108. Miasto wykute w skale. Goreme, Kapadocja.


Po prawie miesięcznym pobycie w Turcji przyjechaliśmy w końcu do Goreme, przepięknej doliny w prowincji Nevsehir, w regionie Kapadocji. Jest to historyczna i zabytkowa część tureckiej Anatolii. W przeszłości region ten był jednym z pierwszych i najważniejszych ośrodków wczesnego chrześcijaństwa i to tutaj właśnie narodziła się idea życia klasztornego. Tutaj chrześcijanie budowali swoje ośrodki kultu w miękkich skałach tufowych, ukrywając się przed najazdami Rzymian i później muzułmanów. Zostały po nich liczne klasztory, kościoły wykute w skale, ozdobione kolorowymi freskami. Goreme to dolina, w ktorej znajduje sie Park Narodowy i jest to miejsce wpisane na liste UNESCO jako światowe dziedzictwo kultury.

DSC_0782 (2) DSC_0785 (2) DSC_0795 (2) DSC_0796 (2) DSC_0797 (2) DSC_0799 DSC_0800 (2)

Oprócz klasztorów znajdziemy tu także rozległe podziemne miasta (Kaymakli i Derinkuyu), w których żyło do kilkunastu tysięcy ukrywających się chrześcijan wraz ze zwierzętami, które hodowali na specjalnych „piętrach”. Teraz te miasta są dostępne dla zwiedzających, my także odwiedziliśmy jedno z nich a ja byłam bardzo zaskoczona tym, że pod ziemią można żyć prawie tak samo jak na powierzchni. Oczywiście trzeba było zbudować szyby wentylacyjne, system zabezpieczeń i transportu produktów z powierzchni i „wywózkę” smieci oraz nieczystości. Pod ziemią jest mnóstwo ludzi zwiedzających, jest ciasno i duszno momentami, co osoby wrażliwe może narazić na atak paniki czy klaustrofobii. W niektórych tunelach jest tak ciasno, że trzeba prawie czołgać się, niektóre z nich mają malenkie schodki i trzeba iść prawie na czworakach.

DSC_0786

DSC_0782

DSC_0790

DSC_0783

DSC_0737 (2) DSC_0748 (2) DSC_0749

DSC_0775

DSC_0788 (2)

Oprócz zabytków stworzonych ludzką ręką w Kapadocji odnajdziemy niesamowite krajobrazy, formy skalne, różnorodne kolory i struktury skał, jednym słowem, jest dla mnie oczywistym, dlaczego ten region jest jednym z najpiękniejszych w Turcji i na świecie. Bardzo polecam spacery po parkach w dolinach Miłości (Love Valley) i dolinie Wyobraźni. Popularne są loty balonem nad tym rejonem kraju, trzeba wstać bardzo wcześnie, by móc delektować się wschodem słońca, które wręcz ożywia dziwne skalne formy.Ciekawostką są właśnie te skalne formy w dolinie Miłości, przypominające bez właściwie wątpliwości, hahaha, penisy, stąd pewnie nazwa całej doliny. Inne ciekawe formy rozsiane po okolicy to grzybki, kominy, wysokie szpice skalne z okienkami i wiele innych.

DSC_0763 (2)

DSCF3223

DSC_0824 DSC_0827 (2) DSC_0828 (2) DSC_0833 (2) DSC_0833111

DSC_0808 DSC_0819

Samo miasteczko w dolinie nazywa się umownie Goreme, chociaz jego nazwa oficjalna na mapie to Ortahisar, składa się ono z hoteli i domów wykutych w skale, bajecznie oświetlonych nocą, które wyglądają jak domki jakichś duchów górskich czy krasnali. Właśnie w takim skalnym hoteliku się zatrzymaliśmy, Katpatuka (starodawna nazwa Kapadocji), w pokoju wykutym w skale. Po kilku dniach zmieniliśmy hotel na inny, Pasha Han, który był wprost wyjątkowy, fantastyczny, mieliśmy do wyboru różne pokoje, każdy miał swoją dekorację, wlaściciel hotelu też był bardzo sympatyczny, palił z nami nargile (fajkę wodną), bardzo mile wspominamy pobyt u niego. Nawet miałam kota hotelowego w prezencie do pokoju, hahaha. W Goreme jest mnóstwo ludzi, własciwie o każdej porze roku. Trzeba przygotować się na nieustanne hordy turystów wszędzie tam, gdzie my sami się wybieramy. Ceny są średnie, po sezonie można bez problemu negocjować ceny w hotelach czy w sklepach. Pobyt w Kapadocji był najlepszym zakończeniem naszego wyjazdu do Turcji, który jako całość wspominam jako jedna z najpiękniejszych i najmilszych podróży, jakie miałam szczęście przeżyć ❤

