—–Miasto martwych kobiet—–


Pamięci Lucecity, Esmeraldy, Brendy i wszystkich innych kobiet zamordowanych w Juarez…

Miasto, o którym piszę poniżej to bohater codziennych wiadomości podawanych w hiszpańskich stacjach informacyjnych. Co wiadomości, to news o kolejnej masakrze między gangami narkotykowymi walczącymi o pozycję lidera, to news o egzekucjach na młodych ludziach, tzw. pionkach w potężnych kartelach rządzących Meksykiem od lat, a także na ich rodzinach. Ostatnio zabójstwa z zemsty, pomiędzy gangami przeniosły się na plan rodzinny, tzn. już nie zabija się tylko członków band, ale zabija się rodziny, w tym kobiety, także ciężarne oraz dzieci. Kilka dni temu pojawiła się kolejna notka o tym najniebezpieczniejszym obecnie mieście świata i jak zwykle mówiąca o tym samym: masakra 14 nastolatków na jednej z domowych imprez. „Zwykła” egzekucja, porachunki… A dzisiaj (12.02) kolejny komunikat : do Juarez przyjechał prezydent, by rozmawiać o problemie przestępczości w mieście, bo wygląda na to, że ani policja ani wojsko w stanie pełnej gotowości nie są w stanie zaprowadzić tam porządku. Na konferencję przyszły też rodziny zamordowanych kobiet, by dopominać się o swoje prawa do uczciwego śledztwa i wskazania winnych, bo w Meksyku przemoc wobec kobiet jest czymś normalnym, tzn. nie jest traktowana jak przestępstwo, bo kobieta nie jest równa mężczyźnie. Ale ja nie o tym chcę pisać, bo „to” wydaje się być już takie „normalne” i takie „typowe”, już wszyscy o tym słyszeli, pokiwali z politowaniem głowami i… zapomnieli. Ja dowiedziałam się o tym zapomnianym przez Boga mieście już dawno temu, kiedy to zaczęły pojawiać się informacje o tym, że w Juarez zabija się kobiety, młode, kilkunastoletnie dziewczęta dla rozrywki i nikt za te zbrodnie nie odpowiada. Dowiedziałam się, że w Juarez można bezkarnie, bestialsko torturować kobietę, można ją gwałcić i kaleczyć bez końca, można na żywca odgryzać jej sutki i i wyrywać piersi, po czym udusić i zmaltretowane ciało wyrzucić na wysypisku śmieci lub na pobliskiej pustyni… Byłam już wtedy zszokowana, przerażona tymi wiadomościami, ale dziś, w roku 2010, jestem jeszcze bardziej przerażona i zszokowana, a przede wszystkim potwornie smutna, bo oto od pierwszego znalezionego w 1993 roku kobiecego zmaltretowanego ciała minęło już 17 lat i nic się nie zmieniło, kobiety ginęły i giną nadal, nie ma winnych, są tylko bezsilne, biedne rodziny opłakujące śmierć swoich córek, malutkie dzieci wychowujące się bez swoich młodziutkich mam.

Herb miasta

Miasto Juarez w stanie Chihuahua (Meksyk) to duże miasto graniczne, bliźniak amerykańskiego El Paso w Teksasie. Dzięki bliskości strefy granicznej z USA, pomiędzy obu krajami następuje swobodny i niekontrolowany (bezwizowy) przepływ ludzi wszelkiej maści i profesji. Miasto jest siedliskiem handlu towarami wszelkiego typu, także handlem ludźmi, jest siedliskiem przygranicznej  kwitnącej prostytucji, pedofilii, handlu narkotykami, przemytu ogromnych ilości kokainy do największego odbiorcy- Stanów Zjednoczonych. To tutaj właśnie, podobnie jak do Tijuany i El Paso, przyjeżdżają swobodnie ci, którzy bezkarnie chcą oddać się pokusom nocy, za które w swoich miastach, krajach prawdopodobnie stanęliby przed sądem.

W Juarez mieszkają także normalni ludzie, normalne meksykańskie rodziny, pracowite, biedniejsze i bogatsze, które w pewnym sensie borykają się z bardzo negatywną opinią na świecie na temat swojego miasta. Do tych normalnych rodzin zaliczają się te z warstw najbiedniejszych, najbardziej doświadczanych przez los, rodziny, o które w Meksyku nikt się nie troszczy. Młodzi ludzie z takich rodzin są najłatwiejszym łupem dla band i karteli, które, w przeciwieństwie do państwa, oferują chleb i zarobek. Wiele kobiet z tych najniższych warstw społecznych zamieszkałych na obrzeżach miasta pracuje w ogromnych, głównie amerykańskich fabrykach, które z powodu taniej siły roboczej zainstalowały się właśnie tutaj, w miastach jak Juarez. Pracują po kilkanaście godzin dziennie za marne pieniądze, które niejednokrotnie są jedynym źródłem utrzymania rodziny. Te, które kończą zmianę w nocy, wracają do domów autobusami lub na piechotę, pokonując kilka km same, zdane na łaskę losu…

