Rok 2013 na moim blogu. Dziękuję serdecznie za wszystkie odwiedziny i komentarze!!


 

„The concert hall at the Sydney Opera House holds 2,700 people. This blog was viewed about 31,000 times in 2013. If it were a concert at Sydney Opera House, it would take about 11 sold-out performances for that many people to see it”.

„Koncert w operze w Sydney morze jednorazowo obejrzeć 2,700 osób. W 2013 roku ten blog był odwiedzany ok. 31.000 razy, to znaczy mniej więcej tyle, ile osób wzięłoby udział w 11-tu przedstawieniach  w tejże operze przy całkowicie zapełnionej sali”

Click here to see the complete report. Kliknij, by zobaczyć pełny raport (ang.)

Życie ludzkie i środowisko ceną za dobrobyt państw uprzemysłowionych. Ile naprawdę kosztuje baryłka ropy naftowej?


Ropa naftowa już jakiś czas temu stała się towarem deficytowym, wciąż jednak tak samo pożądanym, bo to własnie dzięki niej jest mozliwe utrzymanie standardu życia w krajach uprzemysłowionych na takim poziomie jak dotychczas. Dzięki ropie i jej pochodnym możemy jeść, ubrać się, przemieszczać, leczyć, bawić się i kupować, konsumować itd. Wszystko zawdzięczamy ropie naftowej, surowcowi, który tworzy się w ciągu milionów lat, a ludzkość była w stanie wykorzystać większość jej pokładów w ciągu zaledwie trochę ponad 150 lat! Z roku na rok jest jej coraz mniej, jest coraz droższa a ryzyko związane z jej pozyskaniem jest coraz większe, gdyż obecnie jej największe pokłady znajdują się na terenach najbardziej niestabilnych politycznie i gospodarczo jak środkowa Azja, Afryka, Zatoka Perska. Jej posiadanie będzie kosztować jeszcze więcej istnień ludzkich, jednym przyniesie ogromne pieniądze a drugim zniszczenie środowiska, głód, wojnę. Mnie zszokowały dwa przykłady chęci zdobycia tego surowca za wszelką cenę i nie licząc się z potrzebami środowiska, jego ochroną i zdaniem ludzi tam mieszkających. Pierwszym z takich miejsc jest Ekwador.

