42. Ryga i podróż z Rygi do Tallina z zalanym w trupa kierowcą autobusu.


Ryga to piękne i zadbane miasto, prawdziwa europejska stolica. Jest większa, nowocześniejsza i bogatsza niż Wilno. Jest w niej dużo zieleni, parków, stawów i fontann. Położona nad rzeką Dźwiną, już w średniowieczu była jednym z najważniejszych bałtyckich portów. Jest jednym z członków Hanzy, od wieków pod wpływami i rządami niemieckiego zakonu kawalerów mieczowych i stąd przez setki lat kształtował się obraz i charakter miasta, bardziej niemieckiego niż słowiańskiego czy rosyjskiego. Tutaj ma swoją siedzibę Hansabanka i wiele szwajcarskich i niemieckich przedsiębiorstw. Od 1991 roku jest stolicą niepodległej Łotwy. Dzisiaj w Rydze mieszka ok. 43% Łotyszów, prawie tyle samo Rosjan, niewielki odsetek Polaków, Ukraińców i Niemców. Język łotweski jest mieszanką kilku języków i naleciałości z różnych kultur i nie przypomina w niczym ani rosyjskiego, ani polskiego, może trochę litweski. Ryga to miasto bogate i jego rynek jest pięknie odrestaurowany i zadbany. Jest jednym z najważniejszych ośrodków sztuki średniowiecznej, gotyckiej a najstarszymi zabytkami w mieście są 3 stare kamienice zwane „Trzema braćmi”. Na uwagę zasługuje też bardzo zdobny budynek bractwa Czarnogłowych i Dom Kotów oraz futurystyczny wieżowiec Hansabanka. Warto odwiedzić też przepiękne, jak z bajki, budynki Wielkiej i Małej Gildii, katedrę ryską i zamek. Panoramę miasta można podziwiać z pokładu małego stateczku rejsowego po Dźwinie. Symbolem Rygi jest kot i stąd na wielu domach znajdują się kocie symbole, kocie rzeźby umocowane na dachach i rynnach. Mnie bardzo sie podobała galeria sztuki Toms Drag,  której sklepy znajdują się w kilku częściach miasta i można w niej podziwiać i kupić bardzo oryginalne działa sztuki nowoczesnej, niezwykle kolorowe, odważne i charakterystyczne, w tym sporo kotów w łoconych butach, w makijażu i z piórami:-))) Jednego takiego wystrojonego kota przywiozłam ze sobą.

„Trzej Bracia”

Ryga jest droga, nawet dla nas, którzy przyjechaliśmy z Eurolandu, euro było sporo słabsze w tamtym czasie od łata. Pomimo niemieckiego uporządkowania i naleciałości hansa w mieście, wciąż jeszcze w wielu miejscach można zobaczyć i usłyszeć zapitych i przeklinających ziomów, ludzi w okolicach dworców śpiących i tulących butelki po tanich trunkach, rozsypane śmieci i żebraków. Niestety poradzieckie zwyczaje wciąż są piętnem w miastach jak Wilno czy Ryga, o prowincji nie wspominając.

Wielka Gildia

Galeria Toms Drag

W Rydze znów spotkaliśmy naszych znajomych grajków z Hiszpanii, Los Tunos, jak zwykle zabawiali ludzi na Rynku grając rzewne, miłosne średniowieczne utwory na zabytkowych instrumentach. Dowiedzieliśmy się od nich, że w tutejszych stronach ich muzyka, stroje, no i te czarne hiszpańskie oczy:-) bardzo się podobają tutejszym kobietom. Zarabiali nawet sporo grając i śpiewając w restauracjach i na głównych placach miasta. Los Tunos za kilka dni, podobnie jak my, wybierali się do Estonii.

