34. Cd. wycieczki rowerowej do granicy z Francją. Etap II.


Następnego dnia wyruszyliśmy w drogę ok. południa, zostawiając piekną Barcelonę za nami. Staraliśmy się jechać pasażami na plaży, prawie cały czas nam się udawało, kiedy jednak nie było przejazdu w pobliżu plaży, musieliśmy jechać drogami krajowymi, razem z tirami, co przyprawiało nas o dreszcze. W czasie jazdy zatrzymywaliśmy się kilkakrotnie na krótki odpoczynek. Jazda bywała trudna i męcząca, bo spore odcinki musieliśmy jechać pod górę, potem w dół, pod górę i tak na zmianę, ale dzięki rowerowi elektrycznemu jakoś sobie radziliśmy. Widoki rekompensowały nam wysiłek, zwłaszcza w pierwszy dzień, kiedy świeciło słońce. Dotarliśmy wieczorem do miasteczka Sant Pol, pokonując 55km w ciągu 7h, co nie było jakimś specjalnym wynikiem, ale że jechaliśmy sporo pod górę, także sporo odpoczywaliśmy, zatrzymywaliśmy się na pięknych plażach Costa Brava.

Wyruszamy z Barcelony

Następnego dnia wyruszyliśmy wcześnie, po drodze zwiedzając małe miasteczka jak Blanes, Lloret del Mar i liczne parki. Dojechaliśmy do Palamos i tam zdecydowaliśmy przenocować. Tego dnia przejechaliśmy ok.75 km, w ciągu ok. 8h.

Trzeci dzień przywitał nas słońcem, ale po południu zaczęło padać i zaczął wiać silny wiatr, co utrudniło jazdę, zwłaszcza, że nie mieliśmy specjalnego obuwia przeciwdeszczowego, ale na szybko znaleźliśmy rozwiązanie problemu w postaci reklamówek na butach, hehehehe. Na północy Hiszpanii można obejrzeć piękne pozostałości po zabudowaniach rzymskich, znane jako ruiny Empurias. Pokonaliśmy ok. 86km w ciągu niecałych ośmiu godzin, przejeżdżając przez kompletną dziurę, Pau, gdzie stały 4 domy koślawe i nie było żywej duszy i dojechaliśmy do Llança, gdzie zatrzymaliśmy się na nocleg. Nasz stoper-kompas wskazywał, że pedałowaliśmy w sumie 4h 25 minut z tych ośmiu godzin, z prędkością średnią 18,8km/h.

Empurias

Ostatniego dnia wyruszyliśmy przed południem i chociaż świeciło słońce, dzień nie był najlepszym do jazdy na rowerze, zwłaszcza pod górę, bo wiał bardzo silny wiatr, który gwałtownie zmieniał kierunek i w czasie jazdy w kierunku Port Bou, blisko granicy, zdaliśmy sobie sprawę, że będzie to najtrudniejszy etap. Brakowało tylko trochę ponad 20km do pokonania, ale musieliśmy zatrzymywać się kilkakrotnie, żeby przeczekać aż przestanie wiać. W Port Bou zapytaliśmy miejscowych, czy taki wiatr jest typowy, czy przejdzie, czy możemy jechać spokojnie a oni odpowiedzieli, że w czasie takiego silnego wiatru lepiej nie kontynuować, bo do granicy jedzie się pod górę, jest niebezpiecznie. Nawet samochody z wysokimi naczepami i karawany nie mogą być używane w tych dniach, więc tymbardziej rowery. Przez chwilę sie wahaliśmy, ale byliśmy już tak blisko, brakowało dosłownie kilkunastu km do Cerbere, więc to ja podjęłam decyzję i kontynuowaliśmy jazdę. Krótko po wyruszeniu z Port Bou przekonaliśmy się, że mieszkańcy mieli rację, bo te kilkanaście km stało się prawdziwym koszmarem. Momentami wiało tak silnie, że musieliśmy położyć rowery na ziemi, sami przykucnąć przy skalnej ścianie i przeczekać, bo nie dało się utrzymać równowagi. Przejście graniczne znajduje się na górze, trzeba do niego dotrzeć przez długi tunel, gdzie dodatkowo kumuluje się wiatr. Ja nie potrafiłam utrzymać roweru, rzucało mną na lewo i prawo, w końcu schowałam się za skałą, położyłam rower na ziemi a mój towarzysz  powolutku szedł przyklejony do skały trzymając swój rower. Udało mu się zejść kawałek, gdzie nie wiało tak mocno, wrócił, wziął mój rower, zaczął znów schodzić powolutku, po czym wrócił po mnie i razem zeszliśmy szczęśliwie kilkaset metrów w dół, zostawiając okropne wiatrzysko w tyle. Po przybyciu do Cerbere poszliśmy na pyszny obiad i francuskie wino:-)

Udało się, dotarliśmy do Francji na rowerkach!!!

3 uwagi do wpisu “34. Cd. wycieczki rowerowej do granicy z Francją. Etap II.

  1. Mmm….
    Niesamowita wyprawa, rewelacyjne zdjęcia 😉
    I wyczyny sportowe 😉
    My jeździmy sporo, ale hm… 40 km to raczej nie na moje wątłe nóżki :)) hihihihihi ,muszę chyba zadbać o przyszłe trasy 😉

    Polubienie

  2. …”więc ja podjęłam męską decyzję i podjęliśmy jazdę.”
    Jestem pod wrażeniem. Pogratuluj Jose odwagi, skupienia, wytrwałości i cierpliwości :)))

    Polubienie

    1. hehehhe:)) tak, ja sie uparlam, Jose chcial po prostu przeczekac wichure…moze to byloby lepsze wyjscie, ale jakos dobrnelismy do granicy! nastepnym razem zastanowie sie 2 razy;) ps. czyzby pod imieniem Rafal skrywal sie moj znajomy…?

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s