37. Trochę luksusu, czyli podróż statkiem śródziemnomorskim;-) część I.


Pewnego dnia wpadliśmy na pomysł, by wykupić wycieczkę po Morzu Śródziemnym na pokładzie luksusowego statku rejsowego MSC Sinfonia należącego do włoskich linii MSC Crociere. Jest to rodzaj atrakcji dla osób, które mają ochotę na odrobinę luksusu i pełnego odpoczynku. Na takiej wycieczce jedynym zadaniem do wykonania jest…odpoczywać i ewentualnie zwiedzać miasta, w których podczas kilku lub kilkunastodniowego rejsu taki statek się zatrzymuje. Wszystko inne jest podstawiane pod nos, tylko zapłacić, a potem brać i używać. Cena oczywiście zależy od tego, jaki rodzaj kabiny się wybierze, czy normalną, czy suit z własnym balkonem, oknem i tarasem. Takich kabin-suit jest na tym statku 132, zaś normalnych, wewnętrznych i zewnętrznych 649. Może nim podróżować 2065 pasażerów. Na początku myśleliśmy, że to rozrywka dla emerytów, ale szybko okazało się, że było tam także wielu młodych ludzi. Jedzenie serwowano według jednej taryfy, było go bardzo dużo, w czasie np. obiadu podawano kilka różnych dań, mogliśmy wybierać z kilku różnych menu z różnych stron świata. Jedynie napoje nie były wliczone w cenę. Jak się okazało, pobyt na tym statku to był fantastyczny relaks, odpoczynek, korzystanie z wielu atrakcji jak basen, jacuzzi, kawiarnie, restauracje, sklepy, dyskoteki, mini pola golfowe, do tenisa stołowego i ziemnego, teatr i sala kinowa, kasyno, biblioteka, bary, salon spa, siłownia, salony fryzjerski i kosmetyczny itp…(wszystko to opisuję w liczbie mnogiej, bo nawet spośród niech można było wybrać styl, rodzaj np. restauracji czy klubu).

Statek ogromny, nowy, piękny, robił wrażenie, w czasie rejsu nie odczuwałam żadnych przykrości spowodowanych chorobą morską, gdyż w przypadku takiego olbrzyma trudno o taaakie fale, które faktycznie nim zatrzęsą. Każda kabina miała swoją elegancką i czyściutką łazienkę z wyposażeniem, szafki, barek, lodówkę i telewizor. Te najdroższe oprócz wspomnianych także przepiękne tarasy i szampany gratis w lodówkach:-) Kolacje odbywały się w odświętnym tonie, w strojach wieczorowych. Po kolacji pasażerowie według gustu oddawali się rozrywkom do białego rana.

Wycieczka statkiem polegała na spokojnym rejsie po morzu i zwiedzaniu co kilka dni innego portu w basenie Morza Śródziemnego. Tymi miastami-portami były: Walencja (skąd wyruszyliśmy), Tunis, Valleta, Civitavechia, Genua, Monte Carlo. Przed rozpoczęciem  podróży mieliśmy do wyboru wykupienie za dodatkową opłatą pakietu wycieczek organizowanych przez firmę do miast-portów albo zwiedzać te miasta na własną rękę. My po pierwsze nie chcieliśmy wydawać dodatkowo sporej sumy na zakup tych wycieczek, a po drugie nie było dla nas interesujące zwiedzać z grupą leniwych dziadków, być zmuszonym dostosować się do tempa innych, stąd mój towarzysz wpadł na fantastyczny pomysł, aby zabrać na statek nasze małe składane rowerki i na nich zwiedzać miasta. Pomysł ten okazał się strzałem w dziesiątkę, bo na rowerkach byliśmy w stanie zobaczyć więcej w tym samym czasie niż inni, nawet ci z wycieczek organizowanych (które jak się później okazało były kompletnym niewypałem, drogie i prawie cały czas w autobusie…hehe). Ludzie gratulowali nam pomysłu widząc jak uśmiechnięci zjeżdżamy na składaczkach ze statku, a sami pracownicy firmy przyznali, że jeszcze takiego rozwiązania na MSC Sinfonia nie widzieli:-)))))