Pierwsze ciała zamordowanych kobiet pojawiły się na pustynnych obrzeżach Juarez, w pobliżu fabryk (las maquilladoras) w 1993 roku. Były częściowo zakopane, w postępującym rozkładzie, ale z widocznymi obrażeniami, takimi samymi w następnych latach trwania rzezi. Ciała wskazywały na niewyobrażalne okrucieństwo, jakiego doświadczyły te młode dziewczyny. Wielokrotne gwałty, sodomia, trwające kilka dni okaleczania, wyrwane sutki, odciśnięte ślady sznura na nadgarstkach, kostkach, na szyi. W czasie pierwszego tzw. „śledztwa” nie znaleziono sprawców, sprawę zamknięto z powodu braku świadków, danych, źle przeprowadzonej autopsji, niezabezpieczenia miejsca znalezienia ciał w celu pobrania prób, śladów etc. Potem pojawiały się kolejne ciała, w liczbie 3, 6 naraz, czasem już same szkielety. Z biegiem czasu stało się jasne, że w Juarez grasują seryjni mordercy sadyści, którzy bezkarnie, regularnie, wraz ze zmianami faz księżyca, porzucają kobiece resztki na wysypiskach śmieci lub pustynnych terenach jak Lote Bravo, czy w pobliżu góry Christo Negro. W żadnym przypadku policja nie pofatygowała się, by zabezpieczyć jakiekolwiek ślady, by rzetelnie przeprowadzić śledztwo, autopsje itp. Kilka razy zatrzymano jakichś niby podejrzanych, którzy prawdopodobnie pod wpływem nacisku ze strony prokuratury i policji przyznali się do współudziału w zbrodni, tzn. do łapania, porywania dziewcząt. Kilku z nich siedzi od lat w więzieniu, a morderstwa jak miały miejsce, tak wciąż trwają i prawdziwi sprawcy, czyli zleceniodawcy są bezkarni na wolności. Pod wpływem pojawiających się międzynarodowych nacisków na wyjaśnienie i zapobieżenie zbrodniom, ówczesny rząd Vicente Fox’a, jawnie i bezpośrednio związany z potężnymi kartelami meksykańskimi, które sponsorowały jego kampanię prezydencką, powołał specjalną jednostkę współpracującą z lokalną policją i prokuraturą w Juarez. Jednostka ta nigdy nie doszła do żadnych wiążących wniosków, nigdy nie wskazała żadnej „grubej ryby” zlecającej porwania kobiet. Zdziwienie wzbudza także fakt, że w obliczu takiej ilości śladów, ciał, powtarzających się motywów i przyczyn zbrodni, takiego samego modus operandi nigdy nie powstał rzetelny raport,  a jeśli powstał, to jest on ukrywany przed opinią publiczną. Kiedy wzburzeni mieszkańcy miasta i rodziny zamordowanych i zaginionych kobiet zaczęły jawnie protestować, niektórych członków co bardziej aktywnych w tych protestach, uciszano groźbami. Prokuratura tłumaczyła się dobrem sprawy i wizerunku państwa. W ciągu kilku pierwszych lat od początku trwania tych zbrodni  zmieniali się ludzie na stanowiskach prokuratora generalnego, szefa policji w Juarez, szefa lekarzy sądowych przeprowadzających autopsje. W ciągu tych wszystkich lat ukryto lub celowo zgubiono całe akta sprawy, raporty z sekcji zwłok. Niektórzy z funkcjonariuszy starających się rozwiązać zagadkę tych śmierci zostali zastraszeni, zmuszeni do dymisji a nawet zastrzeleni. Stało się jasne i oczywiste, że za całą sprawą stoi dobrze zorganizowana grupa przestępcza, w skład której wchodzą ludzie, którzy za wszelką cenę chcą chronić swoją tożsamość i mają tego możliwość i wszelkie środki, legalne i nielegalne. Skuteczne. Nic nie wskórały protesty Amnesty International, przyjazd agentów FBI w celu pomocy w śledztwie. W roku 2002 polska telewizja TVN jako pierwsza na świecie znalazła się w Juarez, by na bieżąco informować o postępach w niekończących się śledztwach. Reporterzy wraz z Amerykanami dotarli do ukrywanych i nieoficjalnych raportów, z których wręcz wynikało, że w morderstwa są zamieszane wpływowe osobistości z rządu lokalnego i centralnego, policja, prokuratura, kierowcy autobusów a także wszechobecni i wszechwładni bossowie narkotykowi. W niektórych dokumentach wręcz podano nazwiska zbrodniarzy. Wiedząc już o tym wszystkim, stało się jasne dla szukających prawdy, że sprawa morderstw w Juarez nigdy nie wyjdzie na jaw. Masakra kobiet w tym przeklętym mieście prawdopodobnie nigdy się nie skończy, bo jest na nią ciche przyzwolenie władz, których członkowie biorą w niej aktywny udział… W ciągu tych kilkunastu lat oficjalnie mówi się o zaginięciu i zamordowaniu ok. 500 kobiet, podczas gdy wszystkim wiadomo, że zaginione kobiety liczy się w tysiącach, a liczba zamordowanych przez tych samych bezkarnych morderców sięgać może ponad 5 tyś. (według Amnesty International i organizacji Nuestras Hijas de Regreso a Casa). Niektórzy badacze niezależni przypisują morderstwa amerykańskim żołnierzom stacjonującym w przygranicznych jednostkach, co nigdy nie zostanie potwierdzone, bo wywołałoby międzynarodowy szok. Być może są to bezkarni, bezimienni turyści sadyści seksualni, którzy przyjeżdżają, zabijają i znikają, ale raczej jest to mało prawdopodobne według mnie, ze względu na powtarzający się modus operandi.

