53. Galilea, czyli gdzie woda zamienia się w wino. Kibuc.


Piękny region Galilea znajduje się w północno-wschodniej części Izraela i dawniej był on ważnym ośrodkiem handlu między starożytnymi cywilizacjami, teraz jest jednym z najpopularniejszych regionów Izraela do zwiedzania, wypoczynku, uprawiania sportu i poznawania kultury żydowskiej w licznych kibbutzach.

Z Nazaretu pojechaliśmy autobusem do Tiberias, stolicy regionu. Przystanek w Nazarecie w kierunku Tiberias znajduje się niedaleko bazyliki, na przeciw Fontanny Maryi. Na tym przystanku spotkaliśmy starszego pana, Araba, który grzecznie przedstawił nam się słowami: „My name is Ali, everybody loves me! ” czyli” Mam na imię Ali i wszyscy mnie kochają! 🙂 haha, był raczej przy niezdrowych zmysłach, ale i tak zabawny. W Tiberias wysiedliśmy na dużej stacji autobusowej, wypełnionej po brzegi dziesiątkami podróżujących izraelskich żołnierzy.

Miasto Tiberias to typowo turystyczne miejsce, pełne sklepów z pamiątkami, restauracji i kawiarni, znajdujące się nad brzegiem Morza Galilejskiego, zwanego tez po prostu jeziorem. Tuż przy niewielkiem kamienistej plaży można spacerować po długim deptaku i podziwiać spokojną taflę krystalicznie czystej wody a w tle okupowane przez Izrael wgórza Golan, które kiedyś należały do Syrii, stąd między Izraelem i Syrią stosunki dyplomatyczne są bardzo złe, oba kraje są praktycznie w stanie wojny. Bardzo polecanym sposobem na zwiedzanie całego regionu Galilei oraz brzegu Morza Galilejskiego jest wycieczka rowerowa, która pozwala na obejrzenie rozległych winnic, starych wiosek, żydowskich komun czyli kibbutzów rozsianych po okolicy. Popularnymi przystankami na trasie są Kinneret, Degania, Tiberias, Ein Gev, Vered Hagalil. Niedaleko znajduje się śliczne miasteczko Safed, a na północ od jeziora (morza) znajduje się Mount Hermon, masowo uczęszczany zimą przez narciarzy.

ruiny fortecy w Tiberias

Po spacerze po mieście i krótkiej kąpieli w Morzu Galilejskim pojechaliśmy kilkanaście km na południe miejscowym sherutem (busem) w kierunku najstarszego w Izraelu kibbutzu, Deganyi. Deganya została założona w 1910 roku przez pionierską grupę żydowskich osadników-imigrantów, co dało początek społecznemu ruchowi powstawania kibuców w celu realizowania misji zasiedlania ziemi obiecanej przez lud żydowski. Kibuc to żydowska komuna, spółdzielcze gospodarstwo rolno-przemysłowe, skupiające w swoim obrębie kilkaset osób, z których każda pracuje na rzecz społeczności, wyrzekając się swojej własności i majątku na rzecz właśnie tej komuny. Realizowane w kibucach postulaty syjonizmu, socjalizmu połączonych z feminizmem i równouprawnieniem członków zakładają, że wszyscy w takiej społeczności są równi, mają takie same prawa, obowiązki, dzieci wychowuje się wspólnie, decyzje dotyczące dzieci i społeczności także podejmuje się wspólnie. Kibuc jest zamkniętą społecznością rządzącą się swoimi prawami, ale wybiera swoich przedstawicieli na zewnątrz, także swoją radę i członków odpowiedzialnych za poszczególne prace w kibucu. W obrębie kibucu, w zależności od jego wielkości, zobaczymy domy mieszkalne, plac główny, restauracje, warsztaty, sklepy, parki, obory, pola uprawne itp, jak w każdej małej mieścinie czy wiosce. W wielu z nich można wynająć czasem bardzo luksusowe apartamenty i cieszyć się ciszą, spokojem prawie wiejskiego życia z dala od zagonionej cywilizacji. Po kibucu Deganya oprowadził nas chętnie młody chłopak, opowiedział o swoim życiu, o tradycjach, o wartościach. Mieszkańcy takiej komuny są odpowiedzialni za bezpieczeństwo każdego z nich, stąd w przypadku konfliktu zbrojnego chwytają za broń i bronią rodzin za wszelką cenę. Na placu głównym w Deganyi można zobaczyć stare wozy, zaprzęgi, narzędzia do uprawiania roli, stare tradycyjne żydowskie stroje i przedmioty sakralne.

