85. Z kamerą wśród orangutanów. Sanktuarium Semenggogh, Sarawak, Borneo.


Wycieczka do tzw. sanktuarium orangutanów była jednym z najpiękniejszych punktów naszej podróży po Malezji i Borneo. Było to spotkanie oko w oko z dziką fauną wyspy i to na dodatek fauną ekskluzywną tylko dla Sumatry i Borneo wlaśnie, bowiem tylko tam żyją na wolności te sympatyczne małpy człekokształtne. Orang Hutan w języku malajskim znaczy „leśny człowiek”, co piękne pokazuje, że tubylcy traktują te zwierzęta prawie na równi sobie.

Miejsce, w którym można je oglądać nie jest typowym rezerwatem ani żadnym zoo, jest to terytorium chronione, miejsce, w którym zostawia się im jedzenie 2 razy dziennie w postaci owoców a one, jeśli mają ochotę, to przychodzą po to jedzenie z dżungli, albo i nie. To znaczy, że są wolne i dzikie, ale znają już ludzi i nie reagują na nich paniką czy agresją. Z bezpiecznego miejsca można je oglądać godzinami, jak jedzą, bawią się, pokrzykują, tańczą na lianach i rozwieszonych sznurach przy drewnianych platformach z jedzeniem. Pozwalają podejść blisko tylko pracownikom tego „rezerwatu” , ale kiedy pojawiają się samice z małymi, trzeba być bardzo ostrożnym. Mieliśmy szczęście widzieć ich całkiem sporą gromadkę złożoną z całych rodzin, z maluszkami włącznie. Nawet byliśmy świadkami sceny miłosnej jednej parki, która oczywiście wcale się nami nie przejmowała:-) Zwierzęta te sprawiają wrażenie  rozumnych, jak patrzą na człowieka to aż ciarki przechodzą. Jeden mój znajomy miał przyjemność zrobić sobie zdjęcie w objęciach wielkiego samca orangutana i mówił potem, że to niezwykłe uczucie, jakby ta małpa wszystko rozumiała i czuła dokładnie tak samo co człowiek, czyli ciekawość, sympatię, strach. Nam nie pozwolono podejść blisko właśnie ze względu na te obecne maluszki, ale i tak bardzo nam się podobało. Orangutany w momencie zagrożenia potrafią być bardzo agresywne, co widzieliśmy na zdjęciach przy wejściu na teren sanktuarium. Przedstawiały one pokaleczone ręce, stopy, odgryzione kończyny itp…

Pierwsze karmienie ma miejsce ok.10.00 rano a drugie po południu, więc trzeba tak się wybrać autobusem lub taksówką, by być na czas, bo potem one po prostu znikają w swojej dżungli. Pojechaliśmy do Semenggogh autobusem miejskim, trochę rozklekotanym, ale jakoś dało się wytrzymać. Podróż z miasta Kuching trwała ok. 45 minut. Bardzo polecam tę wizytę, być na Borneo i nie odwiedzić orangutanów to jak być w Barcelonie i nie widzieć la Sagrada Familia…Wycieczka obowiązkowa i bardzo ciekawa. Powinno się założyć ubrania bez jaskrawych i sztucznych dla dżungli kolorów. Trzeba zachować spokój i ciszę, by nie przestraszyć zwierząt. Resztę opowiedzą po prostu zdjęcia. Miłego ogladania!!!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s