Pozostaje pytanie: dlaczego? Co jest motywem tych morderstw? Przyjmowano już liczne wersje. Jedną z nich była hipoteza, że przy okazji gwałtów, tortur, porywane kobiety służyły do pozyskiwania organów mających zawrotną cenę na czarnym rynku. Wybiera się kobiety z biednych, nic nie znaczących i nic nie mogących rodzin, które na dodatek można łatwo zastraszyć, by zaprzestały zadawać niewygodne pytania i upominać się o prawdę. Okazało się jednak, że ciała znajdowane w stanie pozwalającym na to stwierdzenie, posiadały organy wewnętrzne, więc wykluczono tę opcję. Potem pojawiła się hipoteza, że porwane kobiety wykorzystuje się do kręcenia snuff-movie, czyli filmów o torturach i śmierci na żywo. Nie wiadomo, czy można tę hipotezę odrzucić czy nie, bo śledczy z różnych krajów nigdy do tej pory nie przechwycili filmów snuff z udziałem kobiet o tzw. indiańskiej urodzie, mogących pochodzić właśnie z Meksyku. Nie odrzuca się tej hipotezy, bo bardzo prawdopodobne jest, że znalezienie takich filmów dla ludzi spoza „kręgu” jest bardzo trudne, nawet dla agentów-specjalistów w poszukiwaniu takich materiałów. Prawdopodobnie jeśli takie powstają, znajdują się w prywatnych kolekcjach samych morderców. Za tą właśnie opcją przemawia nie tylko okrutny, niewyobrażalnie bestalski sposób postępowania z ofiarami, wielodniowe męczarnie i maltretowanie prawie martwych już ciał, ale także rodzaj odzieży, w jakiej znaleziono wiele z kobiet. Te biedne dziewczyny miały na sobie luksusową bieliznę, na którą nigdy same nie mogłyby sobie pozwolić.  Ostatnią, nową hipotezą jest praktykowanie prastarych, ludowych indiańskich wierzeń, składania ofiar z ludzi ku czci azteckich bogów. Wybierane dziewczyny są młode, wiele z nich podobno było dziewicami, wszystkie z nich były mniej więcej podobne, ładne, jakby na wzór jakiejś jednej konkretnej kobiety. Ich ciała pojawiały się w określonych, regularnych odstępach czasu, co jest sprawdzane, czy nie ma przypadkiem związku ze zjawiskami astronomicznymi, co mogłoby powiązać zbrodnie z rytualnymi obrzędami religijnymi. W niektórych przypadkach niedaleko zwłok odnaleziono czerwone maski rytualne przedstawiające diabła, potwora, być może bóstwo śmierci (Mictlantecuhtli). Ten sam sposób zabijania wskazuje na jakiś ustalony rytuał.

Meksyk jako państwo został oficjalnie uznany winnym celowym uhybieniom w śledztwie i tzw. „nierobieniu nic” w celu ujęcia sprawców. Nowy prezydent Meksyku Felipe Calderon póki co nie wypowiada się na temat kobietobójstwa w Juarez, bo skupia się na otwartej wojnie z kartelami narkotykowymi rujnującymi kraj. W Juarez stacjonuje obecnie kilka tysięcy żołnierzy w pełni uzbrojonych, usiłujących wprowadzić jako taki porządek.