W 1964 roku w Ekwadorze potężny amerykański koncern Texaco rozpoczął odwierty na terenie dziewiczej dżungli amazońskiej w poszukiwaniu ropy naftowej. W przedziale czasu od 1964 roku do 1992 roku wydobyto tam ok. 4 miliardów litrów ropy naftowej. Texaco stało się idealnym przykładem giganta przemysłowego, który wkracza na teren kraju nie mającego pojęcia o tym, jak zachować się w obliczu takiego „najazdu”, jak pokierować robotami na obszarach tak delikatych ekosystemów jak selwa, jak ochronić zarówno jej rodowitych mieszkańców jak i miejscową faunę. Ekwadorski rząd nie zdołał wymusić na kierownictwie Texaco umowy o chronie środowiska. Amerykanie zaczęli masowy wyrąb lasu deszczowego, wybudowali kilometrowe ropociągi, platformy wiertnicze i najspokojniej w świecie zaczęli wydobywać ropę. Przed inwazją Texaco, nikt tam wcześniej nie wydobywał ropy naftowej. Gigant naftowy stał się pierwszą firmą, która zaczęła rozbudowywać infrastrukturę w kraju. Przywieźli ze sobą też dolary i pracę dla miejscowych. Texaco zdecydowało się na stary, niepraktykowany już w innych krajach sposób wydobycia czarnego złota. Był on tańszy , szybszy, nie trzeba było martwić się ani o koszty ani o miejsce utylizacji odpadów wtórnych. Chodzi o to, że podczas wydobycia z ziemi surowca powstają 2 „frakcje” : czysta, surowa ropa naftowa, która jest potem wykorzystywana w przemyśle i druga „frakcja”, czyli toksyczne wody, odpady, zawierające ok. 2% ropy. Tę część się odrzuca, utylizuje w taki sposób, by nie była ona szkodliwa dla środowiska i ludzi. W Ekwadorze te toksyczne odpady nie zostały zneutralizowane lecz wpuszczone bezpośrednio do amazońskich rzek. Odpady zawierają dziesiątki substancji trujących, w tym także najsilniejsze znane kancerogeny, czyli związki bezpośrednio powodujące różne nowotwory. Miejscowe rzeczki i jeziora zamieniły się w czarne, śmierdzące bagna pokryte smolistą masą. Nad lasem unosiły się opary z tych bagien i dym z palących się resztek ropy i gazu. Trucizna znalazła się w wodzie gruntowej wykorzystywanej przez plemiona indiańskie do picia, mycia się i uprawiania ziemi. Rakotwórcza trucizna znalazła się w wodach, w których bawią się dzieci i piorą ubrania ich matki. Dzieci wyławiały z nich martwe zwierzęta. Do amazońskich rzek Texaco wlało ponad 70 miliardów litrów toksycznej wody! Jest to największa katastrofa ekologiczna znana dotychczas, która miała miejsce przy wydobyciu ropy naftowej. Najbardziej skandaliczne jest to, że cały ten proces miał za zadanie zaoszczędzić ogromne sumy pieniędzy przeznaczone na ochronę środowiska i odpowiednią utylizację odpadów. Pieniądze zaoszczędzono kosztem środowiska naturalnego i ludzi zamieszkujących tamte tereny, tubylcze plemiona indiańskie. Narażono świadomie tysiące istnień ludzkich na przewlekłe, nieuleczalne choroby, cierpienie i powolną śmierć. Narażono świadomie ludzi biednych, nieznających swych praw i nie wiedzących jak się bronić. Wykorzystano bezradność, niewiedzę i skłonność do korupcji rządu w dopiero co rozwijającym się kraju. Bezradni Indianie Achuar zaczęli protestować i domagać się naprawy szkód. Organizowali się w grupy i z wielkimi transparentami z napisami „justicia” (sprawiedliwość) usiłowali bronić swoich praw. Jednak problem pozostawiono samym poszkodowanym, zatrute rzeki i czarne bagna, trujące opary i puste metalowe pojemniki na ropę. Szkody są nieodwracalne. Ludzie już chorują na raka i taka sytuacja będzie miała miejsce przez następne dziesiątki lat i pokoleń.