Na placu głównym w kibucu Deganya

Po obfitym i pysznym obiedzie w kibucu udaliśmy się w drogę powrotną do Tiberias, ale przedtem jeszcze dotarliśmy do brzegu rzeki Jordan, w której został ochrzczony Jezus Chrystus. Rzeka ta wpada do Morza Galilejskiego (Tyberiadzkiego) i  w lini prostej wypływa z niego na południe, w kierunku Morza Martwego. Jest jedno miejsce, w którym tradycyjnie od wielu wieków odbywają się symboliczne chrzty wiernych na podobieństwo chrztu Jezusa. Tym miejscem jest położony niedaleko Deganyi Yordanit. Jest to obecnie prawdziwie turystyczny, oblegany przez setki wiernych kompleks, w któym można zakupić pamiątki, jedzenie a także białe szaty niezbędne do przystąpienia do symbolicznego chrztu wiernych. Widzieliśmy kilka takich chrztów, w czasie któych dochodziło do prawdziwej ekstazy rozmodlonych i rozśpiewanych wiernych, którzy po kolei zanurzani byli przez swoich kapłanów w ciepłych i spokojnych wodach Jordanu. Według niektórych historyków Jezus był chrzczony w zupełnie innym miejscu na rzecze Jordan, ale jakie to ma znaczenie, czy 2 czy 3 km dalej… Dla tych wiernych taki chrzest był ogromnym przeżyciem duchowym, dla niektórych pewnie odnową duchową, być może powrotem do korzeni…

rzeka Jordan

Yordanit, miejsce chrztów

Ten dzień spędziliśmy pieknie, ciekawie. Czekał na s powrót do krzykliwego i pachnącego falafelami Nazaretu, gdzie…paliliśmy fajkę wodną i gdzie kupiłam pączki z dżemem owocowym i cukrem pudrem!!!! To była prawdziwa frajda móc opychać się moimi ulubionymi słodyczami…w Nazarecie 🙂

Następnego dnia czekała nas prawdziwa gratka- podróż do miasta miast, Jerozolimy.

cdn.

—–WESOŁYCH ŚWIĄT—–


Składam wszystkim moim Czytelnikom serdeczne i ciepłe życzenia zdrowia, radości i pomyślności. Niech te świeta Bożego Narodzenia upłyną Wam w atmosferze spokoju i miłości, a Nowy Rok niech przyniesie nam wszystkim spełnienie marzeń i zamierzonych celów. Dziękuję za Waszą obecność i miłe komentarze. Pozdrawiam serdecznie!

52. Tam, gdzie wszystko się zaczęło. Nazaret.


Po rozczarowaniu pobytem w Hajfie bardzo miło zaskoczyło nas kolejne miasto-przystanek na naszej trasie: Nazareth, czyli miasto, w którym według chrześcijan wszystko się zaczęło:-)

Nazaret jest największym miastem regionu Galilea i obok Tyberias najważniejszym punktem wycieczki po tym pięknym regionie. Nad miastem króluje Bazylika Zwiastowania z ogromną ośmiokątną kopułą i grotą w środku kościoła, w której to grucie nawiedził Maryję anioł zwiastując jej dobrą nowinę. Można podejść do niej z bliska, jest to naprawdę wzruszające miejsce, baaaardzo stare, to właściwie ruiny jakiejś starożytnej budowli nad którymi zbudowano ogromny kompleks kościelny. Wnętrze groty jest pięknie oświetlone świeczkami, ozdobione kwiatami. Pierwszego wieczoru po naszym przyjeździe poszliśmy na procesję ze świecami właśnie do bazyliki, na której spora grupa pielgrzymów z różnych krajów modliła się do Maryi. Ta modlitwa wywarła na mnie ogromne wrażenie, szczególnie cząstki różańca odprawione po arabsku i hebrajsku; to dziwne słyszeć chrześcijańską modlitwę w tych językach. Spotkaliśmy także dużą grupę pielgrzymów z Polski, z którymi razem modliłam się w ojczystym języku. Było wzruszająco móc odmawiać różaniec po polsku, ze świecami, ciemną nocą i to w Nazarecie!

Na procesji w bazylice

Grotto

Warto dodać, że wspomniana bazylika jest największą na Środkowym Wschodzie. Wewnętrzny plac kościelny jest ozdobiony kilkunastoma mozaikami przedstawiającymi Matkę Boską, tym najciekawszym zrobiłam zdjęcia. Jest oczywiście mozaika z Polski i kilka z Hiszpanii.