DSC_0763

Katpatuka

DSC_0870 DSC_0868 DSC_0867 DSC_0852

100. Bursa, której nie ma w przewodnikach.


Wracając z pokazu tańca derwiszów zatrzymaliśmy się by obejrzeć dziedziniec jednego z prywatnych uniwersytetów w mieście, kiedy podeszli do nas starsi panowie i zaprosili na herbatę (czaj). Byli stróżami nocnymi pracującymi właśnie na tej uczelni i widać bardzo się nudzili tamtej nocy. Poszlismy za nimi i w kantorku przy wejściu na uczelnię zaczęli parzyć czaj. Byliśmy właściwie zaskoczeni, że tak z nienacka gdzieś w środku nocy ktoś zaprasza nas na herbetę, haha, ale przypomnieliśmy sobie, że jesteśmy w Turcji i wszystko stało się oczywiste, Turcy, czaj i turecka gościnność 🙂 Okazało się, że nie mówili prawie nic po angielsku, my oczywiście ani słowa po turecku, stąd na początku było trochę sztywno, ale widać turecka herbata działa jak polska wódka, więc bariery językowe zniknęły dosyć szybko i jakoś się dogadaliśmy. Cała sytuacja była dosyć zabawna, ja momentami nie mogłam przestać sie śmiać i w końcu wszyscy skończyliśmy nasze herbatki śmiejąc się do rozpuku. W pewnym momencie dołączyli o nas nawet policjanci z pobliskiego patrolu i jeden mieszkaniec miasta, Ahmed, nauczyciel z tegoż uniwersytetu, którego hobby jest oprowadzanie za darmo turystów po mieście i opowiadanie o tureckich zwyczajach i muzyce. Stróże , policjanci i samozwańczy przewodnik znali się i jestem pewna, że w ten sposób spędzali większość nudnych „nocek” w pracy. Tym razem Ahmed przyszedł w towarzystwie dwójki turystów z Indii, których od razu nam wszystkich przedstawił, nalał herbaty i sądząc po ich minach, byli tak samo zdziwieni jak my całym tym herbacianym towarzystwem w środku nocy.

DSC_0326

DSC_0333            DSC_0335

DSC_0342            DSC_0346

Po wypiciu kilku szklaneczek czarnej słodkiej herbatki pożegnalismy wesołe towarzystwo i ruszyliśmy w stronę hotelu. Jednak Ahmed ze swoimi Hindusami zaproponował, byśmy następnego dnia o 18.00 spotkali się przed hotelem i pokaże nam miasto i różne ciekawostki, których nie ma w przewodniku, jak to pięknie wytłumaczył, hehehe. Nazajutrz wciąż jeszcze zastanawialiśmy się, jaki interes ma ten cały Ahmed, że traci swój czas na oprowadzanie turystów po mieście, za darmo. Okazało się później, że Ahmed nie ma w tym żadnego interesu, robi to po prostu z przyjemności! Że też tacy ludzie jeszcze istnieją!!! 🙂

DSC_0392

DSC_0393

DSC_0394

DSC_0399

DSC_0400

DSC_0401

DSC_0404

Ahmed po prawej, pod krawatem 🙂

DSC_0406

Ahmed pojawił się pod hotelem punktualnie o 18.00 i zaczęliśmy wycieczkę po mieście. Nie pokazywał nam zabytków, meczetów, mauzoleów, któe juz wcześniej widzieliśmy, tylko zabrał do centrum wielkiego targowiska i między sklepikami z warzywami zaprowadził do małego baru-herbaciarni, gdzie poznaliśmy miejscowych muzyków i artystów, i gdzie znów poczęstowano nas herbatą i ciastkami. Byli znami także indyjscy turyści. Tym razem szybko zapłacliśmy sami za herbatki dla wszystkich, by znów nie płacono za nas, bo oczywiście nie chcieli od nas ani grosza. Później jeszcze odwiedziliśmy warsztaty, gdzie znajomy Ahmeda produkuje ręcznie instrumenty strunowe, sklepiki, gdzie znajomi Ahmeda sprzedają wyroby szydełkowe. W geście podziękowania dla Ahmeda, skoro już nie chciał pieniędzy ani nawet nie dał się zaprosić na kolację, kupiłam parę drobiazgów w sklepikach jego znajomych i wszyscy byli bardzo zadowoleni. Było nam naprawdę bardzo miło, że tak pięknie nas przyjęto, ugoszczono, zupełnie bezinteresownie, życzliwie. Bursa nie bez powodu jest moim ulubionym odwiedzonym miastem w Turcji. Obym mogła tu jeszcze wrócić, Insh’Allah!

