87. Śmieszne małpy z długim nosem i inni mieszkańcy Bako. Borneo.


Przepiękny rezerwat Bako na Borneo oferuje zwiedzającym takie atrakcje jak pogrążona w półmroku głęboka selwa, dzikie małe plaże, egzotyczne gatunki zwierząt i roślin. Na wyspie żyje endemiczny gatunek małp, nosacze (małpy długonose, Proboscis) tym bardziej warty zobaczenia, że obecnie zagrożony wyginięciem. Małpy te żyją w lasach deszczowych, namorzynowych, pobliżu rzek i zbiorników wodnych. Mają charakterystyczne długie nochale, u starszych samców osiągające rozmiary 10 cm, zwisające i śmiesznie kołyszące się w czasie jedzenia. Małpki te udało nam się zobaczyć zaraz po wyjściu z obozu, który znajdował się tuż przy plaży, a tam, wśród drzew, mieszkają nosacze.  Unikają ludzi, nie zbliżają się do oglądających. Polecam zabrać ze sobą lornetkę lub aparat z dużym zoomem, by móc je wygodnie oglądać. Skakały nam wysoko nad głowami, z jednego drzewa na drugie, a jeden samiec nawet zaczął na nas sikać :O hahaha.

rodzinka Proboscis: tata to ten z długim nochalem.

koło obozu w Bako

Wyruszyliśmy jednym z dłuższych szlaków, w kierunku dzikiej plaży zagubionej wśród czarnych skał. Trasa prowadziła najpierw przez dżunglę w wersji light, tzn. otwartą, słoneczną i kolorową. Po kilku kilometrach roślinność zaczęła się zagęszczać, robiło się coraz bardziej ciemno i głośno, aż w końcu znaleźliśmy się sami samiutcy w środku hałasującego lasu. Ten hałas powodowały wszelakie owady, zwłaszcza wielkie brązowe cykady a ja miałam wrażenie być na planie jakiegoś horroru 🙂 Jak się ruszaliśmy, to owady wokół nas cichły, jak się zatrzymywaliśmy w bezruchu, odzywały się na nowo. Dźwięk ich „śpiewu” był naprawdę nieprzyjemny, jakby odgłos piły elektrycznej i drapania widelcem po talerzu naraz… Potem znów wyszliśmy na otwartą przestrzeń, gdzie po podłożu pełzały małe cienkie wężyki z czerwoną główką. Było straszliwie gorąco. Maszerowaliśmy w bardzo lekkich ubraniach z długimi rękawami i z zakrytymi nogami chroniąc się przed komarami. Pociliśmy się niemiłosiernie, ja byłam po prostu cała mokra, od stóp do głowy, ubrania mogłam później wykręcać. To było bardzo uciążliwe i wróciliśmy do obozu naprawdę zmęczeni. Najgorsze było to, że kiedy nosiliśmy koszulki z krótkimi rękawami i szorty a ciało psikaliśmy repelentami, pociliśmy się dokładnie tak samo…to jedyny minus tej wycieczki. Wilgotność i upał nie do zniesienia.

Mnie szczególnie podobały się liczne rośliny owadożerne rosnące na całej trasie, głównie dzbaneczniki. Nie włożyłam palca do środka, żeby zobaczyć czy raczej poczuć co się stanie, hehe. Pewnie nic, bo nie jestem owadem. Widzieliśmy sznur mrówek, które przenosiły „towary” z jednego mrowiska oddalonego o kilkadziesiąt metrów do drugiego. Niedaleko obozu spotkaliśmy nawet wielkiego gada jaszczura, chyba warana.

Wychodząc wcześnie rano zostawiliśmy obóz „na sucho” a po powrocie prawie cały jego teren był zalany wodą (przypływ) :/ Pod drewnianymi platformami-ścieżkami pojawiły się całe stada krabików i owadów. Na werandzie naszego bungalowa czekały na nas znudzone makaki.

cdn.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s