Po kilku słonecznych dniach spędzonych w stolicy Łotwy wybraliśmy się autokarem do Tallina, stolicy Estonii. Nie byłoby nic dziwnego w tej kilkugodzinnej podróży gdyby nie fakt, że od samego początku jazdy kierowca jechał bardzo szybko, slalomem i co jakiś czas rzucało nami pasażerami w autobusie a ja miałam takie mdłości, że byłam zupełnie ścięta z nóg. Po jakiejś godzinie czasu widzieliśmy, że niektórzy z pasażerów, wśród których było wielu zachodnich turystów, prosiło kierowcę o zdjęcie nogi z gazu i ostrożniejszą jazdę, ale niewiele to dawało, pewnie dlatego, że kierowca nie rozumiał co się do niego mówiło. Kiedy w pewnym momencie jedno z dzieci spadło z fotela na przejście w środku autobusu a kierowca zaczął jechać środkiem jezdni, mając białą linię rozdzielającą drogę na 2 pasy pod kadłubem pojazdu, zaczęłam się poważnie zastanawiać, co się dzieje… Jose wyciągnął aparat i podszedł bliżej kierowcy, by zrobić zdjęcie i temu białemu pasowi, i kierowcy autobusu leniwie rozłożonego za kierownicą, którą trzymał jedną ręką i oglądał telewizję…Szok!!! Autobus tak szybko pędził, że samochody zjeżdżały na pobocze a ja siedziałam z plastikowym workiem przy ustach, to była męka. Kierowca nie reagował na żadne prośby ani krzyki zdenerwowanych podróżnych. W końcu dojechaliśmy do granicy z Estonią i zatrzymała nas kontrol graniczna. Weszli do autobusu, sprawdzali paszporty i ja poprosiłam strażniczkę o zrobienie kierowcy testu alkomatem, bo wydawało nam się, że był albo pijany albo szalony. Czekaliśmy tak sporo czasu w autobusie, zakazano nam wychodzić, ale przez szybę widzieliśmy, jak kierowca jest poddawany próbie na obecność alkoholu w organiźmie, jak załamuję ręce i on, i strażnicy…Wszystko stało się jasne, skąd ta szaleńcza i nieostrożna jazda. Wróciła strażniczka i odpowiedziała mi, że wynik badania jest szokujący, nie tylko kierowca jest pijany w sztok, ale nie ma też odpowiednich papierów uprawniających go do prowadzenia autobusu. Byliśmy wszyscy w szoku. Było naprawdę niebezpiecznie, szybko, z zakrętami i brzegiem morza po jednej stronie w ciągu dobrych kilkunastu kilometrów. Igraliśmy z ryzykiem nie tylko my w autobusie ale też ci biedni kierowcy innych pojazdów na drodze, którzy w panice zjeżdżali na pobocze widząc, jak szybko i po środku drogi pędzi ryski autobus. W końcu kazali nam wszystkim wysiąść, zabrać bagaże, pijanego kierowcę wciąż załamującego ręce wsadzili do furgonetki, zamknęli autobus. Powiedzieli nam, że kierowca będzie miał poważne kłopoty, jego firma też i że już skontaktowali się z firmą przewoźniczą w której pracował kierowca, by ta wysłała transport zastępczy. Musieliśmy czekać 3 h na środku drogi, zanim przyjechał autobus i to wcale nie ten zastępczy, tylko wycieczki niemieckiej, który zatrzymali granicznicy i okazało się, że mogą wziąć na pokład kilka osób. W taki sposób dostaliśmy się do Tallina wraz z kilkoma osobami z różnych krajów. Był wśród nas adwokat z Niemiec, młodzi Francuzi, Holender z córką i kilkoro Anglików. Reszta pasażerów była podwożona przez inne autobusy po drodze.

W Tallinie od razu poszliśmy całą grupą do siedziby przewoźnika złożyć reklamację. Oczywiście na początku nikt nas nie chciał słuchać, kazali nam wypełniać jakieś formularze, opisywać zdarzenie, a my wszyscy żądaliśmy zwrotu pieniędzy za zaistniałe problemy, ryzyko i niebezpieczeństwo, na jakie nas naraziła firma wysyłając w trasę takiego zapitego gnojka. Długo się użeraliśmy, bardzo pomocny okazał się nasz kolega Niemiec, który zaczął po adwokacku się wymądrzać, wyliczać nasze prawa, ja stwierdziłam, że nie ruszymy się stąd dopoki nam nie zwrócą pieniędzy itp…Po ponad 2 h kłótni dopięliśmy swego, firma zwróciła pieniądze a my wysłaliśmy ich do wszystkich diabłów. Przed nami malowało się już zero kłopotów i parę dni zwiedzania bajkowego Tallina.

cdn.

3 uwagi do wpisu “42. Ryga i podróż z Rygi do Tallina z zalanym w trupa kierowcą autobusu.

  1. Ale przygoda! Dobrze, ze nikomu nic się nie stało.

    Co do Łotwy to muszę się kiedyś wybrać, pracuję z Łotyszami na codzień w UK, chciałbym zobaczyć Rygę, wszyscy ją chwalą.

    Polubienie

  2. Język łotewski nie jest mieszaniną…. jakichś języków , tylko językiem bałtyckim bardzo podobnym do litewskiego… znam litewski i trochę łotewski…
    i to jest typowe dla naszych rodaków…po paru dniach pobytu wypowiadają się jak najwięksi znawcy przedmiotu

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s