Mieszkańcy miasta to w większości Żydzi, aczkolwiek stara dzielnica miasta jest arabska, stąd nieodłączną częścią życia tutaj są stragany, targowiska (souk), uliczne stoiska z żywnością, sklepy z kebabami, falafelami itp. Miasto noca ożywa, słychać wszędzie przekrzykujących się arabskich handlarzy, muzykę puszczaną na cały głos z głośników wystawionych na ulicy oraz nawoływania muzeinów do modlitwy. Nasz hotel, Fauzi Azar Inn, który zarezerwowaliśmy przed wyjazdem (to nasza pierwsza podróż z rezerwacją noclegu!!!!) okazał się strzałem w dziesiątkę i chociaż spaliśmy w wieloosobowym pokoju na piętrowych łóżkach, to bardzo nam się podobało, spotkaliśmy wielu ciekawych ludzi, każdy opowiadał co widział i co zamierza jeszcze zobaczyć, wymieniliśmy się doświadczeniami i było naprawdę sympatycznie. Obsługa hostelu bardzo uprzejma, miła i można było częstować się herbatą, kawą, wodą mineralną a nawet ciastem, które pieką codziennie dziewczyny z recepcji. Dla bardziej wymagających w hoteliku znajdują się też pojedyncze ale już drogie pokoje, które stały puste myślę że nie tylko ze względu na cenę , ale też że względu na to, że nie ma w nich tego klimatu tworzonego przez obieżyświatów, pielgrzymów. Przepiękny pałacyk-ryad Fauzi Azar znajduje się w centrum starego miasta, 5 min. od bazyliki, w sercu arabskiego targowiska i stąd czasem w nocy budziły nas hałasy dobiegające z zewnatrz, ale to też część uroku mieszkać właśnie w centrum miasta, które nigdy nie śpi, Nazaretu.

Fauzi Azar Inn

Miasto jest drugim najbardziej uczęszczanym przez pielgrzymów miejscem, zaraz po Jerozolimie. Oprócz bazyliki nie ma w Nazarecie jakichś szczególnych obiektów do zwiedzania; w przewodniku polecono Fontannę Maryi, ale obiekt ten okazał się kompletną klapą w postaci brzydkiego betonowego bloku z kranem bez wody, na dodatek oszpeconym przez graficiarzy. Warto natomiast spacerować po mieście, posłuchać jego zgiełku, sprobować kuchni arabskiej, oczywiście słodyczy i podyskutować z handlarzami. Można wejść do meczetów, także do pięknego i polecanego w przewodnikach Białego Meczetu, ale tylko na krótko i w przerwach między kolejnymi modlitwami.

W kolejnym wpisie Galilea, czyli gdzie woda zamieniła się w wino:-)

cdn.

51. Miało być izraelskie Beverly Hills, była…Haifa. Akko.


Do Haify dotarliśmy pociągiem z lotniska w  Tel Avivie wcześnie rano i zastaliśmy oczywiście miasto jeszcze śpiące, ale juz rzuciła nam się jego jedna cecha w oczy: miasto jest brudne. Wszędzie widać porozrzucane śmieci, odpadki, wałęsające się koty a nawet bezpański królik czy zając stanął nam na drodze. Wysiedliśmy na dworcu znajdującym się w dzielnicy portowej, a jakie są dzielnice portowe i dworce oraz ich okolice wszyscy wiemy, ale nieporządek panował także na ulicach już dalej położonych, w dzielnicach normalnych, mieszkalnych. Witryny sklepowe brudne, domy odrapane, myśleliśmy, że, kurcze, to nie do tej Haify dojechaliśmy co trzeba, bo przecież miało być izraelskie Beverly Hills… Nie wiem, jakie jest amerykańskie Beverly Hills, ale wyobrażam je sobie zupełnie inaczej niż to, co zobaczyłam w pierwszy dzień w Haifie. Nasz hotel Eden zarezerwowany wczesniej przez internet na 1 noc (dzięki Bogu) okazał się być starym i obskurnym hotelikiem o wygórowanych cenach, ale że byliśmy bardzo zmęczeni, po nieprzespanej nocy (podróż z przesiadką w Rzymie trwała w sumie kilkanaście godzin i wylądowaliśmy na Ben Gurion o 3 w nocy) i z tobołami na plecach, postanowiliśmy nie szukać o 6-tej rano innego noclegu. Przywitał nas starszy pan, Argentyńczyk od kilkunastu lat mieszkający w Haifie i zakochany w historii Żydow i judaizmie, który urzędował w obklejonej zdjęciami gołych bab maleńkiej kanciapie i który od samego początku przekonywał nas, że warto było przyjechać do Haify…

