos, a stamtąd samolotem do Limy i następnego dnia lecieliśmy już do domu. Tym razem podróż trwała krótko, bo prawie cały czas spaliśmy, odpoczywaliśmy, wspominaliśmy cudownie przeżyte momenty, ale także przeżywaliśmy jeszcze raz te trudniejsze, wyczerpujące i smutne. Po drodze zatrzymaliśmy się w Bogocie na kilka godzin w ramach przesiadki, nieoczekiwanej zresztą. W ciągu 2h na lotnisku sprawdzono nam 6 razy cały podręczny bagaż, policyjne psy obwąchały nas wzdłuż i wszerz, co kilkanaście metrów sprawdzano paszporty…szok. Po tym wszystkim dalej nie rozumiem, jak niektórzy są w stanie wywozić kilogramy kokainy z Kolumbii.

Po 45 dniach podróży po Peru i Boliwii wracaliśmy do Hiszpanii, zostawiając za nami magiczne krajobrazy, niezwykłą przyrodę i nowo poznanych ludzi i wracając z kieszeniami pełnymi przygód i pamiątek. Został mi jeszcze kawał świata do obejrzenia, ale jedno wiem na pewno: do Ameryki Południowej pojadę jeszcze nieraz, w czym pomoże mi ta andrzejkowa wróżba 2009: czy coś Wam przypomina?? 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s