Do głowy przychodzi mi jeszcze jedna myśl, ale podkreślam, że jest to tylko moja prywatna opinia, póki co nie potwierdzona oficjalnie: morderstwa kobiet w Juarez wyszły na jaw w roku 1993, w tym samym roku, kiedy to w Hiszpanii, w małej miejscowości Alcasser koło Walencji, odkryto ciała 3 zaginionych nastolatek (el caso de las niñas de Alcasser). Obrażenia wskazywały na wielodniowe gwałty i tortury, jedna z ofiar miała wyrwany sutek. Po koślawym śledztwie zatrzymano 2 osobników, jeden siedzi w więzieniu, drugi tuż przed rozprawą…uciekł i do tej pory jego miejsce pobytu jest nieznane. Po kilku latach wyszły na jaw matactwa w śledztwie i próby tuszowania całej sprawy, doszło nawet do tego, że zapłacono obu rodzinom zatrzymanych, by te potwierdziły domniemaną winę swoich synów i zamilkły na zawsze. Do tej pory nie wykryto prawdziwych sprawców, sprawa ucichła, tylko rodziny dziewczynek wciąż cierpią i upominają się o swoje. Zbieg okoliczności???

Czas ucieka, mordercy grasują, organizacje broniące praw kobiet, praw człowieka alarmują, rodziny zaginionych płaczą i nie zmienia się nic, poza tym, że pewnie w tym momencie, kiedy czytasz ten post, została porwana kolejna biedna Meksykanka, albo od kilku dni trwają już gwałty i tortury innych, a być może właśnie zawiadomiono policję, że w drodze do fabryk poza miastem odkryto kolejne zwłoki…Ostatnie raporty Amnesty International podają, że te tajemnicze morderstwa pojawiają się już także w innych miastach prowincji…Tik tak, tik tak… ile czasu ma jeszcze upłynąć, ile kobiet zginąć, by świat wreszcie przejął się tym problemem? Co my, zwykli ludzie możemy zrobić? Niewiele, pewnie nic, ale możemy np.: podpisywać kolejne petycje kolejnych organizacji humanitarnych usiłujących wywrzeć nacisk na rząd Meksyku i USA (patrz niżej), może coś się uda zdziałać, kiedyś wreszcie musi!

Pozostaje póki co niestety słuchać kolejnych wiadomości z Meksyku, z Juarez , o kolejnych morderstwach, porachunkach gangów. Staje się to tak normalne jak słuchanie o codziennych zamachach bombowych w Iraku czy Afganistanie. ZGROZA. Nie dziwią mnie już reportaże o bardzo popularnym kulcie śmierci wyznawanym w Meksyku, gdzie w miejscach publicznych i w domach prywatnych znajdują się figurki i pomniki Świętej Śmierci, czyli kobiety szkieletu, z kosą, czczonej jak Matka Boska, której poleca się całe rodziny, dzieci , kobiety ciężarne. Nie dziwią mnie reportaże o ludziach czczących zmarłych gangsterów, przestępców w Wenezueli, uznawanych przez ich rodziny, przyjaciół za świętych lokalnych (los malandros), którym składa się ofiary i prosi o ochronę żyjących. Jedyne co wciąż jeszcze dziwi to determinacja tych „dobrych”, usiłujących jakoś przetrwać w tej cywilizacji śmierci, okrucieństwa, w społeczeństwie wyznającym kult macho i niższość kobiet, pozwalającym na swobodne zbrodnie wobec kobiet tylko za to, że są kobietami. Według mnie takie narody nie mają przyszłości, nie mają prawa przetrwać, jeśli ich egzystencja pozwala na maltretowanie swoich matek, córek, sióstr.

Meksyk to jedno z wielu miejsc na świecie, gdzie bezkarnie można zabić kobietę, można ją zmaltretować, poniżyć, gwałcić, by na końcu, w przypływie litości zabić.

MEKSYK TO HAŃBA DLA CYWILIZOWANEGO ŚWIATA…

Oto strona organizacji meksykańskiej Nuestras Hijas de Regreso a Casa założonej przez rodziny ofiar. Tutaj możesz podpisać petycję kierowaną do kongresu amerykańskiego i rządu Meksyku: http://www.mujeresdejuarez.org/

http://www.petitiononline.com/NiUnaMas/petition.html

Krzyże ku pamięci ofiar, z ich imionami, postawione w miejscach znalezienia ciał.

Dla zainteresowanych:

http://miastozbrodni.onet.pl/

http://www.mujeresdejuarez.org/ (w różnych językach)

http://www.womenontheborder.org/Articles/feminicidio_sexual_SP.pdf            (dokument pdf w języku hiszp. )

I ciekawy artykuł WP.pl o przemocy wobec kobiet we wszystkich krajach Ameryki Środkowej i Południowej:

http://facet.wp.pl/kat,1007819,wid,11300965,wiadomosc.html