oto Haifa i bezpański królik…

…a to piękniejsze wydanie miasta

Miasto jest trzecim po Tel Avivie i Jerozolimie miastem w Izraelu, ma największy w kraju port, jest centrum przemysłowym kraju (co zresztą przepowiedział w 1898 twórca syjonizmu Teodor Herzl) i mieszka w nim ponad 250 tyś. ludzi 5 różnych wyznań (żydzi, muzułmanie, chrześcijanie, druzowie i bahais). O Haifie mówi się, że ¨…pracuje, podczas gdy Jerozolima się modli a Tel Aviv się bawi¨. Dawniej w regionie znajdowało się wiele winnic, stąd też nazwę góry Carmel rozpościerającej się nad miastem tłumaczy się jako winnica boska. Ta góra Carmel znana jest z obecności jaskini, w której znalazł schronienie prorok Eliasz broniący religii monoteistycznej, uciekając przed królem Ahabem. Dzisiaj jest ona świętym miejscem dla żydów, chrześcijan, muzułmanów i druzów. Druzowie to wyznawcy religii pochodzącej z Syrii i Libanu. Jest ona mniejszością islamską, odłamem ismaelskim tej wielkiej religii. Wyznają jednego boga i nazywają siebie muwahidum, czyli samotnicy. Wierzą, że należy pomagać bliźniemu oraz w reinkarnację.

W Haifie można odwiedzić piękne ogrody Bahai, rozpościerające się ze szczytu góry Carmel aż na prawie sam dół miasta i na górze można podziwiać ich schodkową budowę, złocistą kopułę ich świątyni oraz panoramę miasta. Z góry Haifa wydaje się o wiele piękniejsza. Religia Bahai ma ponad 2 miliony wyznawców i została stworzona jako alternatywa dla fanatyzmu islamskiego i skorumpowanych przywodców religijnych. Wywodzi się z Persji wieku XIX i jej główne założenia to: istnienie jednego Boga Wszechmogącego, uznanie proroków wszystkich wyznań jak Mojżesz, Zaratustra, Budda, Chrystus, Mahomet oraz ¨obecny¨prorok Baha Allah oraz wszystkich innych wysłańców Boga na ziemię, których zadaniem jest zjednanie wszystkich ludzi w imię jednej religii, która łączy a nie dzieli. Uznaje równość płci, ras, pochodzenia, praw i obowiazków. Nie ma księży ani przywodców religijnych, nie odprawia się też żadnych uroczystości religijnych.

Panorama miasta

Ogrody Bahai

Spacerując po mieście warto zajrzeć do niemieckiej kolonii, która jest jedna z dzielnic Haify i obfituje w restauracje i piwiarnie niemieckie. Kolonia została utworzona przez niemieckich templariuszy w 1869 roku w celu przygotowania tych ziem na powtórne przyjście Chrystusa.

Niemiecka kolonia w Hajfie, dzielnica Ha Moshava Ha Germanit.

Dla lubiących zakupy też coś w Hajfie się znajdzie. Na ¨górze góry¨ Carmel znajduje się wielkie centrum handlowe oraz mnóstwo nowoczesnych restauracji i kawiarni. Ja w Hajfie dostałam w sobotę rano koszerną kawę bez mleka, bo w czasie szabatu maszyny do kawy nie pracują, podobnie jak ich wlaściciele;-) ale pan się zlitował, bo mnie bolała głowa i zalał parę łyżek kawy mielonej wrzątkiem, zamieszał i przeprosił, że tylko to może mi teraz zaoferować. Kawa może i była prawdziwie koszerna, ale siekiera na pewno, a mnie się przypomniało jak u mnie w domu jeszcze do niedawna taką kawę się parzyło i piło ze wzruszeniem, hehe i nikt nie wiedział nawet że była koszerna:-)

Dzielnice położone wyżej są już bardziej cywilizowane, te położone w okolicach centrum handlowego i pięknych ogrodów Bahai już są naprawdę ludzkie, czyste, zadbane i widać że bogate. To chyba to właśnie nazywa się izraelskim Beverly Hills…