W Nigerii w latach 90-tych mamy do czynienia z wydobyciem ropy naftowej połączonej z przyzwoleniem na łamanie praw człowieka, korupcję na gigantyczną skalę i zubożenie już i tak jednego z najbiedniejszych narodów Afryki. Tutaj rząd jest częścią potężnej machiny do robienia pieniędzy a zwykli obywatele są tylko pionkami przestawianymi na szachownicy w grze prowadzonej przez holenderską Shell i reżim wojskowy będący u władzy w Nigerii. Wydobycie surowca na ogromną skalę przyczyniło się do zubożenia i prawie eksterminacji ludności z regionu delty Nigru poprzez masowe i niekontrolowane zanieczyszczenie środowiska i wywłaszczenie mieszkańców. Potentaci naftowi prowadzili swoje interesy za jawnym i sowicie opłacanym przyzwoleniem wojskowych. Autorka książki „Paradoks obfitości”, Terry Lynne Karl, twierdzi, że biedne regiony świata obfitujące w ropę zamiast rozwijać się i bogacić na jej wydobyciu i sprzedaży, jeszcze bardziej ubożeją przez korupcję, łamanie praw człowieka, bogacenie się wąskiej grupy elit rządzących, ciągłe konflikty interesów i niekończące się konflikty zbrojne. Twierdzi ona, że te kraje mają wyższy odsetek ludzi niedożywionych, żyjących w skrajnej nędzy, wyższy odsetek umierających noworodków niż kraje nieposiadające znacznych ilości jakiegoś surowca. Na tym polega właśnie zaobserwowany na świecie i omawiany przez nią paradoks. Takim krajem jest też Nigeria, która od lat 60-tych żyje z wydobycia ropy i zamiast się rozwijać, ubożeje i w której ogromny odsetek ludności żyje za mniej niż 1 dolara dziennie! W czasach największego wydobycia ropy w kraju ponad 70% ludności żyła i żyje do dziś w skrajnym ubóstwie! To 70 milionów obywateli! Wielkie korporacje przemysłowe wydobywające tu ropę zdewastowały okoliczne rzeki i jeziora, zamieniając je, podobnie jak w Ekwadorze, w cuchnące bagna. Nie ma ryb, nie ma zwierząt, wody gruntowe są zatrute a z nimi żywność, której coraz bardziej brakuje. Powietrze jest zanieczyszczone. Historia się powtarza. W odpowiedzi na tę bezkarną dewastację środowiska i łamanie praw człowieka miejscowy pisarz i poeta, Ken Saro-Wiwa pochodzący z plemienia Ogoni zamieszkującego zniszczone tereny delty rzeki Niger zorganizował masowe protesty tubylców i blokady robót przy odwiertach. Domagał się sprawiedliwości i odszkodowań za poniesione straty oraz zaprzestania działalności Shell. Mówił on: „Ogoni są plemieniem rolników i rybaków, od wieków żyli oni na żyznych terenachw delcie Nigru. Shell wykrył tam pokłady ropy w 1958 roku. Teraz te tereny się niszczy, truje ryby i zwierzęta, zanieczyszcza wodę. Umierają ludzie a środowisko naturalne ponosi nieodwracalne straty. Ten region ma największe zagęszczenie ludności w całej Afryce”. Ken przekonał ludność Ogoni do walki o swoje prawa, protesty stały się coraz głośniejsze i coraz bardziej przeszkadzały zagranicznym wydobywcom ropy. Ogoni byli na tyle skuteczni, że kierownictwo Shell’a zwróciło się do rządu nigeryjskiego o pomoc w złagodzeniu protestów i przywróceniu normalnego rytmu pracy przy odwiertach. Determinacja w walce o prawa ludności delty Nigru zwróciły uwagę całego świata na Kena Saro-Wiwę, który stał się symbolem oporu bezbronnej mniejszości wobec naporu bezdusznych gigantów przemysłu naftowego. Prowadził swoją walkę pokojowo, bez przelewu krwi. W roku 1994 sporządzono tajny dokument, na mocy którego rząd Nigerii miał wziąć sprawy protestów w swoje ręce i zobowiązał się do przywrócenia koncernowi Shell normalnych warunków pracy. Niedługo potem rozpoczęła się pacyfikacja wiosek Ogoni, rzeź protestujących, a sam Ken Saro-Wiwa został schwytany i skazany na śmierć. Mimo międzynarodowych protestów w obronie pisarza, wyrok wydany na niego w nielegalnym procesie został wykonany 10-go listopada 1995 roku. Przedstawiciele Shell pozostali niewzruszeni na prośby obrońców praw człowieka. Pieniądz po raz kolejny okazał się silniejszy od zwykłych ludzkich uczuć.

Rozpoznawany na całym świecie znaczek Shell: żółto-czerwona muszelka.

Ken Saro-Wiwa

Nasz dobrobyt zależy od ropy naftowej. Miejmy na uwadze skąd ona pochodzi i jaką cenę się płaci za jej wydobycie. Często tą ceną jest życie ludzkie.

———————Wesołych Świąt i Szczęśliwego Nowego Roku 2012!!!————-


Drodzy Czytelnicy, pragnę złożyć Wam i Waszym Rodzinom najserdeczniejsze świąteczne życzenia zdrowia, radości i miłości. Niech spełnią się Wasze marzenia i noworoczne życzenia. Wesołych Świąt!!

!

P.s. Już wkrótce nowe wpisy z podróży po Malezji i Borneo, Singapurze. Zapraszam!

——Polowanie na Friedmanów, czyli jak szanowany profesor z dnia na dzień stał się potworem———


Opowiadana przeze mnie historia wydarzyła się w Stanach Zjednoczonych pod koniec lat 80-tych. Rodzina Friedmanów była jedną z wielu dobrze sytuowanych i szanowanych rodzin w miasteczku Great Neck, na półwyspie Long Island. Głowa rodziny, Arnold był muzykiem i nauczycielem informatyki. Cichy, ułożony i grzeczny starszy pan, bardzo szanowany w okolicy. Jego żona Elaine, matka 3 synów nigdy nie radziła sobie z nadmiarem testosteronu w swoim domu, była osamotniona, wręcz pogardzana przez synów, nieszczęśliwa. Kluczową rolę w tej historii odegrał najmłodszy syn Jesse wraz ojcem, a fakty w postaci wywiadów i domowych filmów video poznał świat dzięki między innymi współpracy najstarszego syna, Davida. Średni syn Seth nigdy nie chciał się wypowiadać na temat zdarzenia.