Pierwszym przystankiem była  stolica Malty, Valleta. Sama wyspa jest piękna, egzotyczna. Językiem urzędowym jest angielski, drugim j. maltański, mieszanka włoskiego, arabskiego i angielskiego. Klimat gorący, śródziemnomorski. Valleta wita podróżnych starym zabytkowym portem i ogromną fortecą. Jest to jeden z nielicznych na świecie naturalnych, tzn. prawie nie zmienionych przez człowieka portów. Miasto jest gwarne, z mnóstwem samochodów, sklepów, targowisk. Kolorowe i głośne. Chyba każdy słyszał o krzyżu maltańskim, zakonie maltańskim i jego rycerzach. Tutaj właśnie na każdym kroku zobaczymy tę charakterystyczną symbolikę maltańską, a w katedrze Św. Jana zapierające dech wpiersiach rzeźby i płaskorzeźby, obrazy, w tym dzieła Caravaggio, jak np. Ścięcie Jana Chrzciciela. Znajduje się ona przy ulicy Św. Jana (St John`s St) i posiada surową fasadę, kryjącą barokowe wnętrze. Warto zwrócić uwagę na mozaikę marmurowych płyt nagrobkowych upamiętniających rycerzy Zakonu, wmurowaną w podłogę kościoła. Innymi ważnymi zabytkami Vallety są Pałac Wielkich Mistrzów i teatr Manoela, trzeci najstarszy na świecie. Oczywiście musieliśmy wleźć do wody na okolicznych plażach, żeby nie było, że na Malcie byliśmy a się nie kąpaliśmy, hehe. Miasto dosyć drogie, przynajmniej ta część turystyczna, pamiątki i bilety wstępu. Valleta i okolice podobały się nam bardzo, to stare miasto-forteca może pochwalić się oryginalnością, swoistą mieszanką kulturową i niezwykłą historią. Na rowerkach wydało nam się jeszcze ciekawsze;-)

Katedra św. Jana

Krzyże maltańskie

Kolejnym przystankiem w naszym rejsie była stolica Tunezji, Tunis. Niestety nie mieliśmy szczęścia co do pogody, bo chwilami lało siarczyście i ogólnie było pochmurno, stąd nie zrobiliśmy wielu zdjęć i nie zabraliśmy z pokładu naszych rowerków. W Tunisie zobaczyliśmy wielkie targowisko, zoco, gdzie kupiliśmy kolorowe czilaby, a jakże, hehe. Spróbowaliśmy miejscowego jedzenia, posłuchaliśmy miejscowych grajków na targowisku i czekaliśmy aż przestanie padać. Niestety tylko na krótko ustał deszcz, co od razu wykorzystaliśmy i podjechaliśmy busem do miejsca, w którym znajdują się ruiny starożytnej Kartaginy. Udało nam się także między jednym a drugim opadem 😉 zobaczyć prześliczną miejscowość Sidi Bou Said, która jest znana ze swoich bialutkich domków z niebieskimi oknami, drzwiami i innych dekoracji jak setki doniczek z kwiatami na ścianach i balkonach. Miasteczko przypomina swoim wyglądem inne arabskie wioseczki i miejscowości turystyczne jak np. marokańskie Chef Chouen czy choćby wiele andaluzyjskich „pueblitos”  w Hiszpanii. Po powrocie na statek założyliśmy nasze nowe czilaby i spacerowaliśmy po górnym pokładzie statku czekając na wypłynięcie. Nagle widzimy, że podchodzą do nas ochroniarze ze statku i pytają chłopaka, co on tutaj robi…my na to: jak to co on tutaj robi??? Wróciliśmy z wycieczki i czekamy na wypłynięcie, oglądając jeszcze z daleka miasto. Poprosili go o identyfikację, o pokazanie karty pokładowej a ja wybuchnęłam śmiechem, bo nie mogłam uwierzyć, że wzięto go za „miejscowego”, którego na pokład przemyciłam ja, niewinna blondynka. Naprawdę jak go zobaczyli w tej tunezyjskiej czilabie, pomyśleli że chłopak na lewo wkręcił się do grupy. Było trochę śmiechu, na koniec ochroniarze zrobili nam zdjęcia i na tym się skończyło.

W Sidi Bou

Kartagina

W czilabach:-)

Już wkrótce ciąg dalszy rejsu a w nim wieczny Rzym, a także miasto rodzinne Kolumba i obrzydliwie bogate Monte Carlo…Zapraszam!

2 uwagi do wpisu “37. Trochę luksusu, czyli podróż statkiem śródziemnomorskim;-) część I.

    1. Droga Xantypo, dzieki komentarzom jak Twoj mam ochote pisac i pisac, dziekuje za uznanie i pozdrawiam serdecznie Ciebie i opolskie kolo POZNAJ SWOJ KRAJ!!!Blog odwiedze chetnie:)

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s