Następnego dnia pojechaliśmy pociągiem do Akko,  jednego z najstarszych w Izraelu miasteczek, oddalonego o niecałe 23 km. Ta wycieczka okazała się strzałem w dziesiątkę, bo chociaż miasteczko małe, to jest piękne, otoczone ogromnymi murami, z pięknym starym portem, kolorowymi łódeczkami i arabskimi targowiskami pełnymi różnych zapachów. W całym mieście królują wieżyczki minaretów, turkusowe kopuły meczetów. Bardzo polecam spacer po starej zabytkowej części miasta, w labiryncie uliczek, muzeów i parków. Byliśmy świadkami arabskiego weselicha i widzieliśmy, jak bawią się panie osobno, panowie osobno, wszyscy czekając najpierw na panią młodą a później na pana młodego, gwiżdżąc, śpiewając, tańcząc i odpalając petardy. Prawie się wkręciliśmy na imprezę:-) W Akko ludność jest w sporej większości żydowska, ale żyją tu też oczywiście muzułmanie i chrześcijanie. Warto zobaczyć także 2 fortece na 2 końcach miasta oraz duży i piękny meczet Al Jazzar zbudowany na ruinach katedry św. Krzyża. W jego wnętrzu w zdobionych grobowcach spoczywają Ahmad El Jazzar i jego następca Sulejman Pasza. Wielbicielom historii krzyżowców polecam wizytę w podziemnym mieście krzyżowców, która jest obowiązkową wizytą historyczną w Akko. Z powodu różnic w poziomach gruntu obecnie ruiny miasta są częściowo zasypane. Na koniec pracowitego dnia można sie udać do hammamu na gorącą arabska kąpiel z masażem, wiem co pisze, hehe! (patrz wpis o Marrakeszu i mojej przygodzie w hammamie). Dla wielbicieli słodyczy w Akko jest wiele arabskich sklepików, gdzie kupią wyśmienite, wyszukane i przepyszne słodkości!

Uliczki Akko.

Weselicho

Nadciąga pan młody:-)

„…jak widzę słodycze to kwiczę!”

Port w Akko.

Meczet Al Jazzar

cdn.

50. Jeden kraj, 4 morza! Izrael. Koszty pierwszej części wycieczki (północny Izrael i Palestyna).


Ufff, co to byla za podróż! 3 tygodnie w Ziemi Świętej i Jordanii…ale wszystko po kolei:)

Do Izraela przylecieliśmy w listopadzie, to ponoć najlepsza pora na zwiedzanie kraju, gdyż temperatura wynosi, w zależności od miejsca, od 25 do 30 stopni w dzień i kilkanaście stopni w nocy, więc nie ma męczących upałów. Masowe przyjazdy turystów z całego świata rozpoczynają się późną wiosną, trwają całe lato a także w czasie świąt chrzescijanskich jak Boże Narodzenie czy Wielkanoc. Izrael (Yisra’el, إسرائيل) to małe państwo, ma ok. 22tyś. km2 i trochę ponad 7 mln mieszkańców (nie licząc mieszkańcow terytoriów palestyńskich-Cisjordania). Języki oficjalne to hebrajski, arabski i angielski, chociaż z tym ostatnim, zwłaszcza u arabskiej części populacji może byc kłopot. W tym kraju o klimacie śródziemnomorskim znajdują się aż 4 morza! Morze Śródziemne na zachodzie, Morze Galilejskie (Jezioro Galilejskie) na pólnocy, gdzie Tyberias, Morze Martwe na wschodzie i na poludniu cieplutkie Morze Czerwone. Na poludniowym wschodzie znajduje sie Strefa Gazy, z której wojsko izraelskie wycofało się w 2005 roku. Na terytorium Izraela znajdują się terytoria palestyńskie, tzw. Cisjordania, Zachodni Brzeg, zamieszkały prawie w 100% przez ludność arabską. Te kilka procent to także Żydzi oraz wyznawcy innych religii. W obrębie Autonomii Palestyńskiej znajdują się tak ważne miasta jak Betlejem i Jerycho, stąd turyści masowo wjeżdzają do Palestyny, bez żadnych problemów czy specjalnych kontroli. Kontrola paszportów i ewentualnie wybranych bagaży ma miejsce w czasie powrotu, przy wyjeździe z Autonomii.

Herb Izraela

Podpisanie deklaracji niepodleglosci.

Tel Aviv nocą.

