Następnego dnia po przylocie na wyspę spakowaliśmy tobołki i popędziliśmy na plażę, którą widzieliśmy z tarasu naszego apartamentu. Zanim doszliśmy nad wodę, spacerowaliśmy po wydmach Maspalomas, znanej atrakcji turystycznej wyspy. Przez chwilę mogliśmy się poczuć jak w gorącej Północnej Afryce, brakowalo tylko karawany na horyzoncie.

Po wypstrykaniu chyba ze 100 zdjęć na każdej ¨górce¨, poparzeniu stóp na gorącym piasku, ruszyliśmy pędęm do wody. Plaże przy Maspalomas są rozlegle, wygodne, oczywiście bezpłatne i można się rozłożyc tuż przy wodzie albo ciut dalej od brzegu, wśród maleńkich piaskowych pagórków. My poszliśmy od razu na plażę nudystów, żeby bez ograniczeń radować się słońcem, ciepłem, spokojem i prywatnością. Plaża była pełna zagranicznych, głównie starszych turystów, nie było więc dzieci i stąd panował tu nieziemski spokój i cisza. Słyszeliśmy tylko szum fal i wiatr tańczący na wydmach.

e3472277-ab35-4ad0-9dc1-fa5c05e18330.1.10

FullSizeRender 15

Codziennie przychodziliśmy opalać się, kąpać, grać w rakietki wodne i w końcu poznaliśmy stałych i interesujących bywalców plaży, jednego z nich nazwaliśmy Baywatch, bo przez cały dzień, 5, 6, 7 godzin, tyle ile my tam byliśmy, przez wszystkie dni, ten starszy pan po prostu stał koło swojego ręcznika i… patrzył. Patrzył, obserwował wszystko wokół, nie był żadnym nachalnym zboczeńcem oglądającym gołe baby, nikomu nie przeszkadzał, tylko sobie patrzył, głównie w stronę morza, w pozycji typowej dla ratownika, z rękoma opartymi na biodrach, lekko przechylony do tyłu, w czapce z daszkiem… Oprócz takich sympatycznych bywalców plaży niestety pojawiali się ci nachalni, którzy czaili się gdzieś za wydmą, za krzaczkiem i nas obserwowali. Jeden nawet był taki bezczelny, że podszedł do nas i siadł naprzeciw nas, jakieś 3m od nas i gapił się na mnie dosłownie cały czas. W momencie się ubrałam a Fer prawie dostał szału i kiedy wstawał, by w końcu zapytać gościa o co chodzi, ten uciekł. Nachodził nas jeszcze parokrotnie, ale już nie tak blisko. Po 2 dniach się stracił widząc, że nic ze mną nie wskóra.

inselrundfahrt-gran-canaria-8

Playa.del.Inglés.original.22247

Wieczorem chodziliśmy po okolicy Playa del Ingles, jeździliśmy wypożyczonym autkiem do supermarketów Dino, jedliśmy kilogramy słodkich arbuzów, piliśmy zimne piwko Dorada wieczorkiem na naszym tarasie patrząc na zasypiającą plażę. To, co nas zaskoczyło, to wygląd i raczej niski poziom sklepów, restauracji, barów etc i hałaśliwe grupy głównie angielskich i niemieckich turystów. Czytaliśmy wcześniej o wspaniałych pięciogwiazdkowych hotelach, luksusowych sklepach i restauracjach i byliśmy zdziwieni, bo wokoło tego nie było. Nie było, bo jeszcze tego nie odkryliśmy, hahaha 🙂

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s