49. Na północ po sidrę i sery. Kierunek: Asturias, część II.


Naszym kolejnym punktem podróży po Asturias była mała mieścina Arenas de Cabrales, położona w górach i znana z fantastycznych wyrobów serowych, w tym sera Cabrales. Akurat w czasie naszego pobytu odbywał się średniowieczny jarmark, gdzie można było kupić pamiątki, lokalne wyroby, zobaczyć jak pracowali kowale, szwaczki, kupić pyszne kukurydziane ciasta i chleby, także oczywiście sery i wędliny, mieliśmy też okazję posłuchać regionalnej muzyki i podziwiać tradycyjne stroje. W Cabrales jest drogo, mieszkańcy wykorzystują fakt, że kto zwiedza Asturias, przyjeżdża do miasteczka, bo to przecież ojczyzna najpopularniejszego tutaj sera. Nam udało się znaleźć tani i czysty hotelik, nie mamy zresztą zwyczaju rezerwować hoteli i hostali; jak dotąd zawsze udało nam się coś znaleźć, czasem lepszy, czasem gorszy nocleg, ale jeszcze pod gołym niebem nie spaliśmy, hihi.

Cangas de Onis

Festyn w Cabrales

Opuszczając Cabrales kierowaliśmy się w stronę drugiego co do rangi ważności miasta w regionie, czyli do Gijón. Jest to duże miasto, ma ładną promenadę i port, ładne centrum i to chyba wszystko, co można o tym mieście napisać, bo szczególnie dużo tam nie zwiedzaliśmy, nie ma za bardzo co zwiedzać, ale miasto w regionie ważne jest, więc pojechaliśmy. Miłośnikom sztuki współczesnej polecam znany pomnik artysty Eduarda Chillidy „El elogio al horizonte”.

Potem odwiedziliśmy Avilés, też duże miasto; w czasie gdy je zwiedzaliśmy, było sporo zamieszania, bo gościł w nim Woody Allen przy okazji premiery swojego nowego filmu („You will meet a a tall dark stranger”). Ryneczek jest uroczy, kolorowy, ma ładny pasaż, mnóstwo sklepów i kafejek. W ostatnich dniach naszej wycieczki odwiedziliśmy jeszcze śliczną rybacką wioskę Cudillero, w której zjedliśmy na kolację świeżutkie rybki i popiliśmy sidrą. Cudillero znane jest w całym regionie z malowniczych widoków i ciekawej zabudowy. Rankiem kontynuowaliśmy naszą rutę po plaży w Cadavedo, gdzie łowiliśmy małe ośmiorniczki a maleńkie krewetki obgryzały nam stopy, fundując przy tym doskonały peeling.

Gijón

Avilés

Cudillero

Potem jeszcze pojechaliśmy do Luarca, na plażę, gdzie po raz pierwszy w życiu zobaczyłam plażę nie piaszczystą, nie kamienistą, a … drewnianą!!! Jak to się mówi, potrzeba jest matką wynalazku. Jechaliśmy jeszcze trochę czasu wzdłuż wybrzeża, oglądaliśmy różne małe wioseczki, podziwialiśmy widoki, a podróż zakończyliśmy pobytem na plaży w sąsiednim regionie, w Galicii, gdzie zjadliśmy też górę owoców morza, które w tej części Hiszpanii są wyjątkowo dobre. Na tym się skończył nasz pobyt na północy kraju i następnie czekał nas kilkugodzinny powrót samochodem do domu.

Luarca

Plaże w Galicji

cdn.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s