Historia Izraela jest bardzo skomplikowana, o samym państwie, niepodległym i oficjalnie uznanym przez większość społeczności na świecie możemy mówić od roku 1948, kiedy to ręką pierwszego szefa rządu, Bena Guriona, została podpisana deklaracja niepodległości. Pierwszym prezydentem został wówczas Jain Weizmann. Nie będę się rozpisywać o historii, bo od tego są lepsi niż ja, wspomnę tylko krótko co nastąpiło później. Ościenne kraje arabskie oczywiście nie zgodziły się z tą deklaracją i nie uznały niepodległego państwa żydowskiego, rozpoczynając tym samym wojnę. Sekretarz generalny Ligi Arabskiej, Asma Pasha powiedział wtedy, że ta wojna będzie „…eksterminacją i rzezią, o której się będzie mówić jak o rzeziach urządzonych przez Mongołów i krzyżowców”. Cel ościennych państw arabskich (Egipt, Irak, Liban, Syria, Arabia Saudyjska i Jordania) był jasny: „zepchnąć Żydów do morza”. Tych konfliktów zbrojnych było wiele, kończyły się one kolejnymi okupacjami tych czy tamtych terytoriów, na to wszystko patrzył świat, ONZ, raz za wybuch nowego konflitku obwiniano Izrael, raz Arabów i tak jest do dziś, chociaż póki co panuje tam względny spokój. Strefa Gazy jest zamknięta dla turystów, przynajmniej nam tak powiedziano. Była ona okupowana przez Izrael od 1967 do 2005 roku,  kiedy ewakuowano ze Strefy wszystkie żydowskie osiedla z ich mieszkańcami, jako część planu jednostronnego wycofania się. Izrael kontroluje przestrzeń powietrzną i granicę morską Gazy. Izraelskiej kontroli podlegają także przejścia graniczne i przepływ towarów, natomiast odpowiedzialność za sytuację wewnętrzną spoczywa na Hamasie. Efektem wieloletnich sporów i działań wojennych jest powstanie licznych organizacji terrorystycznych w Palestynie, zwanych przez Arabów „wyzwoleńczymi”, kult bohaterów narodowych jak Jaser Arafat i pełna gotowość bojowa Izraela, gdzie służba wojskowa jest obowiązkowa dla wszystkich, trwa 3 lata dla mężczyzn i o jeden rok mniej dla kobiet. Do wojska idą wszyscy od 18-go do 40-go roku życia, po odbyciu służby zasadniczej, każdy Izraelczyk (wyłączeni są z niej ultraortodoksyjni Żydzi-ci w czarnych kaftanach i kapeluszach i ich rodziny, także chrześcijanie i druzowie) ma obowiązek odbycia corocznego przeszkolenia w czasie jednego miesiąca, aż do ukonczenia 40 lat. Stąd normalnym i powszechnym widokiem na izraelskich ulicach są grupy młodzieży w służbie wojskowej, uzbrojonej po zęby w karabiny maszynowe i broń krótką, z którymi nie rozstają się nawet na moment, np. kiedy dziewczęta idą do toalety. Sama widziałam, jak wchodzą z tymi ogromnymi karabinami do ubikacji, jak z nimi przewieszonymi przez ramię poprawiają makijaż, czy jedzą posiłek… Dla nas, ludzi z zewnątrz to szokujące, dla nich to chleb powszedni. Żólnierze i tajna policja mieszają się z tłumem zwłaszcza w takich miastach jak Jerozolima, gdzie przepływ ludności wszelkiej maści jest ogromny i nieustanny. W autobusach i pociągach komunikacji miejskiej widać żołnierzy beztrosko trzymających swoje wielke karabiny (chyba to były uzi)  a cywile siedzący obok modlą się, by taki karabin przypadkowo nie wystrzelił…

Warto wspomniec o roznorodnej ludnosci w Izraelu, bo jest to mieszanka iscie wybuchowa, kolorowa i pelna smaczkow:-) Oczywiscie dominujaca grupa sa Izraelczycy pochodzenia zydowskiego (ok. 75%), Izraelczycy pochodzenia arabskiego i w mniejszosci chrzescijanie i wyznawcy innych religii. Ludnosc zydowska dzieli sie ze wzgledu na pochodzenie na:

zydow askenazyjskich (ktorzy wywodza sie z Europy, w szczegolnosci zas z panstw jak: Polska, Rosja, Niemcy i Francja, czasem tez z Ameryki) mowiacych odmiana yiddish,

zydow sefradyjskich (generalnie mozna powiedziec tych, ktorzy w 1492 roku zostali wygnani z Hiszpanii i Portugalii, ale obecnie uzywa sie tej nazwy takze dla tych, ktorzy wywodza sie z Maroka, Indii czy Grecji) oraz

zydow etiopskich (ktorzy dotarli do Izraela w czasie masowych akcji zasiedlania kraju ludnoscia z Sudanu i Etiopii, jak: Operacja Salomon w 1991 roku czy wczesniejszych, jak Operacja Mojzesz w 1984 roku i Operacja Joshua w 1985 roku). Dzisiaj licza ok. 120 tysiecy glow.