Rodzina Friedmanów

Jesse

Arnold

W roku 1988 miejscowa policja przechwyciła przesyłkę z Holandii adresowaną do Arnolda Friedmana. Według policyjnych informatorów przesyłka ta zawierała materiały z pornografią dziecięcą. Przebrany za dostawcę policjant dostarczył Arnoldowi przesyłkę poleconą, a kilka godzin później ten sam policjant z asystą zapukał do drzwi Friedmanów z nakazem przeszukania domu. Początkowo ojciec wszystkiemu zaprzeczył, udawał, że nie wiedział o jaką przesyłkę chodzi, ale wcześniej przebrany za kuriera policjant odświeżył mu pamięć. Rodzina była w szoku. Okazało się, że w domu Friedmanów znajdował się cały stos gazet pornograficznych o treści homoseksualnej i pedofilskiej, na dodatek ułożonych obok telewizora w salonie… Zaczęło się przesłuchiwanie Arnolda, podczas którego śledczy dowiedzieli się, że profesor daje prywatne lekcje informatyki w swoim gabinecie w piwnicach posiadłości Friedmanów. Na liście uczniów znajdowały się dziesiątki małoletnich chłopców. Prawdziwy dramat zaczął się, kiedy wodzeni przeczuciem policjanci zaczęli rozmawiać z uczniami Friedmana o tych lekcjach informatyki w jego domu. Okazało się, że w czasie zajęć dochodziło do aktów homoseksualnych między nauczycielem a uczniami, według relacji domniemanych ofiar te akty miały miejsce w czasie wszystkich lekcji, niektóre były bardzo brutalne, niektóre zabawne, z użyciem pornograficznych gierek na komputerze. Podobno chłopcy bawili się z profesorem w „przeskakiwanego”, tzn. rozbierali się do naga, klękali z rękami opartymi na podłodze i pupą wystawioną do góry a profesor i inni chłopcy przeskakiwali z jednego chłopca na drugiego, kopulując z każdym po kolei. Mówimy o 13-15 letnich uczniach. Dodatkowym horrorem okazał się fakt, że w „lekcjach” ojcu pomagał syn Jesse i że to on według ofiar wykazywał się szczególnym okrucieństwem w czasie aktów sodomistycznych. Jesse miał wtedy 18 lat. W miasteczku Great Neck zaczęły rozgrywać się dantejskie sceny. W czasie przesłuchań uczniów wyszło na jaw, że praktyki te trwały przez cały rok szkolny, na wszystkich lekcjach, mimo to uczniowie w komplecie zapisywali się na kolejny rok nauki u tego samego profesora. Wśród przesłuchiwanych znaleźli się też i tacy, którzy wszystkiemu zaprzeczyli i byli zupełnie zdziwieni zeznaniami kolegów.

W rodzinie Friedmanów zawrzało. Matka Elaine od samego początku zdystansowała się do sprawy, chociaż pytana po latach, mówiła, że podejrzewała męża o dziwne ciągoty, ale była zszokowana tym, że to naprawdę mogło mieć miejsce. Nigdy nie przyszło jej do głowy sprawdzić , co działo sie w gabinecie męża podczas lekcji, bo nie zauważyła niczego podejrzanego. Nigdy nie stanęła po żadnej ze stron, ani oskarżonych męża i syna, ani domniemanych poszkodowanych. Była za to znienawidzona przez synów, którzy obwiniali ją, że nie chciała wesprzeć swoich bliskich oskarżonych o tak makabryczne przestępstwo. David (najstarszy syn) od początku zaprzeczał wszystkiemu, bronił ojca i brata i obarczał matkę za rozpad rodziny i brak wsparcia. Społeczność Long Island wymierzyła symboliczny lincz całej rodzinie. Zaczął się dramatyczny proces ojca i syna. Dziesiątki aktów oskarżenia o molestowanie seksualne nieletnich ze szczególnym okrucieństwem, posiadanie pedofilskich materiałów. Na początku procesu Arnold i Jesse utrzymywali, że są niewinni. Śledczy opierali się tylko na zeznaniach uczniów. Nie było żadnych fizycznych dowodów molestowania, żadnych wyników obdukcji lekarskich poszkodowanych. Jeden z uczniów stwierdził, że udało mu się wykraść z lekcji jeden z twardych dysków z pornograficznymi grami, ale profesor zorientował się i kazał dysk zwrócić. Proces stał się skandalem w mediach i horrorem dla rodziny, która zaczęła się rozpadać. Od początku wydarzeń Friedmanowie kręcili domowe video, by móc relacjonować swoje spostrzeżenia na temat całej sprawy, by uwiecznić na niej ojca i brata, którym groziło wieloletnie więzienie. Na tych amatorskich filmach widać kompletną destrukcję i tak już wcześniej nadszarpniętej rodziny, która jeszcze rok wcześniej uchodziła za szanowaną, żydowską praktykującą jednostkę w Great Neck. Wstrząsające jest widzieć na tych filmach milczącego i zniszczonego psychicznie ojca, trzech synów udających, że nic się nie stało i broniących ojca oraz zdegradowaną do pozycji służącej i kucharki matkę, którą dzieci obwiniają za brak solidarności z rodziną.Słychać kłótnie i płacz matki.

