91. Pulau Pangkor.


Zmęczeni gorącem Borneo polecieliśmy  z powrotem do Kuala Lumpur i stamtąd tego samego dnia pojechaliśmy autobusem na północ od stolicy, do miasta Ipoh. W autobusie było straszliwie zimno a kierowca pomimo naszych próśb i gróźb nie chciał przykręcić ani trochę klimatyzacji. Jechaliśmy więc wszyscy w swetrach i przykryci zasłonami w oknach…Kiedy po raz kolejny poprosiliśmy go o podniesienie temperatury, zaczął na nas krzyczeć, żebyśmy dali mu święty spokój. I ja narzekam na stresującą pracę!

Ipoh jest wielkim i brzydkim miastem, udaliśmy się tam tylko dlatego, że to dobry punkt wyjściowy do kontynuowania podróży po kraju ze względu na położenie i połączenia z resztą Malazji. Postanowiliśmy jechać do Lumut na wybrzeżu i stamtąd płynąć na maleńką wysepkę Pulau (Island) Pangkor. W Lumut trzeba dostać się do portu (jetty), gdzie cumują motorówki i małe stateczki. Podróż na wyspę Pangkor trwa ok. 40 minut.

na tarasie naszego domku

drugi z prawej domek to „nasz”

Wyspa (Pulau) Pangkor jest malutka, można w godzinę objechać ją całą wypożyczonym motorem lub autkiem. Porządne i nieliczne hotele są drogie i bez wcześniejszej rezerwy ciężko jest coś złapać w ostatniej chwili. My jak zwykle nie rezerwowaliśmy hotelu na zapas, bo chcieliśmy swobodnie podróżować z jednego miejsca do drugiego, bez przymusu bycia tam i tam, tego i tego dnia. Dlatego trafił się nam hotel w postaci domków na plaży, który tylko z zewnątrz świetnie się prezentował, w środku trochę badziewny. Miał jedną ogromną zaletę: znajdował się na samiutkiej plaży z białym piaskiem i mieliśmy cały domek dla nas. Byliśmy o jakieś 10 minut specerkiem od tzw. centrum rozrywkowego, czyli głównej ulicy ze straganami, sklepikami, stoiskami z jedzeniem etc. Generalnie na wyspie warto obejrzeć plaże, wynająć kajak, motorówkę, sprzęt do nurkowania i podziwiać przyrodę. Bogacze mogą rezerwować luksusowe domy nad wodą za cenę od kilku tysięcy euro w górę/noc ze wszystkimi luksusami na znajdującej się obok wysepce Pangkor Laut, którą widać z Pangkor. Na tej wysepce właśnie spędzał swoje wakacje Luciano Pavarotti. Odkryliśmy małą plażę wśród skał, gdzie nie było tłumów, tylko kilku tubylców i dlatego mogliśmy w spokoju się nią cieszyć. Woda miała tam kolor szmaragdowy, można było posnorkować do woli. Za naszymi plecami rozciągała się dżungla. Nie dałam się przekonać na spróbowanie lokalnych potraw z ulicznych barów, gdyż wyglądały mi na brudne i jedzenie w nich serwowane nie dodawało mi apetytu. Byłam w stanie zjeść jedynie obiady w jednej restauracji, gdzie podawano jedzenie europejskie i gdzie starałam się nie zaglądać do kuchni ani nie patrzeć na ręce kelnerom… Uderzyło nas, że ludzie nie byli zbyt mili dla turystów, jakby byli nimi zmęczeni. W drodze powrotnej do Lumut i później do Ipoh zastała nas silna burza i wiatr, ale na szczęście nie przeszkodziło nam to w powrocie stateczkiem na ląd. I znów znaleźliśmy się w brzydkim Ipoh, znów tylko po to, by przespać noc, a następnego dnia mieliśmy jechać do ostatniego przystanku naszej wycieczki po Malezji, Cameron Highlands.

„nasz” szmaragdowy zakątek

snorking 🙂

rybacy

Luksus z Pangkor Laut

cdn.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s