Istnieje tez podzial religijny, bardzo wazny w kraju tak roznorodnym i posiadajacym tak skomplikowana historie. W Izraelu wsrod zydow mozna wyodrebnic tych zwyklych lub laikow, ktorzy niespecjalnie sie przejmuja prawami religijnymi, ida do wojska i sa wiekszoscia w kraju, zydow ortodoksyjnych i ultraortodoksyjnych. Z odroznieniem tych 2 ostatnich grup mozna miec niemaly problem, wszyscy oni sa bardzo religijni, ubieraja sie tak samo (czarne kaftany, kapelusze, pejsy, jarmulki a kobiety bardzo skromnie ubrane w dlugie czarne spodnice i nakrycie glowy) ale wytlumaczono mi, ze mniej wiecej mozna ich odroznic po wielkosci…kapelusza! 🙂 tzn. im wiekszy kapelusz tym taki pan jest bardziej religijny, hehe. Obie te grupy religijnych zydow nie odbywaja sluzby wojskowej, za co sa szczerze nielubiani i wysmiewani przez swoich laickich pobratymcow, bo to w koncu oni sa zazewiem konfliktow. Inna grupa etniczna sa muzulmanie palestynscy mieszkajacy glownie na terytoriach Autonomii, beduini zamieszkujacy region Neguev, w koncu ok. 170 tys. chrzescijan zyjacych glownie w Betlejem i Jerozolimie oraz druzowie, czerkiesi i samarytanie; tych ostatnich na calym swiecie jest tylko ok. 600 i wszyscy zyja w Izraelu w regionie Nablusu.

Izrael jest państwem drogim, niestety wysokie ceny w hotelach i hostelach nie idą w parze z jakością. Za 60-70 euro za noc w Izraelu dostaniemy byle jaki obskurny pokoik, czasem nawet bez łazienki, lub po prostu łóżko w wieloosobowej sali. Za taką samą cenę np. w Hiszpanii możemy liczyć na skromny ale czysty i normalny pokój dwuosobowy z łazienką. Oczywiście można wyszukać także takie perełki jak hostel Fauzi Azar w Nazarecie za 15 euro/osoba/noc czy Dom Polski w Jerozolimie, ale generalnie to słabo są przygotowani na obsługę turystów. Pod tym względem powiedziałabym, że są ponad Arabami i wciąż trochę poniżej poziomu europejskiego. Jedzenie natomiast jest pyszne, świeże, dania są obfite, typowe dla regionu i kuchni żydowsko-arabsko-armeńsko-europejskiej. Wodę z kranu można spokojnie używać do picia, do mycia zębów czy owoców. Ja jednak dla świętego spokoju nie jadłam jedzenia sprzedawanego na ulicznych arabskich stoiskach.

Bardzo ważne jest, by pamiętać o święcie szabat, które zaczyna się w piątki po zachodzie słońca i kończy w soboty po zachodzie słońca. W czasie szabatu sklepy, informacje turystyczne, restauracje i inne miejsca publiczne są zamknięte, nie kursują też pociągi, autobusy, cała komunikacja miejska jest sparaliżowana. Jako że jest to święto wyłącznie żydowskie, miejsca publiczne prowadzone przez Arabow czy chrzescijan są otwarte, kursują minibusy arabskie (sherut), otwarte są targowiska, restauracje i sklepy. Taksówki kursują zawsze. Informacje turystyczne są zawsze izraelskie, stąd w czasie szabatu są zawsze zamknięte. W wielu przypadkach szabat przedłuża się do niedzieli wieczorem, kiedy to zamykają się też sklepy i restauracje chrześcijan, a kiedy w piątki zamyka się wszystko co arabskie, weekend w Izraelu jest raczej nieciekawy i trzeba tak planować podróże po tym kraju, by zawsze o utrudnieniach w tych dniach świątecznych pamiętać.

