101. Cumalikizik.


Niedaleko pięknej Bursy znajduje się niezwykła, maleńka wioska otomańska z XIII (!) wieku, Cimalikizik. Dojedziecie tu zwykłym miejskim autobusem, który kursuje co ok. godzinę. Przejazd trwa ok.40 minut. Wycieczka do tego miejsca to absolutnie podróż do przeszłości, gdyż ludzie żyją w niej jak dawno, dawno temu… Drewniane-kamienne domy budowane są tutaj według starych, kilkusetletnich wzorów, malowane na wyraziste, mocne kolory, głównie na niebiesko. Z dachów domów unosi się dym, niektóre domostwa mają wyloty swoich kominów w ścianach, obok okien kuchennych. Domy są duże, w środku są ganki, podwórza, stajnie, warsztaty. W niektórych domach mieszkańcy zostawiają otwarte drzwi i bramy, można wejść do środka, obejrzeć a nawet zjeść tutejsze dania za niewielką opłatą. Mieszkańcy śa mili i uprzejmi jak w całej Turcji. Jedna starsza pani chciała podarować mi maleńkie szczeniaczki, nawet za darmo, haha, jak mówiła, ale cóż, nic z tego nie wyszło…wolę koty.

DSC_0366

DSC_0361

DSC_0355

DSCF3210

Ta starsza pani sprzedawala swoje wyroby przed domem, szczeniaki chciala dorzucić gratis.

DSC_0360

DSC_0367

DSCF3218

DSCF3216

W następnym poście Izmir. Zapraszam!

100. Bursa, której nie ma w przewodnikach.


Wracając z pokazu tańca derwiszów zatrzymaliśmy się by obejrzeć dziedziniec jednego z prywatnych uniwersytetów w mieście, kiedy podeszli do nas starsi panowie i zaprosili na herbatę (czaj). Byli stróżami nocnymi pracującymi właśnie na tej uczelni i widać bardzo się nudzili tamtej nocy. Poszlismy za nimi i w kantorku przy wejściu na uczelnię zaczęli parzyć czaj. Byliśmy właściwie zaskoczeni, że tak z nienacka gdzieś w środku nocy ktoś zaprasza nas na herbetę, haha, ale przypomnieliśmy sobie, że jesteśmy w Turcji i wszystko stało się oczywiste, Turcy, czaj i turecka gościnność 🙂 Okazało się, że nie mówili prawie nic po angielsku, my oczywiście ani słowa po turecku, stąd na początku było trochę sztywno, ale widać turecka herbata działa jak polska wódka, więc bariery językowe zniknęły dosyć szybko i jakoś się dogadaliśmy. Cała sytuacja była dosyć zabawna, ja momentami nie mogłam przestać sie śmiać i w końcu wszyscy skończyliśmy nasze herbatki śmiejąc się do rozpuku. W pewnym momencie dołączyli o nas nawet policjanci z pobliskiego patrolu i jeden mieszkaniec miasta, Ahmed, nauczyciel z tegoż uniwersytetu, którego hobby jest oprowadzanie za darmo turystów po mieście i opowiadanie o tureckich zwyczajach i muzyce. Stróże , policjanci i samozwańczy przewodnik znali się i jestem pewna, że w ten sposób spędzali większość nudnych „nocek” w pracy. Tym razem Ahmed przyszedł w towarzystwie dwójki turystów z Indii, których od razu nam wszystkich przedstawił, nalał herbaty i sądząc po ich minach, byli tak samo zdziwieni jak my całym tym herbacianym towarzystwem w środku nocy.

DSC_0326

DSC_0333            DSC_0335

DSC_0342            DSC_0346

Po wypiciu kilku szklaneczek czarnej słodkiej herbatki pożegnalismy wesołe towarzystwo i ruszyliśmy w stronę hotelu. Jednak Ahmed ze swoimi Hindusami zaproponował, byśmy następnego dnia o 18.00 spotkali się przed hotelem i pokaże nam miasto i różne ciekawostki, których nie ma w przewodniku, jak to pięknie wytłumaczył, hehehe. Nazajutrz wciąż jeszcze zastanawialiśmy się, jaki interes ma ten cały Ahmed, że traci swój czas na oprowadzanie turystów po mieście, za darmo. Okazało się później, że Ahmed nie ma w tym żadnego interesu, robi to po prostu z przyjemności! Że też tacy ludzie jeszcze istnieją!!! 🙂

DSC_0392

DSC_0393

DSC_0394

DSC_0399

DSC_0400

DSC_0401

DSC_0404

Ahmed po prawej, pod krawatem 🙂

DSC_0406

Ahmed pojawił się pod hotelem punktualnie o 18.00 i zaczęliśmy wycieczkę po mieście. Nie pokazywał nam zabytków, meczetów, mauzoleów, któe juz wcześniej widzieliśmy, tylko zabrał do centrum wielkiego targowiska i między sklepikami z warzywami zaprowadził do małego baru-herbaciarni, gdzie poznaliśmy miejscowych muzyków i artystów, i gdzie znów poczęstowano nas herbatą i ciastkami. Byli znami także indyjscy turyści. Tym razem szybko zapłacliśmy sami za herbatki dla wszystkich, by znów nie płacono za nas, bo oczywiście nie chcieli od nas ani grosza. Później jeszcze odwiedziliśmy warsztaty, gdzie znajomy Ahmeda produkuje ręcznie instrumenty strunowe, sklepiki, gdzie znajomi Ahmeda sprzedają wyroby szydełkowe. W geście podziękowania dla Ahmeda, skoro już nie chciał pieniędzy ani nawet nie dał się zaprosić na kolację, kupiłam parę drobiazgów w sklepikach jego znajomych i wszyscy byli bardzo zadowoleni. Było nam naprawdę bardzo miło, że tak pięknie nas przyjęto, ugoszczono, zupełnie bezinteresownie, życzliwie. Bursa nie bez powodu jest moim ulubionym odwiedzonym miastem w Turcji. Obym mogła tu jeszcze wrócić, Insh’Allah!