Na początku procesu Arnold i Jesse utrzymywali, że są niewinni, ale groziło im poważnie do 30 lat więzienia. Po kilku miesiącach przesłuchań prawnicy obu zaproponowali układ, w którym Arnold miał przyznać się do winy, by uratować od wieloletniego więzienia syna. Jesse miał się też przyznać, że jako dziecko został zgwałcony przez ojca i był zmuszany do molestowania uczniów na lekcjach informatyki. Społeczństwo amerykańskie już wydało wyroki skazujące. Ale właściwie na jakiej podstawie?? Arnold był pedofilem i zbokiem, to na pewno, był w posiadaniu materiałów pedofilskich i pornograficznych, sam pod koniec śledztwa przyznał się do stosunków homoseksualnych z młodszym bratem kiedy byli dziećmi i do obcowania z dwoma chłopcami w wieku dorosłym. Brat Arnolda zaś wszystkiemu zaprzeczył i do końca wierzył w niewinność Arnolda. Ale czy to czyni go odpowiedzialnym za kilkaset brutalnych aktów przemocy wobec nieletnich uczniów w czasie zajęć w jego domu? Czy normalny molestowany (czyt. gwałcony i chyba cierpiący uczeń) zapisuje się na kolejne lata na lekcje u tego samego profesora? Czy jest możliwe, by rodzice poszkodowanych nigdy niczego nie zauważyli, kiedy te domniemane przestępstwa trwały przez tak długi czas? Czy jest możliwe, aby żaden z uczniów nigdy się nie poskarżył, że jest molestowany przez profesora? To pytania, które zadaję sobie sama czytając historię Friedmanów i zadawali sobie sceptycy w Ameryce. Coś to zwyczajnie nie gra. Proces zakończył się tym, że Arnold przyznał się do winy, obarczył siebie odpowiedzialnością, by odciążyć syna. Zdegradowany do roli potwora, odosobniony i całkowicie potępiony popełnił samobójstwo w 1995 roku w czasie odsiadki. Jesse wyszedł z więzienia po 13 latach i wrócił do mieszkania matki. Elaine ponownie wyszła za mąż a David do dzisiaj jest najlepszym w mieście pajacem urodzinowym:-)

Historia ta właściwie nie odpowiada na pytanie: byli winni czy nie. Jest faktem, że Arnold był odrażającym, ukrywającym się pedofilem i za to powinien być sądzony. Ale czy rzeczywiście on i jego syn Jesse byli winni molestowania swoich uczniów?? Jedno jest pewne, nikt nie wydaje surowszego wyroku jeszcze przed rozpoczęciem procesu niż społeczeństwo, media i ci, których uważałaeś za przyjaciół i sąsiadów. Arnold i jego syn byli martwi jeszcze przed rozpoczęciem oficjalnego procesu. Po latach, kiedy nakręcono film dokumentalny o rodzinie Friedmanów, Jesse wyznał, że to właśnie ten dokument był jego jedynym wiarygodnym procesem. Ot, życie…

źródła: ” Capturing the Friedmans” Andrew Jarecki, wikipedia, el País.