Żołnierki przy Ścianie Płaczu na przysiędze.

Wielu turystów podróżując do Izraela zamierza zwiedzać także Jordanię i inne kraje arabskie sąsiadujące z Izraelem. Należy pamiętać, że mając w paszporcie raz wbitą pieczątkę wjazdu do Izraela nie można później wjechać na terytorium Syrii, Libanu, Arabii Saudyjskiej, Iraku, Libii czy Jemenu. Można obejść taki zakaz prosząc już przy wjeździe do Izraela, by pieczątkę wjazdu przybito nie w samym paszporcie, ale na osobnej karcie, na co zazwyczaj zgadzają się strażnicy graniczni. Należy pamiętać też, że jeśli tę kartę zgubimy, to nie mając pieczątki wjazdu, nie będziemy mogli opuścić kraju. Nie ma tego problemu przy wjeździe do Jordanii, z którą Izrael jest w miarę pokojowych stosunkach. Paszport musi posiadać ważność conajmniej na 6 miesięcy do przodu i jeśli ktoś przed wycieczka do Izraela przebywał w krajach arabskich (jak np. my) to musi przygotować się na pytania dotyczące tych podróży na granicy przy wjeździe do Izraela. Nam tez zadawano takie dziwne pytania na lotnisku w Tel Avivie, bo widzieli w naszych paszportach pieczęcie krajów takich jak Egipt, Tunezja, Maroko, ale była to kontrola rutynowa, po co, kiedy, na jak długo, czy nam sie podobało i czy zamierzamy tam wrócić. Trzeba odpowiedzieć że byliśmy tam jako turyści żeby zobaczyc piramidy, czy plaże czy wymyslić inne głupstwo, ze raczej nie zamierzamy wracać itp., a znudzony urzędas da nam spokój. Przy wyjezdzie z Izraela tez pytaja o miejsca pobytu, zadaja pytania tak absurdalne jak imie dziadka ze strony matki, jak sie wymawia dany wyraz w ojczystym jezyku i inne podobne… Warto przemilczec, ze sie bylo na terytoriach palestynskich, bo jakis nawiedzony moze sie tym za bardzo przejac i zaczac wypytywac gdzie dokladnie i po co i dlaczego…Nam np. zadano pytanie w czasie jednej z wielu kontroli bagazu przy wylocie, czy wieziemy ksiazke, na co odpowiedzielismy, ze tylko przewodnik, nie pamietajac o naszym nowym nabytku do kolekcji, Malym Ksieciu w jezyku hebrajskim no i musielismy wyladowac caly bagaz, bo oni musieli zobaczyc czy rzeczywisicie jest to ksiazka i jaka to ksiazka…

Mnie kilka razy spotkały bardzo ciepłe słowa jak mówiłam, że jestem Polką, w kilku punktach kontrolnych przywitano mnie słowami: ¨z Polski? Polacy to dobrzy ludzie, witamy w Izraelu!¨ Razu jednego nawet nie musiałam pokazywać bagażu jak wszyscy, bo w paszporcie napisane jest: Polish:)) Ogólnie odnosi się wrażenie, że turyści są tu mile widziani, a sami Izraelczycy, zarówno żydzi jak i muzułmanie czy chrześcijanie są już przyzwyczajeni do ciągłych najazdów całych mas pielgrzymów i turystów. Jak mówię o pielgrzymach, to mam na myśli oczywiście wyznawców wszystkich 3 wielkich religii: do Jerozolimy, Nazaretu, Betlejem pielgrzymują chrześcijanie, do Jerozolimy i znajdującej się w niej Ściany Płaczu pielgrzymują żydzi z całego świata, a do świątyni zwanej Złotą Kopułą (Kopuła Skały) pielgrzymują muzułmanie. Szczegółowo o każdym ze świętych miejsc opowiem we wpisie o Jerozolimie, bo jest naprawdę o czym pisać! 🙂

Na lotnisku Ben Gurion w Tel Avivie kontrola paszportowa i ¨pytania¨czasem nawet w ojczystym języku podróżnego (do mnie mówiono po polsku a do Josego po hiszp.!) kończą się szybko i sprawnie i pociągiem można dostać się bezpośrednio do miasta lub jechać w inne miejsce. My pojechaliśmy bezpośrednio z lotniska do Haify, na północ od Tel Aviv, gdyż zaciekawił mnie przydomek miasta: izraelskie Beverly Hills 😉

Listę i mapę przygotował Jose.

cdn.