98. Iskender kebab w Bursie.


O Bursie nie wiedzieliśmy właściwie nic, trochę poczytaliśmy w przewodniku o tym mieście, ale bardziej traktowaliśmy je jako kolejny przystanek na szlaku wgłąb Turcji niż atrakcję turystyczną. Do Bursy dotarliśmy w niecałą godzinę małym promem z przystani w Stambule, Yenikapi, który płynie do miasteczka Yalova i stamtąd busem albo autobusem jechaliśmy jakieś 20 minut do Bursy. Wysiedliśmy w samym centrum miasta i zatrzymaliśmy się w pierwszym napotkanym tanim, ale czystym i schludnym hotelu Kent za 50$ (zniżkę trzeba było mocno negocjować). Bursa to duże miasto, było pierwszą stolicą imperium osmańskiego i pierwszym ośrodkiem giełdy na świecie. Dziś znane jest z licznych muzeów, zabytkowych meczetów, przepięknego starego targowiska w stylu krakowskich Sukiennic i jedwabnych luksusowych wyrobów, z których korzystają największe osobistości. Jak tylko zaczęłam spacerować po mieście, od razu poczułam się bezpiecznie, miło, centrum sprawiało wrażenie spokojnego, bez kotła i hałasu ze Stambułu. Ludzie pytani o drogę, zabytki odpowiadali nam bardzo uprzejmie, opowiadali o swoim mieście, podprowadzali, kiedy nie umieli powiedzieć słowa po angielsku. W sklepach obsługiwano nas bardzo grzecznie. Ja byłam oczarowana spokojem i kulturą mieszkańców Bursy. Nawet na targowisku nie przeszkadzali nam nachalni kupcy, kiedy odpowiadaliśmy im, że nie jesteśmy zainteresowani, z ręką na piersi odpowiadali coś w stylu: „rozumiem, dziękuję i zapraszam innym razem”, co w porównaniu z krajami arabskimi z pólnocy Afryki wywołuje bardzo pozytywny szok.

DSC_0288

DSC_0284

DSC_0295

Ulu Camii i Yesil Turbe

Sztandarowymi miejscami do zwiedzania w Bursie są: duży zabytkowy Zielony Meczet (Yesil Camii) i Wielki Meczet (Ulu Camii) oraz mauzoleum z grobowcami władców imperium (Yesil Turbe) W mieście znajdują się liczne parki i zielone skwery, które dodatkowo uprzyjemniają spacery. Na kolację zamówiliśmy sztandarowe danie Bursy-opatentowany oryginalny Iskender Kebab, jedyne danie serwowane w zabytkowej restauracji, której nazwa pochodzi od nazwiska jej założyciela. Danie stało się tak popularne, że serwowano je w tej starej restauracji nawet głowom państw i innym osobistościom, których zdjęcia zdobią ściany restauracji w podziemiach centrum. Restauracja Iskender jest jedną z najważniejszych atrakcji miasta. Danie składa się z kebabu z baraniny serwowanym na smażonych na masełku kawałkach chleba pide, polanym sosem pomidorowym i z dodatkiem jogurtu,  a wszystko to polane dodatkowo świeżo stopionym pysznym masłem… Smakowało wyśmienicie! Do picia podano nam także tradycyjny w regionie napój, sirę, bezalkoholowy napój z moszczu winnego. Jak do każdego tureckiego dania, zamówiłam sobie też chłodny ayran. Po kolacji obowiązkowo zrobiliśmy zdjęcia w restauracji z pierwszym, historycznym rusztem do smażenia iskendera 🙂 Na deser można skosztować lokalnego kompotu z różnych owoców i kandyzowanych kasztanów, które jednak nie przypadły mi do gustu. Wolałam obżerać się ciastkami i typowymi klejącymi się tureckimi słodyczami z pistacji i innych orzechów z miodem (turkish delights).

iskender_kebap

iskender_2

DSC_0296

DSC_0297

Restauracja Iskender

DSC_0388

Ciastkaaaaaa…chwila odpoczynku w hotelu Kent

Targowisko kryte w centrum miasta obok Ulu Camii jest jednym z najładniejszych w Turcji. Dzieli się na część, w której handluje się antykami i „różnościami” (Bedesten) i część, w której sprzedaje się wyroby z jedwabiu najwyższej jakości (Koza Han). Te najdroższe (Ipek silk) kosztują nawet 200€ i więcej za „zwykły” szalik czy damską chustę. Są też wyroby w bardziej przystępnych cenach, mieszanki jedwabiu i bawełny oraz jedwabne z gorszej jakości nici. Oprócz jedwabiu sprzedaje się ozdoby do domu, dywany, ubrania, stroje odświętne, ślubne, biżuterię etc. W środku targowiska znajduje się „patio”, placyk z kawiarenkami.

DSC_0383

DSC_0376

DSC_0378

Targowisko

DSC_0409

strój na święto obrzezania (ten po prawej, oczywiscie:-)

DSC_0416

robótki szydełkowe

DSC_0386

Chusty, szale jedwabne i bawełniane

Jednak najlepsze w Bursie czekało na nas wieczorem… ale o tym w następnym wpisie już niebawem!