94. Turcja always on my mind…


Czekając na lot powrotny na lotnisku w Stambule pomyślałam sobie: ” Kurcze, naprawdę szkoda mi wracać…” W Turcji podobało mi się wszystko. Krajobrazy, jedzenie, zabytki, odwiedzone miasta i wsie, ale najmilej będę wspominać jej mieszkańców. Z odwiedzonych 33 krajów 3 zasługują dla mnie na szczególną wzmiankę. Wycieczka do Peru była spełnienie moich dziecięcych marzeń, wakacje w Izraelu i Palestynie to z kolei duchowa podróż do „korzeni” a wyjazd do Turcji będę wspominać jako nieprzerwane „spotykanie” drugiego człowieka. Przed wyjazdem znajomi, którzy odwiedzili Turcję opowiadali o niezwykłej gościnności jej mieszkańców, o sympatii dla turystów, opowiadali o grzecznych i kulturalnych sprzedających a ja miałam w głowie wyjazdy do krajów północnej Afryki i jakoś nie chciało mi się w to wszystko wierzyć. Sprawdziło się co do joty. Byłam zachwycona otwartością i życzliwością Turków, tym, jak nam pomagali zupełnie bezinteresownie na każdym kroku, jak nas pozdrawiali na ulicach. Wielokrotnie zostaliśmy zaproszeni na herbatę gdzieś do taksówkarzy, w sklepach, do kanciapy strażników na nocnym dyżurze w jednym z uniwersytetów. O wszystkim napiszę szczegółowo, bo zasługuje bez wątpienia na wzmiankę.

Widok na miasto sprzed meczetu Sulejmana

kręcenie lizaków

tureckie słodkości z miodu, sezamu, orzechów, karmelu…

Ulica Istiklal w nowej części miasta

Kraj jest nowoczesny, gdyby nie jego położenie w 90% kilku procentach w Azji, można by go spokojnie nazwać krajem europejskim. Miasta są czyste, zadbane, drogi i autostrady świetne, pociągi i autobusy też z pierwszej półki, nawet lepsze niż w Polandii. W Turcji czułam się bezpiecznie i komfortowo w przeciwieństwie do innych krajów muzułmańskich, które miałam okazję zobaczyć. Kobiety w większości ubierają sie po europejsku, niektóre noszą stroje tradycyjne tureckie, w tym chustki na głowie.

Lecieliśmy liniami Turkish, które drugi raz rzędu zdobyły tytuł najlepszych lini lotniczych w Europie. Pierwszym przystankiem był Stambuł. Miasto jest ogromne, położone na dwóch kontynentach (w Europie i Azji), z lotu ptaka wygląda jak niekończąca się masa domów, meczetów i wieżowców…Wikipedia podaje, że jest zamieszkane przez ponad 11mln ludzi, co już jest liczbą bardzo dużą, ale jego mieszkańcy przekonują, że w środku sezonu wakacyjnego w mieście przebywa ok. 18 mln osób! W Stambule nie nudziliśmy się ani chwili, wstawaliśmy wcześnie, zwiedzaliśmy co się dało, zajadaliśmy się kebabami i znów zwiedzaliśmy zabytki i zakamarki miasta. Miasto jest usytuowane po obu stronach cieśniny Bosfor, która dzieli je na część europejską (region Tracji) i azjatycką (Anatolia, region obejmujący prawie całą Turcję). Dodatkowo część europejska podzielona jest na 2 części przez cieśninę (rzekę) zwaną Złotym Rogiem. Część azjatycka miasta jest przede wszystkim „sypialnią” dla mieszkańców, a w części europejskiej po obu stronach Złotego Rogu znajdują się wszystkie najważniejsze zabytki, hotele, sklepy, restauracje, wieżowce, biurowce,  etc, czyli wszystko to, co oczekuje zobaczyć i odwiedzić turysta. W przerwie bawiliśmy się z niezliczonymi kotami zamieszkującymi miejscowe parki, cmentarze, skwery, piwnice etc. Niby są to koty uliczne, bezdomne a jednak właściwie wszystkie wyglądały na zadbane, dobrze odżywione, zdrowe, całkowicie oswojone, przyjazne, podbiegały by się bawić 😉  A ja oczywiście byłam wniebowzięta, hehe.

Rybacy na moście Galata

Widok na starą część miasta z wieży Galata

Przed Błękitnym Meczetem.

Najbardziej obleganymi dzielnicami europejskiego Stambułu są Sułtanahmet i Galata/Taksim. W tej pierwszej znajdują się najpiękniejsze atrakcje turystyczne i tutaj szukaliśmy noclegu. Ta druga dzielnica jest bardzo nowoczesna, głośna, pełna ekskluzywnych wieżowców, biurowców, hoteli, barów, dyskotek i sklepów najdroższych marek. Kiedy zapytaliśmy miejscowych, za co najbardziej kochają swoje miasto, odpowiadali z oczywistą „oczywistością” : bo nie ma drugiego takiego miasta na świecie, w którym wymieszało się tyle kultur, które było zdobywane przez tylu władców imperiów z różnych stron świata, które samo było stolicą kilku imperiów…” i tak mozna by wymieniać dalej ich odpowiedzi i każda z nich będzie prawdziwa. Stambuł to megalopolis, światowe dziedzictwo kultury Unesco, drzwi do Azji, kraj grzecznych i sympatycznych miłośników czarnej słodkiej herbaty w małych szklaneczkach w kształcie klepsydry. W następnym poście zapraszam do dzielnicy Sułtanahmet!